niedziela, 17 maja 2026

Bielany

Las Bielański, bielący się śnieżną bielą zimy, w połyskującym zimowym słońcu, przy minus osiemnastu stopniach, w niedzielny poranek, jest tak samo urokliwy jak i w szacie bujnej, soczystej majowej zieleni, czyniącej go nieco mrocznym. Promieniom słońca nie jest łatwo przebić się przez gęste listowie. Wędrując alejkami pnącymi się po skarpach, czy wijącymi się u ich podnóża, niezależnie od pory dnia, pory roku, mam wrażenie, że trwa tu wieczna błoga niedziela, ludzie zmierzają gdzieś na wspólną ucztę, roznoszą się zapachy gotującego się smakowitego obiadu, a wszyscy za chwilę zasiądą na kocach, na drewnianych ławkach albo bezpośrednio na trawie, i przystąpią do spożywania świeżych, dymiących jeszcze dań. I powstaje też wrażenie, że przyjdą ci, których z nami już nie ma, a byli jeszcze niedawno, i ci, co byli znacznie dawniej. Odpoczniemy w końcu tocząc rozmowy nad gorącą herbatą, przy ciastach podawanych z domowym kompotem, deserach lodowo-owocowych, z bitą śmietaną, galaretką. Wystarczy tylko jeszcze się potrudzić, pochodzić, przemierzyć kilka alejek, odczuć nieuciążliwe, lecz przyjemne zmęczenie i udać się na zieloną łąkę, z niską trawą, rozłożoną między wiekowymi, dostojnymi dębami. A za moment przybędą na nią wszyscy, na których czekamy, za którymi tęsknimy. Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać jelenie i łanie, łagodne, spokojne wilki, nieśmiałe łosie, owieczki i baranki. Nikt nikomu nie będzie wadził. Zapanuje spokój i radość, i ten stan nie będzie miał końca.

Jak we śnie, w którym wszystko wokół niespodziewanie i nagle się uciszy, świat cały zamilknie i przystanie, a od strony zachodniej nadejdą Rodzice, skromnie i elegancko ubrani, na trawie przy jabłoni zasiądzie jakaś rodzina z dziećmi, a ja podejdę do młodej, niewysokiej jabłoni, by zerwać z niej na powitanie Powracających jabłka, i Tata z oddali zakrzyknie do mnie, że dwa jabłka wystarczą.

Nastrój błogiej, leniwej niedzieli utrzymuje się w tym miejscu nieustannie. I jest tu jakby świat cały, wszystko co do życia niezbędne. Barokowy kościół, dawne eremitoria, płaski szczyt niewysokiego wzniesienia z boiskami i idealnie wkomponowanymi w zieleń budynkami, biało kwitnące majowe wiśnie, ciche alejki, las, bistro Luna z domowymi pysznymi obiadami i ciastami oraz życzliwą, uprzejmą obsługą, Matka Boska w grocie, przed którą palą się lampki, ławki na nasłonecznionym stoku łagodnego wzgórza, w miejscu, w którym ponad sto lat temu swój ogród czule pielęgnowali kameduli. Bielany wszak nie od śnieżnej bieli, lecz od ich habitów, połyskujących między dzrewami.

I wspomnienia Babci, która z Dziadziusiem, i małym Oswiadlkiem przychodzila tu na pikniki. Najpewniej w niedziele, po Mszy gdzieś na Woli, i po tygodniu ciężkiej pracy Floriana w fabryce gumy. Ten las, te skarpy wyglądały wówczas zupełnie inaczej, choć duch miejsca, jakby trwał niezmiennie. Wędrowanie tu, to jak szukanie śladów Babci na alejkach Kalwarii Wileńskiej, do której pielgrzymowała z okolic Głębokiego, po tylu zawieruchach, które przetoczyły się przez te ziemie. Przybysze z dalekiej Wileńszczyzny, poszukujący lepszego życia, lepszego świata, i Opatrzność, która nad nimi czuwała i sprawiła, że latem przed wybuchem wojny zdążyli wrócić do rodzinnych Adamowców, do niedawno pobudowanego drewnianego domu. Ten powrót ocalił im życie. Inaczej upamiętniałaby ich jedna z wolskich tablic Tchorka, gdzieś przy Wolskiej, Górczewskiej albo Towarowej, a prochy spoczęłyby na Cmentarzu Wolskim albo ciemne smugi spalenizmy zostały wydobyte przy wznoszeniu budynku pod salon samochodowy.

Nad lasem postrzępione białe obłoki suną po błękitnym niebie, słońce powoli zacznyna się chylić ku zachodowi, niedawno spadł długo wyczekiwany deszcz, ożywił leśną zieleń, która w maju powinna barwić świat setkami różnych odcieni. Trudno stąd odchodzić, nawet jeżeli się wie, że wkrótce się tu powróci. Osiołki będą czekać w swojej zagrodzie i nadstawią głowy do głaskania.

Bielany

Las Bielański, bielący się śnieżną bielą zimy, w połyskującym zimowym słońcu, przy minus osiemnastu stopniach, w niedzielny poranek, jest ta...