Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 marca 2024

Wyspa

Szeroko rozlana rzeka, o wartkim nurcie, spowita w gęstej, mlecznej mgle, na środku rzeki wyspa, a na niej kamienny biało - szary kościół, w stylu trochę romańskim, trochę gotyckim, bez wieży, z masywnym portalem. Nie widać nieba, nie widać nic poza mgłą, rzeką i wyspą z kościołem. Na brzegu wyspy pojawił się mężczyzna z brodą, siwymi, bujnymi włosami, wsparty na kosturze, odziany w szarą tunikę. W sposób mi niewiadomy znalazłem się na wyspie, jakbym uniósł sie nad wodą. Mężczyzna przyjrzał mi sie uważnie, w zamyśleniu, z powagą i z troską zapytał - co pocznę ze sobą, gdy będę już starcem? I odszedł. Zostalem sam z tą myślą, mgłą i rzeką.

niedziela, 7 stycznia 2024

Starożyńce

Północne krajobrazy

Otwarte szerokie przestrzenie

Ciemniejący masyw puszczy od zachodu

Droga wiodąca na północ

Trójstyk języków, etnosów

Zielone wzgórza

Falujące łany zbóż

żwirowa droga

Betonowe szare, czerniejące mury potrzaskanych bunkrów

Jeden na stoku wzgórza

Pod ołowianym niebem

Wyzierający strzelniczymi otworami

Zza sielankowych drewnianych kolorowych wiejskich domów

z pierwszego planu

muskanych promieniami przebijającego się słońca

Żółty piasek drogi, wyrobiska

Zielone już sady i ogrody

Za wzgórzem kolejne wzniesienia

Dwa wysokie krzyże – żeliwny i drewniany – na rozstaju dróg

Drogą kroczą - kobieta wsparta na kosturze

I staruszek dotrzymujący jej kroku

I trójkolorowy kot

towarzyszący wiernie przy nodze

Popołudniowe wędrowanie

Pośród pól i zagajników

I nieprzeparta chęć rozmowy

Staruszek pamięta

Pnące się wieże lipskiego neogotyckiego kościoła z czerwonej cegły

I spogląda łagodnymi oczami

Odbijającymi chwile radości wspólnego wędrowania

kolejnej minionej już wiosny i nabierającego wigoru lata

piątek, 5 stycznia 2024

Antokolski panteon

Falujące łagodnie lesiste wzgórza

w zielonych, żółtych i czerwonych rozbłyskach koron

W dolince miejsce spoczynku

pojednanych w braterskim śnie

- w oczekiwaniu na Powrót -

Tych co ośmielili się wystąpić przeciw wspólnemu wrogowi



Alejki pną się lekko ku górze

kamienne krzyże przeplatane smukłymi sosnami, świerkami

i smugami popołudniowego słońca

nazwiska polskie

nazwiska litewskie

wileńska Pieta

Miejsce, w którym modlitwa płynie z łatwością

i przenika przez mury przepysznej barokowej świątyni

w której śnieżnobiała kamienna śmierć z kosą nie budzi już przerażenia

piątek, 29 grudnia 2023

Krucyfiks

Ostrzeżenie, które nadeszło w porę

od dalekich kuzynek

by nie podzielić losu

tych co bydlęcymi wagonami

pojechali w przeciwną stronę

Dokumenty kupione od mężczyzny

który miał żonę i dwójkę dzieci

w zbliżonym wieku

i lęk, że ten chłopiec

to jednak dużo młodszy



Chleb zasuszony na podróż

najpotrzebniejsze rzeczy

i obowiązkowo krowa żywicielka

i srebrny krucyfiks rozczłonkowany

ukryty w woreczkach z mąką

I serca, które prawie przestały bić

gdy skośnoocy żołdacy

rozdzielali na granicy matkę z dorosłą córką

kolbą karabinu rozbijając głowę jednej z nich

i zapamiętany przez sześcioletnią dziewczynkę

widok krwi płynącej obficie po twarzy

wymieszanej razem z łzami

Miesięczna podróż z Wilna

przez Kraków

do Białegostoku

bo stąd bliżej będzie do domu

do którego przecież wkrótce będzie można wrócić

I krowa

którą - aby przeżyć - trzeba było sprzedać

a wierne zwierzę następnego dnia wróciło do domu

Pokonało szmat drogi

z podmiejskiej wsi

Stanęła na podwórzu

w ogrodzie przed domem z kolejowych drewnianych podkładów

I sąsiadka zwiastująca pozornie dobrą widomość:

– Pani Szpakowa

pani krowa stoi w ogrodzie przed domem! –

Chwila radości

i rozrywający serce smutek

że zwierzę trzeba jednak zwrócić nowemu gospodarzowi



I samotne bolesne poszukiwania zaginionego męża i ojca

praca ponad ludzkie siły w fabryce przy Włókienniczej

I mała dziewczynka

czekająca samotnie na mamę

przyklejona do ściany bramy

by czuć się bezpieczniej

czwartek, 28 grudnia 2023

Adamowce

Wieś jak z mickiewiczowskiej ballady

na pagórkach zielonych

Przed wsią na wzgórzu cmentarz

piaszczyste mogiłki

drewniane krzyże

wysokie, niskie

i kurhan na polu

Przy kurhanie rdzawe bagno

którego wody małej dziewczynce przypominały krew

tak, że skacząc po kępkach trawy, bała się by stopa nie osunęła się do rdzawej wody

Wyorywane z ziemi szczątki oręża

I przekazywana z pokolenia na pokolenie

historia o napoleońskiej armii

co szła na Moskwę

o krwawej bitwie jaka rozegrała się w pobliżu



I ogromny kamień przy polnej drodze

na którym kilkuletnia dziewczynka

widziała z oddali aniołka

a gdy się z nim zrównywała

aniołek znikał

by za chwilę

po minięciu głazu

pojawić się znowu

I płacz dziecka przy leśnej drodze

słyszany tylko w nocy

Ksiądz z parafii w Udziale uznał, że pochowano w tym miejscu

nieochrzczone dziecko

Ochrzcił je więc sam:

- Jak panna niech będzie Anna

Jak pan niech będzie Jan. -



I dwudziestokilkuletnia dziewczyna

pierwsza we wsi śmiertelna ofiara wojny

postrzelona przypadkowo w głowę w czasie wymiany ognia

między Niemcami i partyzantami



I predsiedatiel, który w nocy wpadał na koniu do wsi

w skórzanym płaszczu,

krzyczał, groził, wymachiwał naganem

- Przepisuj się na jaką chcesz narodowość, byle nie była polska –

- Ty polackaja morda, ja tiebia ubiju! -

I głośny płacz dziewczynki

rzucającej się mamie na ratunek, obejmującej ją co sił w wątłych ramionach

i krzyk przeszywający skamieniałe serce

– Nie dam mamy!

Wyszedł rozwścieczony trzaskając drzwiami

I nocne ucieczki babci na cmentarz

na łąki, pastwiska, pola, do lasu

by tylko uniknąć przepisania

i noce spędzone w stogach siana

pod które nad ranem podchodziła woda

co boleśnie skróciło babci życie



Rodzice babci

ofiary hiszpanki

Witalis i Emilia

Wcześnie osierocone dzieci

Babcię czytania

uczył jej dziadek

Z książeczki do nabożeństwa

Dom rodzinny babci stał w Krukowszczyźnie

- obecnie części Mosarza -

W 1920 roku

O nadchodzących bolszewikach

Ostrzegł najstarszego brata babci - Justyna

Kilkuletni chłopiec

co sił w nogach przybiegając z miasteczka

Krasnoarmiejcy już się zbliżali

Justyn w ostatniej chwili dosiadł konia

I drugimi wrotami

Uciekł w stronę lasu

Niedoszli oprawcy podjęli pościg

Lecz nie zdołali go pojmać

W rozległej kniei rozpłynął się im jak zjawa



I babcia będąca dzieckiem

witająca polskich ułanów

Razem z innymi mieszkańcami

którzy na widok polskiego wojska

wylegli na drogę



I jezioro, z którego toni w nocy dobiegał dźwięk dzwonków u sań, i ludzkie głosy - śpiewy, nawoływania

Dawno temu zimą

jego wody miały pochłonąć orszak weselny

Pod saniami lód się załamał i nikt nie ocalał



I kuzynka ze szczerą radością witająca mamę

W 1968 r. przybyłą w rodzinne strony

Pół Polka pół Litwinka

W polu przy pracy

Zaskoczona widokiem

Młodej dziewczyny z Polski



I jakiś mityczny przodek, co to w czasie odwrotu napoleńskiej armii spod Moskwy

miał osiąść na stałe w Adamowcach

i być w tej armii - wedle podań - lekarzem

po którym w domu

zostały stare drewniane jakby apteczne meble

I opowieść, że wywędrował gdzieś z Mazowsza, z okolic Ostrołęki

piątek, 22 grudnia 2023

Krzemień

Strata, którą po raz kolejny trzeba oswoić

I w pojedynkę

Nie można tego uczynić

Prosta leśna droga

w obramowaniu smukłych sosen i świerków

w oddali pnie się ku górze

Na leśnej krzyżówce

Chcąc iść na północ

Dotrzemy do resztek drewnianej kapliczki zawieszonej na sośnie

Z Jezusem boleśnie zwisającym na jednym ramieniu

Chcąc iść na południe

Dotrzemy do prastarej kopalni krzemienia

Sosny i świerki ustąpią miejsca

Liściastym olszom i dębom

Dorodny jeleń

Nie spodziewając się intruzów

Przystanie na drodze

I czmychnie w gęstwinę gdy wiatr zmieni kierunek

Pokruszone krzemienie

Chrzęszczą pod stopami

Promienie słońca prześlizgują się między pniami i listowiem

Padają na drogę

I muskają ustawiony na sztorc skrawek krzemienia

A lekki podmuch wiatru zwiastuje

Że za pięknem tej chwili

Jest piękno jeszcze piękniejsze

czwartek, 21 grudnia 2023

Kalwaria

Lesiste wzgórza

prawie na obrzeżach centrum miasta

smukłe masztowe sosny

Na wyraźnie zarysowane nad ziemią fundamenty wysadzonej w powietrze kaplicy

nachodzi brutalnie posowiecki pawilon

I Chrystus rozpięty na konarach sosny

idealnie układających się w krzyż

Plątanina ścieżek

strumyk

po zboczu wzgórza schodzimy w dół

by ze źródła dłonią zaczerpnąć krystalicznej wody



Tylko z opowieści wiem,

że te ścieżki jako pielgrzym przemierzałaś

Być może idziemy krok w krok

Te same drobinki piasku

te same sosny

ten sam balsamiczny ich zapach

te same wzgórza

i tak samo świeci słońce



Jestem już tak blisko miejsca

z którego wyszłaś w daleki świat

już mój

i już mi dobrze znany

a czuję, że to jednak tu jest mój dom

wtorek, 19 grudnia 2023

Na wzgórzu

Majestatyczny

Na wzgórzu

Kościół

W mroku wczesnego poranka

Wspięcie się doń jest nie lada wyczynem

Po schodach zdających się nie mieć końca

W kilku wysokich i rozległych nawach

W świetle świec, skupieniu i ciszy

Grupki rozmodlonych ludzi



Od strony wschodniej

Delikatny blask

Rozświetla piaszczystą ścieżkę wiodącą od rzeki

Łagodnie pnącą się w górę

Do wejścia już z poziomu ziemi



Kroczą nią zamyśleni pielgrzymi

Pojedynczo i małymi grupami

Przypatruję się i szukam znajomych rysów twarzy

Wchodzę do świetlistej nawy

pełnej ludzi siedzących w ławach

i wiem, że ktoś będzie w niej na mnie czekał

poniedziałek, 18 grudnia 2023

Moja dzielnica

Drewniane domy

Ogrody

Werandy

Ganki

Gęsta zabudowa

Plątanina wąskich uliczek

Równoległych, prostopadłych

Wszystkie przedmioty w pustych domach i wokół nich

pozostawione jakby tylko na chwilę

Czekają na powrót



Murowana kamienica

Wiśniowe drzewa i jabłonie

Na schodkach przed drzwiami siedzi starsza siwowłosa kobieta

Czeka, by opowiedzieć ważną historię

Aż ktoś przystanie i jej wysłucha



Ulica zdaje się nie mieć końca

Murowana plebania przy ceglanym kościele

Duchowny, który zaprasza na taras

I życzliwa obecność młodych ludzi

Którzy wiodą mnie w stronę wiekowego drewnianego domu

Z wyjątkowej urody zdobieniami

Zjawiskowe ujęcie

Chcę zamknąć w pamięci ten obraz

Spocząć w tym miejscu

Oprzeć głowę

i trwać w tym bezczasie pełnym miłości

piątek, 15 grudnia 2023

Antokolskie syntezy

Jeszcze chwila

i mijamy szpital

mignie też odrobina nowoczesności

ruch spory jak na stolicę przystało

choć to z dala od centrum

Zjazd w węższą, o wiele spokojniejszą ulicę

dalej droga łagodnie pnie się ku górze

zamyka ją sosnowy las łączący się z błękitnym niebem

Nawet odrapane sowieckie bloki przetykane drzewami

żółknącymi i czerwieniejącymi w promieniach północnego słońca

nie rażą tak mocno

i - w efekcie - jakby chroniły cudem ocalały drewniany dom

z zupełnie innego niż one świata

Tuż obok pusty plac zabaw

i jabłoń, która podobno pamięta Faustynę

Jeszcze niedawno biegały tu dzieci

teraz jest cisza, spokój,

powroty z pracy do domu,

snują się zapachy gotowanych obiadów



Wnętrze przestronne, nasłonecznione,

przychodzi kilka kobiet

Za chwilę melodyjnym litewskim Koronkę -

w tym domu podyktowaną po raz pierwszy -

rozpocznie jedna z nich,

która przy wejściu obdarowała nas - prosto z dłoni - trzema jabłkami

odpowiadamy polskimi słowami

I popłyną z ulicy Grzybowej

dobrze znane frazy

wspólnie ku Niebu

antokolskie syntezy,

naturalne pojednania

Tramwaj na wyspę Świętej Małgorzaty

Pochmurna środa

w samo południe

długi żółty tramwaj

życzliwy dwudziestolatek z deskorolką pod pachą

opisał drogę z najdrobniejszymi szczegółami

a później jeszcze przejdzie z jednego końca tramwaju na drugi

by przypomnieć, że za chwilę jest już ten właściwy przystanek

Wyciszone popołudniowe Zuglo

nie czuć w tym miejscu tętna wielkiego miasta

słońce nadal nie mogło się przedrzeć przez chmury

zieleń przez to jakby nieco wypłowiała

zachowane kamienice z początku ubiegłego wieku

które przetrwały wojnę, a później powstanie

a dalej już bloki gulaszowego socjalizmu

i jeszcze mignie coś nowoczesnego

Przystanek gdzieś przy estakadzie

Wsiadł starszy mężczyzna

z innej epoki

dłuższe siwe włosy zaczesane do tyłu

spodnie zaprasowane na kant

koszula w delikatną kratkę

łagodny zamyślony wyraz twarzy

I byłem już pewien, że nasze oblicza

temperamenty, nawet drobne upodobania

mogą powtarzać się co do joty

Pojawił się ktoś kogo już dobrze znałem

widząc po raz pierwszy

czwartek, 14 grudnia 2023

Kościół Świętej Elżbiety Węgierskiej

Nie mogłem wiedzieć,

że rozświetlona popołudniowym słońcem nawa

nie ukaże mi się więcej w ten sam sposób

nie powtórzy się ten sam nastrój

ten sam widok pustego wnętrza

drewnianych ław

zapach spalonego kadzidła

Rozeta i dwie smukłe wieże nie zachwycą tak intensywnie i beztrosko

I figura Świętej Elżbiety

w jasnym blasku powszedniego dnia

tak dobrze zapamiętana, mimowolnie, jakby na wszelki wypadek



Jasnoceglany delikatny neogotyk,

ażurowy, sięgający nieba,

doskonale znany z podlaskich zielonych pagórków,

jednakowe daje ukojenie

w zgiełku wielkiego miasta

i w ciszy otwartych, falujących przestrzeni

Kościół Świętej Anny

Deptak z kantorami

eleganckimi butikami

knajpkami z plastikowymi ogródkami

W pamięci pozostała mi jeszcze herbaciarnia

do której wchodziło się przez bramę

na przestronne podwórze

i z niego przez drewniane drzwi

do labiryntu

małych i większych pomieszczeń

korytarzy

Samk herbaty i kostek cukru gdzieś z Uzbekistanu

A za bramą

istna wieża Babel

ludzkie tłumy

przemieszane języki

żar rozgrzanego szkła i kamienia

zapach słodkości wszelkich

pieczonego mięsa

mdłych perfum

I wystarczy nieco zboczyć

na niewielki plac

przy którymi usadowił się

jednowieżowy barokowy kościół

Święta Anna

która nie pyszni się jak na barok przystało

Nieoczekiwaną prostotą

zapowiada ochłodę i ciszę

Przez półmrok kruchty

do delikatnie rozświetlonej nawy

w przyjazny chłód drewnianych ław

I po tej naszej długiej modlitwie pozostało mi już tylko wspomnienie

środa, 13 grudnia 2023

Jabłoń

Piaszczysta ścieżka

Wzdłuż torowiska

Tramwaje przestały kursować

Nikomu nie są już potrzebne

Bujna zielona trawa

Intensywnie zielone drzewa

Ścieżka wiedzie przez miejsca na przemian słoneczne i cieniste

Nie ma bloków

Nie ma domów

Żadnych samochodów

Jest cisza i spokojne oczekiwanie

Na trawie odpoczywa młoda rodzina

Tuż obok rośnie jabłoń

Z czterema dorodnymi jabłkami

Podchodzę i zrywam tylko dwa

I widzę jak z oddali zmierzacie w moją stronę

Tacy jak zapamiętałem was z dzieciństwa

Wysunąłeś się do przodu

Wypatrzyłeś mnie z daleka

I radośnie zawołałeś, że te dwa w zupełności wystarczą

zdjęcia - Warszawa, Bemowo

poniedziałek, 11 grudnia 2023

Przedostatni maj


Plątanina krzewów, traw, drzew,

ledwie wybujałej zieleni,

wydeptana ścieżka,

odgrodzony plac,

ruchliwa ulica,

tory tramwajowe,

ogródki działkowe,

spokój, cisza, zieleń,

nagły hałas i łoskot,

zapach balsamicznych sosen

bursztynowo połyskujących w popołudniowym słońcu

podobno było tu dzikie wysypisko

potłuczone kawałki szkła

sterczące pordzewiałe druty

ubita ziemia

spod której przebija

metaliczny srebrny blask

czteroramienny krzyż,

gołębica, Baranek, dwie ryby, alfa i omega,

na odwrocie słowa -

Przyjdź Duchu Święty -

odsłonił się w Wigilię Święta

Podnoszę go z ziemi

zabieram ze sobą

Zawsze Mamo potrafiłaś

odczytywać symbolikę takich zdarzeń

Tak samo staje się jesień

Październikowy poranny przeszywający chłód,

trawa pokryta szronem,

chwilowe poczucie szczęścia z mroźnego przejrzystego powietrza

i szeptanej modlitwy.

Nienatrętny szum szosy prze ekranach,

czerwone liście winorośli,

zielone osik i pożółkłe orzechów włoskich,

czerwieniejące kapelusze w trawie,

na łączce zapuszczonej, omijanej.

Jeszcze jesienią ubiegłego roku postrzeganej zupełnie inaczej

Jeszcze latem tego roku - patrząc z dołu w okna i na kwiaty na balkonie -

można było radośnie wypowiadać słowa podziękowania i pełnej nadziei prośby.

I dwie młode sosny posadzone w maju,

jedna uschła w czerwcu,

jak wypierany znak i zapowiedź,

druga, drobniejsza, walczyła dłużej,

żółkła pojedynczymi igłami

i stoi pośród gasnącej trawy zbrązowiała

z jednym zaschniętym pędem.

Czy można mieć nadzieję, że się jeszcze zazieleni?

Powolny krok na wschód

w stronę słońca,

później kilka mgnień

i w przeciwnym kierunku

w stronę czerwieniejącego nieba.

Te same miejsca,

te same widoki,

tak samo staje się jesień,

a trzeba się uczyć żyć od nowa.

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...