Majestatyczny
Na wzgórzu
Kościół
W mroku wczesnego poranka
Wspięcie się doń jest nie lada wyczynem
Po schodach zdających się nie mieć końca
W kilku wysokich i rozległych nawach
W świetle świec, skupieniu i ciszy
Grupki rozmodlonych ludzi
Od strony wschodniej
Delikatny blask
Rozświetla piaszczystą ścieżkę wiodącą od rzeki
Łagodnie pnącą się w górę
Do wejścia już z poziomu ziemi
Kroczą nią zamyśleni pielgrzymi
Pojedynczo i małymi grupami
Przypatruję się i szukam znajomych rysów twarzy
Wchodzę do świetlistej nawy
pełnej ludzi siedzących w ławach
i wiem, że ktoś będzie w niej na mnie czekał
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrześcijaństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrześcijaństwo. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 19 grudnia 2023
Na wzgórzu
Etykiety:
Bóg,
chrześcijaństwo,
czekanie,
człowiek,
duch,
dusza,
kościół,
miłość,
nadzieja,
oczekiwanie,
poezja,
sen,
wiara,
wiersz,
wiersz biały,
wiersze,
życie wieczne
czwartek, 14 grudnia 2023
Kościół Świętej Anny
Deptak z kantorami
eleganckimi butikami
knajpkami z plastikowymi ogródkami
W pamięci pozostała mi jeszcze herbaciarnia
do której wchodziło się przez bramę
na przestronne podwórze
i z niego przez drewniane drzwi
do labiryntu
małych i większych pomieszczeń
korytarzy
Samk herbaty i kostek cukru gdzieś z Uzbekistanu
A za bramą
istna wieża Babel
ludzkie tłumy
przemieszane języki
żar rozgrzanego szkła i kamienia
zapach słodkości wszelkich
pieczonego mięsa
mdłych perfum
I wystarczy nieco zboczyć
na niewielki plac
przy którymi usadowił się
jednowieżowy barokowy kościół
Święta Anna
która nie pyszni się jak na barok przystało
Nieoczekiwaną prostotą
zapowiada ochłodę i ciszę
Przez półmrok kruchty
do delikatnie rozświetlonej nawy
w przyjazny chłód drewnianych ław
I po tej naszej długiej modlitwie pozostało mi już tylko wspomnienie
eleganckimi butikami
knajpkami z plastikowymi ogródkami
W pamięci pozostała mi jeszcze herbaciarnia
do której wchodziło się przez bramę
na przestronne podwórze
i z niego przez drewniane drzwi
do labiryntu
małych i większych pomieszczeń
korytarzy
Samk herbaty i kostek cukru gdzieś z Uzbekistanu
A za bramą
istna wieża Babel
ludzkie tłumy
przemieszane języki
żar rozgrzanego szkła i kamienia
zapach słodkości wszelkich
pieczonego mięsa
mdłych perfum
I wystarczy nieco zboczyć
na niewielki plac
przy którymi usadowił się
jednowieżowy barokowy kościół
Święta Anna
która nie pyszni się jak na barok przystało
Nieoczekiwaną prostotą
zapowiada ochłodę i ciszę
Przez półmrok kruchty
do delikatnie rozświetlonej nawy
w przyjazny chłód drewnianych ław
I po tej naszej długiej modlitwie pozostało mi już tylko wspomnienie
środa, 13 grudnia 2023
Jabłoń
Piaszczysta ścieżka
Wzdłuż torowiska
Tramwaje przestały kursować
Nikomu nie są już potrzebne
Bujna zielona trawa
Intensywnie zielone drzewa
Ścieżka wiedzie przez miejsca na przemian słoneczne i cieniste
Nie ma bloków
Nie ma domów
Żadnych samochodów
Jest cisza i spokojne oczekiwanie
Na trawie odpoczywa młoda rodzina
Tuż obok rośnie jabłoń
Z czterema dorodnymi jabłkami
Podchodzę i zrywam tylko dwa
I widzę jak z oddali zmierzacie w moją stronę
Tacy jak zapamiętałem was z dzieciństwa
Wysunąłeś się do przodu
Wypatrzyłeś mnie z daleka
I radośnie zawołałeś, że te dwa w zupełności wystarczą
zdjęcia - Warszawa, Bemowo
Wzdłuż torowiska
Tramwaje przestały kursować
Nikomu nie są już potrzebne
Bujna zielona trawa
Intensywnie zielone drzewa
Ścieżka wiedzie przez miejsca na przemian słoneczne i cieniste
Nie ma bloków
Nie ma domów
Żadnych samochodów
Jest cisza i spokojne oczekiwanie
Na trawie odpoczywa młoda rodzina
Tuż obok rośnie jabłoń
Z czterema dorodnymi jabłkami
Podchodzę i zrywam tylko dwa
I widzę jak z oddali zmierzacie w moją stronę
Tacy jak zapamiętałem was z dzieciństwa
Wysunąłeś się do przodu
Wypatrzyłeś mnie z daleka
I radośnie zawołałeś, że te dwa w zupełności wystarczą
zdjęcia - Warszawa, Bemowo
Etykiety:
apokalipsa,
Bóg,
chrześcijańska poezja,
chrześcijaństwo,
człowiek,
duch,
dusza,
miłość,
nadzieja,
nowa ziemia,
poezja,
rodzice,
rodzina,
tęsknota,
wiara,
wiersz,
wiersz biały,
wiersze,
więzi,
życie wieczne
piątek, 21 marca 2008
Anneliese Michel
Z zainteresowaniem, ale i z prawdziwym przerażeniem obejrzałem wczoraj o 23.00 w TVP2 dokument poświęcony Anneliese Michel. Jeszcze pod koniec studiów byłem skrajnym racjonalistą i nie wierzyłem w żadne opętania, byłem święcie przekonany, że istnieją tylko nierozpoznane do końca i niezrozumiane choroby psychiczne. Moich wątpliwości nie rozwiały także praktyki w szpitalu psychiatrycznym, podczas których nasza opiekunka - pracownica naukowa Akademii Medycznej w Białymstoku poinformowała naszą grupę - 3 sceptycznych studentów prawa o tym, że szpital współpracuje z egzorcystą w sytuacjach, gdy lekarze są bezradni, gdy nie są w stanie rozpoznać jednostki chorobowej, a zachowania pacjenta wskazują jednoznacznie na opętanie. Uznałem wówczas, że lud na Podlasiu jest pobożny i wierzy w opętanie, a klimat tutejszej pobożności, tradycja, wychowanie mają wpływ także na lekarzy, choć ci powinni zgłębiać wiedzę, szukać przyczyn, mechanizmów choroby nazywanej "opętaniem". Byłem święcie przekonany, że medycyna, psychiatria są bezradne wobec objawów "opętania", ale wierzyłem, że jest to choroba, a nie żadna interwencja sił pozaziemskich.
Jeszcze przed wspomnianymi wyżej praktykami z psychiatrii sądowej brałem któregoś razu udział w spotkaniu z księdzem egzorcystą w Kleosinie koło Białegostoku. Werbista opowiadał nam o pewnej dziewczynie, którą przyprowadzono do kaplicy w Kleosinie, by wypędzić z niej diabła. Dziewczyna miała w pewnym momencie zacząć mówić językami, których nigdy wcześniej się nie uczyła, a nawet językami, których nikt nie był w stanie rozpoznać, najprawdopodobniej nieistniejącymi, a to wszystko gardłowym, męskim, przeszywającym głosem. Oczywiście to zdarzenie także sobie tłumaczyłem jako nierozpoznaną wciąż chorobę psychiczną.
Po wczorajszym filmie zacząłem się jednak zastanawiać czy - nawet przy założeniu, że jest to choroba psychiczna - delikatna, wątła kobieta byłaby w stanie wydobywać z siebie tak przerażające, nieludzkie dźwięki, o niskiej, męskiej tonacji - jeśli tych określeń można tu w ogóle użyć, albowiem nawet mężczyznom trudno byłoby z siebie takie odgłosy wydobyć.
Oczywiście można przypadek Michel tłumaczyć tym, że dziewczyna była osobą religijną, głęboko wierzącą, w której podświadomości mogły się zakodować wszelkie historie o demonach, egzorcyzmach, ofiarowaniu siebie dla dobra innych ludzi, odkupieniu grzechów przeszłych pokoleń i przyszłych, które to informacje w wybuchach choroby mimowolnie się z niej wydobywały w postaci urojeń czy słów wypowiadanych przez rzekomo władające nią demony. Ale tu wciąż wraca problem tych nieludzkich dźwięków. Czy ludzki organizm jest w stanie takie odgłosy wytwarzać? No i sprawa stygmatów, które pojawiły się z początku na jej stopach, a następnie na dłoniach.
Czy nie jest to tajemnica, nad którą należałoby się pochylić z nabożnością i czcią?
Jeszcze przed wspomnianymi wyżej praktykami z psychiatrii sądowej brałem któregoś razu udział w spotkaniu z księdzem egzorcystą w Kleosinie koło Białegostoku. Werbista opowiadał nam o pewnej dziewczynie, którą przyprowadzono do kaplicy w Kleosinie, by wypędzić z niej diabła. Dziewczyna miała w pewnym momencie zacząć mówić językami, których nigdy wcześniej się nie uczyła, a nawet językami, których nikt nie był w stanie rozpoznać, najprawdopodobniej nieistniejącymi, a to wszystko gardłowym, męskim, przeszywającym głosem. Oczywiście to zdarzenie także sobie tłumaczyłem jako nierozpoznaną wciąż chorobę psychiczną.
Po wczorajszym filmie zacząłem się jednak zastanawiać czy - nawet przy założeniu, że jest to choroba psychiczna - delikatna, wątła kobieta byłaby w stanie wydobywać z siebie tak przerażające, nieludzkie dźwięki, o niskiej, męskiej tonacji - jeśli tych określeń można tu w ogóle użyć, albowiem nawet mężczyznom trudno byłoby z siebie takie odgłosy wydobyć.
Oczywiście można przypadek Michel tłumaczyć tym, że dziewczyna była osobą religijną, głęboko wierzącą, w której podświadomości mogły się zakodować wszelkie historie o demonach, egzorcyzmach, ofiarowaniu siebie dla dobra innych ludzi, odkupieniu grzechów przeszłych pokoleń i przyszłych, które to informacje w wybuchach choroby mimowolnie się z niej wydobywały w postaci urojeń czy słów wypowiadanych przez rzekomo władające nią demony. Ale tu wciąż wraca problem tych nieludzkich dźwięków. Czy ludzki organizm jest w stanie takie odgłosy wytwarzać? No i sprawa stygmatów, które pojawiły się z początku na jej stopach, a następnie na dłoniach.
Czy nie jest to tajemnica, nad którą należałoby się pochylić z nabożnością i czcią?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Kapliczki, święte figury, wiekowe sosny, cudem oclałe wśród zachłannie wdzierającej się deweloperskiej architektury. Wydeptana ścieżka wzd...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...



















