Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
sobota, 20 lipca 2024
Błyski. Historia Rodzinna. Część 14 - na świat przychodzi Oswaldek
Oswaldek przyszedł na świat dorodny i zdrowy. Radość w domach Szpaków i Bochanów była wielka. Chłopaka ochrzczono w kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Udziale. Rósł jak na drożdżach, był żywy, pełen energii, ruchliwy, miał ciemne włosy, jasną cerę i niebieskie oczy.
Czasy stawały się jednak coraz bardziej niespokojne. Skutki Wielkiego Kryzysu lat 1929-1933 dotarły i na Wileńszczyznę, choć i przed jego nastaniem tereny te do najłatwiejszych nie należały. Nie była to kraina mlekiem i miodem płynąca, a jednak życie godne, choć skromne można wieść tu było. Piękno natury, krajobrazu kontrastowało z większą lub mniejszą biedą znacznej części mieszkańców. Zabory nie tak dawno się skończyły, a bycie częścią imperium carskiego, tą buntowniczą, o silnych polskich wpływach, wiązało się z zapóźnieniem gospodarczym, będącym skutkiem odgórnego tłumienia wszelkiej inicjatywy, rozwoju, karą za niewdzięczność wobec cara. Obecnie, bliskość granicy ze Związkiem Radzieckim również nie sprzyjała rozwinięciu skrzydeł. Niemal odwieczne przekleństwo polskiej ściany wschodniej. Drobne rzemiosło i handel w miasteczkach, znaczna część ludności utrzymująca się z rolnictwa, brak rozwiniętego przemysłu, rzutowały na sytuację ekonomiczną całego regionu. Jedna rodzina z Adamowców sprzedała już swoje gospodarstwo i jako pierwsza ze wsi wyjechała w poszukiwaniu lepszego życia do Stanów Zjednoczonych. Florian i Genowefa również poważnie rozważali taką możliwość. Marzyli o większej rodzinie, ale ich pomysł ewentualnego wyjazdu nie przypadł do gustu ani Mojżeszowi i Józefie, ani dziadkowi Ksaweremu i braciom Gieni, a i oni sami nie byli do niego przekonani. Postanowili więc pozostać w kraju. Uznali, że wspólnymi siłami podołają wszelkim trudnościom, i jeśli nie tu w Adamowcach czy w Krukowszczyźnie, to przecież jacyś kuzyni wyjechali do Warszawy i w ostateczności pomogą im znaleźć jakąś solidną pracę w stolicy. Do Wilna Genowefa wyjechać nie chciała. O mieście tym, tak z jednej strony umiłowanym ze względu na Matkę z Ostrej Bramy czy Kalwarię Wileńską, dobrego zdania nie miała. Lubiła odwiedzać Matuchnę Najświętszą, co w Ostrej świeci Bramie, kochała kalwaryjskie ścieżki, wijące się na lesistych wzgórzach, ale pracy i życia sobie w Wilnie nie wyobrażała. Za to sława Warszawy jako miasta przyjaznego, otwartego na przybyszów, którego mieszkańcy - jak mawiała Gienia - nikomu zginąć nie dadzą, dotarła i na te odległe rubieże. Oboje zatem mieli twardy orzech do zgryzienia – czy zostać w Adamowcach, czy może jednak wyruszyć do stolicy?
środa, 24 stycznia 2024
Kalwaria Wileńska, Ostra Brama, wileńskie pielgrzymowanie - wspomnienia (część 12)
Zastanawia mnie też na ile możliwe było to, że drogi babci i św. Fustyny - w czasie jej pobytu w Wilnie w latach 1933-1936 - gdzieś się skrzyżowały. Wierzę natomiast w to, że na pewno krzyżują się w Niebie. Kult Miłosierdzia Bożego zatwierdzony został dużo później. Wszelkie zakazy z nim związane nałożone przez Stolicę Apostolską w roku 1959, zostały zdjęte dopiero w roku 1978, na cztery lata przed śmiercią babci. Nie wiem też na ile mogły się krzyżować drogi babci i ks. Michała Sopoćki w Wilnie, ale w Białymstoku babcia i mama mieszkając przy Fabrycznej i później Sienkiewicza miały okazję nie raz spotkać tego pokornego duchownego, spowiednika św. Faustyny z czasów wileńskich, który po wojnie również osiadł w Białymstoku przy pobliskiej ulicy Złotej, w drewnianym domu, istniejącym po dziś dzień. A na dodatek mama uczęszczała do przedszkola, mieszczącego się na parterze w kamienicy niemal naprzeciw owego piętrowego drewnianego domu - ta kamienica również zachowała się do obecnych czasów.
Matka Boża Miłosierdzia z Ostrej Bramy była bez wątpienia matką liczncyh mieszkańców Wileńszczyzny, zapewne nie tylko wyznania katolickiego. Mała Florcia pytała mamę ile tak naprawdę jest Matek Boskich, bo to i wileńska z Ostrej Bramy, i Częstochowska, i warszawska Matka Boża Łaskawa, na co Genowefa z wyrozumiałym uśmiechem odpowiadała, że jest tylko jedna. Babcia po raz ostatni widziała Matkę Boską Ostrobramską w 1946 r., gdy, na fałszywych dokumentach, z dwójką dzieci wyruszyła w daleką podróż, tak naprawdę w nieznane, bo jeszcze wtedy nie wiedziała, gdzie osiądzie na stałe. W Wilnie rodzina miała dwudniowy postój na dworcu, skąd jest już niedaleko do Ostrej Bramy. To właśnie wtedy, wziąwszy córeczkę za rękę, udała się do kaplicy w Bramie Wschodniej (lit. Aušros Vartai), nie przypuszczając nawet, że zobaczy ją po raz ostatni, i że będzie to tak naprawdę pożegnanie. Florentyna z Matką Boską faktycznie pożegna się w październiku 2021 r., także nie zakładając, że będzie to już jej ostatnie wileńskie spotkanie. Kolejna wizyta została zaplanowana na jesień 2023 r., ale tego spotkania mama już nie doczekała.
czwartek, 21 grudnia 2023
Kalwaria
prawie na obrzeżach centrum miasta
smukłe masztowe sosny
Na wyraźnie zarysowane nad ziemią fundamenty wysadzonej w powietrze kaplicy
nachodzi brutalnie posowiecki pawilon
I Chrystus rozpięty na konarach sosny
idealnie układających się w krzyż
Plątanina ścieżek
strumyk
po zboczu wzgórza schodzimy w dół
by ze źródła dłonią zaczerpnąć krystalicznej wody
Tylko z opowieści wiem,
że te ścieżki jako pielgrzym przemierzałaś
Być może idziemy krok w krok
Te same drobinki piasku
te same sosny
ten sam balsamiczny ich zapach
te same wzgórza
i tak samo świeci słońce
Jestem już tak blisko miejsca
z którego wyszłaś w daleki świat
już mój
i już mi dobrze znany
a czuję, że to jednak tu jest mój dom
piątek, 23 września 2011
Kalwaria Wileńska - wrzesień 2011 r.
Niedzielne popołudnie w Wilnie, na Jerozolimce, wciąż jeszcze - choć to druga dekada września - soczyście zielone wzgórza Kalwarii, porośnięte lasem, przypominającym dużo bardziej wiekową puszczę niż miejski kompleks leśny. Prawdziwy raj nie dalej niż 5 km od centrum Wilna. Słońcu wreszcie udaje się przebić przez cienką warstwę chmur i pozostanie tak już do końca dnia. Wizytę rozpoczynamy od odwiedzenia barokowego kościoła Znalezienia Krzyża Świętego. Kończy się właśnie msza w języku litewskim, by tuż po niej mogła się odbyć kolejna, tym razem w języku polskim. Do kościoła tłumnie ciągną staruszki podpierające się drewnianymi laskami, w barwnych, wzorzystych chustkach na głowach, dwóch mężczyzn w średnim wieku oczekiwanie na nabożeństwo umila sobie rozmową prowadzoną w śpiewnej polszczyźnie, którą przeplatają z rzadka rosyjskimi słowami, np. "wsio", "dwa koliesa". Przeróżne typy ludzkie, czasem nawet niczym z ballad Mickiewicza albo prozy Miłosza - około 50-letni mężczyzna, o falujących bujnych siwych włosach, długich aż do ramion, z nie mniej bujnym wąsem i takąż brodą, barczysty, wysoki, a do tego z łagodnym uśmiechem przyklejonym do twarzy; młode małżeństwa z dziećmi, sporo nastolatków. Do kościoła przylega cmentarz i końcowe stacje drogi krzyżowej, w tym kaplica z grobem Chrystusa. Cmentarz ten swoim położeniem przypomina nieco Rossę - na stromych wzgórzach, częściowo w dolinie, z widokiem na nowe dzielnice, z górującymi nad wszechobecną zielenią blokami.
Kalwaria wileńska w 1962 r. decyzją władz komunistycznych została zniszczona niemal całkowicie, pozostawiono jedynie kościoły i 4 kaplice, a pozostałych 20 wysadzono w powietrze. Dla zatarcia śladów rozlokowano na tych wyjątkowo malowniczych pagórkach socrealistyczne obiekty sanatoryjne, niektóre z nich zostały nie tak dawno odnowione i przebudowane, więc już nie straszą, ale część z nich stoi zaniedbana, szara, brudna i niewykorzystana. Od czasu do czasu spośród traw wystają fundamenty wysadzonych w powietrze stacji.
Leśne ścieżki Kalwarii służą dziś natomiast głównie jako alejki spacerowe dla wilnian spragnionych ciszy i kojącego działania lasu, bo rzeczywiście można tu odnieść wrażenie obcowania z nieskażoną nowoczesnością naturą w jakiejś pierwotnej kniei, gdzieś daleko poza miastem. Rowerzyści, spacerowicze, mamy z dziećmi, całe rodziny, staruszkowie, trójka młodych sióstr zakonnych w szybkim tempie pokonujących całą trasę i modlących się w w marszu w języku litewskim.
W latach 90-tych, już po odzyskaniu niepodległości przez Litwę, kaplice odbudowano, stacje drogi krzyżowej, przy których kaplice nie istniały upamiętniono drewnianymi bramami, oznaczając je odpowiednimi numerami. Ścieżki są piaszczyste, nikt całe szczęście nie wpadł na pomysł, by zalać je asfaltem czy wyłożyć polbrukiem.
Między stacjami XXVI i XXVII skromny śródleśny grób żołnierzy Armii Krajowej poległych w bitwie pod Krawczunami podczas operacji "Ostra Brama". Lucyna Dowdo w przewodniku po Wilnie pisze o tym miejscu: "Po wojnie miejscowi mieszkańcy potajemnie opiekowali się tymi grobami. W 1976 roku część z nich została przeniesiona na cmentarz przykościelny, akowców pogrzebano na stromym cmentarnym zboczu, w północnej części cmentarza."
Płytę nagrobną, ustawioną tu w 1990 r., roztrzaskano, ślady zniszczenia widnieją do dnia dzisiejszego. W czasie, gdy kontemplujemy miejsce, podchodzą do tablicy i krzyży przechodzący mimo spacerowicze, rozmawiają ze sobą w języku litewskim, czytają inskrypcje, i w ciszy odchodzą.
Kalwaryjska Droga Krzyżowa liczy 7 km długości, a jej ścieżki tworzą istny labirynt. By pokonać ją w całości pieszo, warto zarezerwować na to cały dzień, zwłaszcza jeśli chcemy obejrzeć także dwa kościoły - Znalezienia Krzyża Świętego i św. Trójcy oraz były klasztor Trynitarzy. Ten drugi jest pięknie położony na wysokim brzegu rzeki Neris (Wilii). Został założony w wraz z klasztorem 1703 r. W 1832 r. po klęsce Powstania Listopadowego władze carskie zamieniły tę świątynię na cerkiew prawosławną, a klasztor zamknęły. W międzywojniu wilnianie częstokroć przybywali tu na nabożeństwa parowcem kursującym po rzece, do dziś zresztą pozostały jeszcze widoczne betonowe i kamienne ślady dawnej przystani na nabrzeżu. Po drugiej wojnie w pomieszczeniach klasztornych najpierw rozlokował się szpital, a z czasem powstał ośrodek turystyczny, dziś natomiast mieści się w nich ośrodek rekolekcyjny, a miejscu ku temu jest doskonałe, nie docierają tu już tłumy spacerowiczów, a w to wrześniowe niedzielne, słoneczne popołudnie na jednej z licznych ławek nad strumieniem siedziały jedynie dwie osoby. Wokół roztacza się widok na piękny ogród, las, meandrującą rzekę i szemrzący strumień.
Wracając zaś do samej Kalwarii, warto wspomnieć, że powstała ona jako wotum wdzięczności Bogu za oswobodzenie Litwy od okrutnej okupacji moskiewskiej w latach 1655 - 1661. Jej pomysłodawcą miał być biskup wileński - Jerzy Białłozor, a na lokalizację wybrano teren najbardziej przypominający Drogę Męki Pańskiej w Jerozolimie (stąd też nazwa tej dzielnicy Wilna - Jerozolimka), dodatkowo jeszcze położony w miejscu bitwy z wojskami moskiewskimi w roku 1660. Między lesistymi wzgórzami płynącą rzeczkę Baltupis przechrzczono na biblijny Cedron. Jej woda miała posiadać właściwości uzdrawiające, stąd wszyscy przybywający tu pielgrzymi obmywali w niej chore i obolałe miejsca. Tradycje pielgrzymowania do Kalwarii Wileńskiej kontynuowano także w czasie zaborów, ale jego prawdziwy rozkwit przypadł na lata dwudziestolecia międzywojennego. I to był czas, o którym miałem okazję wysłuchać wielu opowieści mojej babci, a od kilku dobrych lat sam mam możliwość pokonywania tych ścieżek już osobiście.
***Pisząc o historii Kalwarii korzystałem z przewodnika turystycznego po Wilnie opracowanego przez Lucynę Dowdo.
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Kapliczki, święte figury, wiekowe sosny, cudem oclałe wśród zachłannie wdzierającej się deweloperskiej architektury. Wydeptana ścieżka wzd...
-
Poświęciłem się po raz kolejny, by obejrzeć między północą a 2 w nocy dwa ostatnie odcinki znakomitego rosyjskiego serialu "Idiota...











