Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielgrzymowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielgrzymowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 grudnia 2023

Kalwaria

Lesiste wzgórza

prawie na obrzeżach centrum miasta

smukłe masztowe sosny

Na wyraźnie zarysowane nad ziemią fundamenty wysadzonej w powietrze kaplicy

nachodzi brutalnie posowiecki pawilon

I Chrystus rozpięty na konarach sosny

idealnie układających się w krzyż

Plątanina ścieżek

strumyk

po zboczu wzgórza schodzimy w dół

by ze źródła dłonią zaczerpnąć krystalicznej wody



Tylko z opowieści wiem,

że te ścieżki jako pielgrzym przemierzałaś

Być może idziemy krok w krok

Te same drobinki piasku

te same sosny

ten sam balsamiczny ich zapach

te same wzgórza

i tak samo świeci słońce



Jestem już tak blisko miejsca

z którego wyszłaś w daleki świat

już mój

i już mi dobrze znany

a czuję, że to jednak tu jest mój dom

czwartek, 14 grudnia 2023

Kościół Świętej Elżbiety Węgierskiej

Nie mogłem wiedzieć,

że rozświetlona popołudniowym słońcem nawa

nie ukaże mi się więcej w ten sam sposób

nie powtórzy się ten sam nastrój

ten sam widok pustego wnętrza

drewnianych ław

zapach spalonego kadzidła

Rozeta i dwie smukłe wieże nie zachwycą tak intensywnie i beztrosko

I figura Świętej Elżbiety

w jasnym blasku powszedniego dnia

tak dobrze zapamiętana, mimowolnie, jakby na wszelki wypadek



Jasnoceglany delikatny neogotyk,

ażurowy, sięgający nieba,

doskonale znany z podlaskich zielonych pagórków,

jednakowe daje ukojenie

w zgiełku wielkiego miasta

i w ciszy otwartych, falujących przestrzeni

Kościół Świętej Anny

Deptak z kantorami

eleganckimi butikami

knajpkami z plastikowymi ogródkami

W pamięci pozostała mi jeszcze herbaciarnia

do której wchodziło się przez bramę

na przestronne podwórze

i z niego przez drewniane drzwi

do labiryntu

małych i większych pomieszczeń

korytarzy

Samk herbaty i kostek cukru gdzieś z Uzbekistanu

A za bramą

istna wieża Babel

ludzkie tłumy

przemieszane języki

żar rozgrzanego szkła i kamienia

zapach słodkości wszelkich

pieczonego mięsa

mdłych perfum

I wystarczy nieco zboczyć

na niewielki plac

przy którymi usadowił się

jednowieżowy barokowy kościół

Święta Anna

która nie pyszni się jak na barok przystało

Nieoczekiwaną prostotą

zapowiada ochłodę i ciszę

Przez półmrok kruchty

do delikatnie rozświetlonej nawy

w przyjazny chłód drewnianych ław

I po tej naszej długiej modlitwie pozostało mi już tylko wspomnienie

piątek, 16 września 2011

Bardejov - sierpień 2011 r. (3)






















Pożegnanie z Bardejowem, 30 sierpnia 2011 r. Zawsze jest mi trudno rozstawać się z tym pełnym uroku słowackim miasteczkiem. Odwiedzam je kilka razy do roku od niemal 12 już lat; i odjeżdżam stąd za każdym razem z nadzieją, że powrócę tu w następnym roku.

Ta ostatnia podróż stałą się w sposób nie do końca zamierzony czymś w rodzaju duchowej wędrówki, w poszukiwaniu wystudzonej, coraz bardziej letniej, umykającej wiary. Skłamałbym, gdybym powiedział, że ją odszukałem, wzmocniłem, czy pogłębiłem, ale udało mi się chyba powstrzymać jej utratę. Dzięki przypadkowej obecności na wywołującym drżenie nabożeństwie w Kąclowej koło Grybowa w Beskidzie Niskim, dzięki autentycznej atmosferze wspólnoty w czasie mszy w Plawnicy, Starej Lubowni i Bardejowie. Prostota, naturalność, a jednocześnie piękno szczerze i głęboko przeżywanej przez zgromadzonych liturgii, ludzi zwyczajnych, dla których przekazywanie znaku pokoju nie jest pustym gestem, ale czymś pełnym sensu i autentycznie wyczekiwanym. Nie mogę zapomnieć wyrazu twarzy mężczyzn w wieku średnim, staruszków, około pięcdziesięcioletnich kobiet o umęczonych nieco licach, rozjaśniających się i promieniejących w momencie podawania i delikatnego ściskania sobie dłoni. Uszczknąłem dzięki nim prawdziwej atmosfery dawnych chrześcijańskich wspólnot, tak je sobie przynajmniej zawsze wyobrażałem. Uścisk dłoni dwudziestokilkuletniej dziewczyny, około czterdziestoletniego mężczyzny, który w promieniu kilku metrów wokół siebie podchodził do każdego, by uczynić ten ważny dla niego gest, z uśmiechem oraz widocznym zrozumieniem jego znaczenia i wagi. Gest wyrażający głęboką potrzebę prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem, w całej swojej otwartości, bez zakłamania i w gotowości przyjścia z pomocą drugiemu.

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...