Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kościół. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 grudnia 2023

Na wzgórzu

Majestatyczny

Na wzgórzu

Kościół

W mroku wczesnego poranka

Wspięcie się doń jest nie lada wyczynem

Po schodach zdających się nie mieć końca

W kilku wysokich i rozległych nawach

W świetle świec, skupieniu i ciszy

Grupki rozmodlonych ludzi



Od strony wschodniej

Delikatny blask

Rozświetla piaszczystą ścieżkę wiodącą od rzeki

Łagodnie pnącą się w górę

Do wejścia już z poziomu ziemi



Kroczą nią zamyśleni pielgrzymi

Pojedynczo i małymi grupami

Przypatruję się i szukam znajomych rysów twarzy

Wchodzę do świetlistej nawy

pełnej ludzi siedzących w ławach

i wiem, że ktoś będzie w niej na mnie czekał

piątek, 6 czerwca 2014

Bojarskie obrazki

Wieczór Adoracji Krzyża. Cichy, ciepły, spokojny, ciemny. Z kościoła wytoczyły się już tłumy, a przez uchylone drzwi sączy się jeszcze zapach palonego kadzidła. Kilkuosobowe grupki wystają przed świątynią, pogrążone w rozmowie. Zza masywnych drewnianych drzwi wyłania się staruszka z około trzydziestoletnią kobietą, trzymającą za ręce dwie dziewczynki - jedną w wieku przedszkolnym, i drugą wyglądającą na uczennicę początkowych klas szkoły podstawowej. Staruszka głośno rozmawia, docierają do nas pojedyncze słowa, dłuższe frazy, z których można się domyślić, że opowiada o swoim niełatwym życiu, choć nie tonem skargi, żalu, narzekania, ale czystych faktów. Jest chyba samotna, a może ma rodzinę, lecz nikt jej nie odwiedza, boryka się z codziennymi trudnościami osoby schorowanej i w sędziwym wieku. Porusza się bez laski, a w rysach twarzy odmalowują się - mimo wszystko - pokój i życzliwe usposobienie. Matka dziewczynek słucha trochę zdystansowana, albo sprawia jedynie wrażenie słuchającej, wbija wzrok w ziemię. Starsza dziewczynka, zadziera głowę do góry, patrzy prosto w oczy kobiety, uśmiecha się i mówi:

- A może byśmy panią, kiedyś odwiedzili?

Mama jednak sprowadzą ją na ziemię:

- To może spotkamy się kiedyś w kościele?

Dochodzą do bramy, za nią jest chodnik i ulica. Żegnają się, życząc sobie dobrych Świąt. Mama z dziewczynkami pną się w górę, w stronę ulicy Kamiennej, staruszka ulicą Próżną zmierza do swojej kamienicy.

czwartek, 15 września 2011

Bardejov - sierpień 2011 r. (1)









 

 







































































Absolutnie nie wyobrażam sobie lata bez co najmniej kilkakrotnych odwiedzin Bardejowa. Gotyckie kościoły franciszkanów i św. Idziego w Starym Rynku, gotycki ratusz, gotyckie, renesansowe, barokowe i klasycystyczne kamieniczki w rynku i stara parterowa zabudowa uliczek z rynku wychodzących, pozostałości murów obronnych, baszty swoim klimatem przypominające nieco Tallin - przy zachowaniu wszystkich proporcji oczywiście między samymi miastami, murami obronnymi i basztami - barokowa cerkiew grekokatolicka, barkowy zbór ewangelicki, gotycki budynek starej szkoły parafialnej, zieleń przydomowych ogrodów przy kościele franiszkańskim; atmosfera prawdziwej wspólnoty i głębokiej więzi w czasie mszy czy to w bazylice św. Idziego czy dawnej świątyni franciszkańskiej, wypełnionych po brzegi nawet w dni powszednie, i atmosfera wyciszonej kontemplacji, szczere, życzliwe uśmiechy wymieniane przy przekazywaniu sobie znaku pokoju; młody mężczyzna z długimi włosami i brodą, o ascetycznej nieco twarzy, który zamykając kościół św. Idziego tłumaczył się prostodusznie, ale i godnie z konieczności zamykania świątyni i nieudostępniania jej w godzinach nabożeństw wścibskim i aroganckim turystom, aby pod koniec krótkiej rozmowy zaprosić nas na mszę o godzinie, która nie została umieszczona na tablicy informującej o nabożeństwach, by nie ściągać tłumów zwiedzających; starsza kobieta o szlachetnych rysach twarzy, która nawiązuje z nami rozmowę bardziej o sprawach codziennych niż wiecznych; zamyślone około dwudziestokilkuletnie dziewczyny wsłuchane szczerze w słowa homilii, o przeróżnych typach urody - począwszy od kruczoczarnych włosów i jasnej karancji, a skończywszy na cerze oliwkowej i włosach koloru ciemny blond. Ogródki w Rynku, w których przesiaduje po kilka, co najwyżej kilkanaście osób, lodziarnia, pełniąca rolę miejsca spotkań starych dobrych znajomych. Dom Polsko - Słowacki w południowej pierzei Rynku z wystawioną przed kamieniczką drewnianą ławką pomalowaną w barwy polskiej flagi. Toaleta publiczna, w której można miło porozmawiać z jej obsługą składającą się z dwóch osób - około sześciedziesięcioletniego niezwykle uprzejmego i rozmownego mężczyzny i nieco nieśmiałej, ale zawsze na pożegnanie życzliwie się uśmiechającej ponad czterdziestoletniej kobiety; tu nawet można porozmawiać o korzyściach i niedgodnościach wynikających z wejścia przez Słowację do strefy euro, tak jak je widzą zwykli ludzie.

Atmosfera spokoju i wyciszenia w łagodnych, miodowej i bursztynowej barwy promieniach zachodzącego sierpniowego słońca. Im dłużej się pałętamy uliczkami, im więcej zataczamy kół wokół Starówki, tym trudniej się rozstać z miasteczkiem. Ratusz można minąć dziesięć razy, przejść po raz piąty uliczką od kościoła franciszkanów, mijając dawną synagogę i urokliwe współczesne domki mieszkalne swoją architekturą w żaden sposób nie naruszające zabytkowej substancji, by wyjść po raz enty przed kościołem św. Idziego ze smukłą wieżą siegającą nieba, i nadal nie móc się rozstać. A do tego jeszcze kłująca boleśnie świadomość, że po powrocie tu za rok, nic już nie będzie takie samo.

CDN...

Więcej o Bardejowie:

Bardejów - 18, 25 i 30, sierpień 2011 r.

Bardejovsky jarmok 2011 (1)

Bardejovsky Jarmok 2011 (2)
Bardejovsky Jarmok 2011 (3)

piątek, 2 września 2011

Bardejów - 18, 25 i 30, sierpień 2011 r.

Bardejów jak zwykle spokojny, słoneczny, gotycko - renesansowy, gotycko - renesansowe kamieniczki w rynku, klasycystyczne, z elementami barkowymi, gotycki ratusz i bazylika pod wezwaniem św. Idziego, dawny kościół franciszkanów, zachowana synagoga, pozostałości murów obronnych i baszty swoim klimatem przypominające nieco Tallin. Jarmark w dniach 25 - 28 sierpnia. Udało nam się dotrzeć 25 sierpnia, w dniu otwarcia, które swoją obecnością zaszczycił prezydent Słowacji - Iwan Gasparwoicz. Tłumy ludzi na rynku, zgromadzonych tuż pod sceną przed ratuszem. Stragany ciągnące się od starówki aż do nowych dzielnic miasta, wypełniające szczelnie każdą uliczkę, każdy zaułek. Cukrowa wata, burciak (czyt. burcziak), jedzenie typowo fastfoodowe i tradycyjne słowackie potrawy, swetry, koszule, zabawki, biżuteria, słodycze, ciasta, wyroby rękodzielnicze, chodniki do łazienek, kurtki, spodnie, foteliki dziecięce do samochodów, książki, dewocjonalia. Jarmarku o takiej skali, o takim rozmachu, nie zdarzyło mi się jeszcze dotąd widzieć. Jedna z ulic, biegnąca wzdłuż starówki została zamieniona w jedno wielkie wesołe miasteczko z karuzelami, domami i zamkami strachu, kolejkami i innymi wymysłami, które za czasów mojego dzieciństwa nikomu się nawet nie śniły. Przekrój wiekowy od lat kilku do lat około dziewięcdziesięciu, roześmiane dzieci i staruszki w chustkach związanych na głowie, oraz staruszkowie podpierajacy się laskami. Różne typy urody - słowiańskie jasne włosy, jasna karnacja, niebieskie oczy, włosy kruczoczarne i śniada karnacja, albo ciemny blond i oliwkowa karnacja, typowo madziarska uroda, oraz Romowie - kilkuosobwe orkiestry w ogródkach, i całe rodziny przemykajace między straganami - młode matki i ojcowie z kilkorgiem dzieci. Szum, gwar, feerie barw i burzowe chmury nad miastem, skwar, duszno, zapach smażonych, grillowanych, gotowanych potraw. Mundury policjantów, głośna rzężąca muzyka, niby paneuropejska, dyskotekowa łupanka, sentymentalnie kiczowaty głos wokalistki, przyprawiony ostrym bitem, przeznaczony do mechanicznego gibania się w tył i przód w mrocznych klubach, zagłuszający cygańskie kapele z harmoniami i skrzypcami. Podpłomyki z Nitry pieczone w piecach na oczach kupujących i oglądających. Łagodna, spokojna Słowaczka z uśmiechem upewnia się czy na pewno nam smakowały.

Do Bardejowa wracamy tuż po zakończeniu jarmarku - 30 sierpnia. Na rynku sterczy jeszcze nierozebrana scena, w ogródkach ubyło stolików, tylko przy dwóch siedzą ledwie cztery osoby, ktoś przemyka w stronę katedry, ławki w większości puste, urokliwie pusto i cicho. Bazylika zamknięta, szczupła, uprzejma bardejowianka w średnim wieku informuje nas, że msza dziś odbywa się w dawnym kościele franciszkanów - gotyckiej świątyni na obrzeżach starówki, otynkowanej na szaro - ewidentna spuścizna czasów komunistycznych; wnętrze natomiast oszałamiająco zjawiskowe - gotycko - barokowe; i tłum wiernych, zgromadzonych na wieczornej mszy wtorkowej. I po raz kolejny w czasie tej podróży po Słowacji poczucie prawdziwej wspólnoty, rozumiem każde słowo kapłana i modlących się; bijąca od zgromadzonych szczera pokora, łagodność i spokój. Nawet przekazywanie sobie znaku pokoju przez podanie ręki, wywołuje niekłamany uśmiech na twarzach ściskajacych sobie dłonie.

Po raz pierwszy od kilku lat przystępuję do komunii.

Godzina 19.02, pożegnanie z Bardejowem i ze Słowacją. W bursztynowych, łagodnych promieniach zachodzącego słońca odjeżdżamy do Polski, po 45 minutach będziemy w Krynicy Zdroju.

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...