Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Litwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Litwa. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 maja 2024

Do Wołkusza

Te podróże na północny wschód, od czerwca 2020 r., kiedy to po raz pierwszy trafiliśmy do Muzeum bł. Marianny Biernackiej w Lipsku nad Biebrzą, a następnie do Skieblewa, Rubcowa, Gruszek, Mikaszówki, stały się jak uzależnienie. Mogliśmy tam jeździć co weekend, pod byle pretekstem, a to odnalezienia mogiły powstańców styczniowych w Skieblewie, a to zbierania jagód, grzybów, poziomek w okolicach Rubcowa, czy ziół, jak choćby babka lancetowata. A już obowiązkowym punktem każdej wyprawy był kościółek w Mikaszówce, i dluższa przedwieczorna modlitwa w tej urokliwej drewnianej świątyni pod wezwaniem św. Marii Magdaleny, w rozświetlonej promieniami popołudniowego słońca nawie, przed obrazem Matki Bożej Nieustającej Pomocy, przed którym zapalałem świeczkę, i przy kaplicy z obrazem św. Antoniego Padewskiego, albo św. Józefa, Jezusa Miłosiernego. Następnie krótki odpoczynek na ławce na placyku przed kościołem, w otulinie zpachu sosen. A stąd już powrót.

Za Skieblewem, drogi rozchodzą się w stronę Płaskiej i w stronę Żabickich. Skręcamy na północny wschód, w Żabickich nad wsią na stoku wzgórza góruje bunkier będący pozostałością linii Mołotowa powstałej wzdłuż dawnej linii demarkacyjnej między ZSRR a III Rzeszą. Góruje i nadal budzi grozę, na tle ciemniejącego przedburzowo nieba. Dalej szutrówką jedziemy przez Starożyńce, w stronę Wołkusza. Starożyńće wyglądają niemal jak żywcem wyjęte z "Nad Niemnem" - na wzgórzach, wokół falujący krajobraz, zagajniki i ciemniejący masyw Puszczy Augustowskiej, a z drugiej strony świadomość, że w pobliżu znajduje się nieprzyjazna granica, a nieco dalej trójstyk granic, i jak najbardziej przyjazna Litwa. To są te słynne litewskie krajobrazy, które zaczynają się już na północncych rogatkach Białegostoku. Teraz te tereny nie są już tak łatwo dostępne, ale jeszcze wtedy, gdy jechaliśmy tą trasą po raz pierwszy, przez Wołkusz, Lubinowo do Rudawki, w lesie można było spotkać jedynie spłoszoną zwierzynę. Mimo, że był to kwiecień, za Lubinowem rozpadał się śnieg, na Suwalszczyźnie to w zasadzie o tej proze roku nic nadzwyczajnego. W Wołkuszu przejeżdżamy przez drewniany most nad rzeczką Wołkuszanką, która w latach 1939 - 1941 była rzeką graniczną między ZSRR a III Rzeszą. Nad brzegiem rzeki stoi kapliczka słupowa ze św. Janem Nepomucenem. W opracowaniu autorstwa Józefy Drozdowskiej pod tytułem "Kapliczki św. Jana Nepomucena na terenie powiatu augustowskiego" opublikowanym w "Biuletynie Konserwatorskim Województwa Podlaskiego", nr 12, 2006, na temat tej kapliczki czytamy: "Korzeni kultu św. Jana Nepomucena w Wołkuszu, wsi leżącej w pobliżu granicy z Białorusią na ziemi lipskiej, można szukać w wieku XIX. Tak bowiem datowana jest sotjąca nad rzeczką Wołkuszanką słupowa kapliczka. Została wykonana w 1898 r. z jednego pnia drzewa przez Rogalińskiego, zarządcę dworu u Aleksandra Świeczyna w Lubinowie. Wspiera się na podwójnie profilowanym słupie. Figurkę do niej właściciel majątku zamówił u jakiegoś starego człowieka. Stała w tym miejscu aż do 1939 r. Wówczas, w trakcie wytyczania linii demarkacyjnej między ZSRR a III Rzeszą, fugura wypadła z kapliczki i zaginęła. Stara kapliczka nadal tu stoi. Cztery lata temu, dzięki zainteresowaniu Jana Niechciela - kameduły krakowskiego pochodzącego z tej wsi, wykonano nową figurkę. Wyrzeźbił ją Stanisław Szyper z Lipska nad Biebrzą. Św. Jan Nepomucen ubrany jest w czarną sutannę i białą komżę. Ustawiony frontalnie, prawą rękę ma opuszczoną wzdłuż ciała, lewą zaś przytrzymuje oparty o pierś brązowy krzyż. Świątek jest tak umieszczony, by był widoczny w środkowym jej przeźroczu. Kapliczka jest bardzo zniszczona, szczególnie jej górna część. Ustawiona jest na łące w pobliżu wijącej się rzeczki Wołkuszanki. Prowadzi do niej ścieżka od drewnianego mostu.".

W Wołkuszu zwracamy też uwagę na kamienną grotę z figurą Matki Boskiej, przed nią ławeczka, na której w maju zasiadają miejscowe panie i zanurzają się w melodii Litanii Loretańskiej. Dalej, jadąc w Stronę Lubinowa, mijamy zawieszoną na sośnie drewnianą kapliczkę z daszkiem, ale za zamazaną szybką nie sposób dopatrzeć się ani świątka, ani świętego obrazka, a jedynie poniżej niej wisi sfatygowany kolorowy koszyk na kwiaty, co razem tworzy tajemniczą całość.

W tym miejscu warto się jeszcze na chwilę zatrzymać nad etymologią nazw tutejszych miejscowści i ich historią. W opracowaniu pod tytułem "Studia i materiały do dziejów Pojezierza Augusotwskiego" pracy zbiorowej pod redakcją Jerzego Antoniewicza z 1967 r., w odniesieniu do wspomnianej wsi Starożyńce czytamy: "List królewski z 1527 r. wspomina, że puszczy strzegą osoczniki i storoże (może od nich pochodził ród chłopów Storożyńców, który osiadł pod cofającą się puszczą nad bagnami Wołkuszy we wsi Storożyńce - dziś Starożyńce)". Z tej też mongrafii dowiadujemy się, że siedzibę leśniczego perstuńskiego umieszczono "w nowym dworze Wołkusz, zbudowanym między 1561 a 1569 r. na skraju puszczy, na zachodnim brzegu rzeki Wołkusz przy młynie i na drodze do Augustowa - dziś wieś Wołkusz". Co ciekawe, kameduli szukając nowych źródeł dochodów, idąc w ślady szlachty zakładającej w swoich dobrach liczne karczmy, też zaczęli je zakładać w puszczy, a jedną zbudowali koło młyna w Wołkuszu. Natomiast w XVIII w. pod Wołkuszem - dziś leśniczówka Wołkusz - zamieszkał strażnik wołkuski. We wcześniejszych wiekach strzelcy mieszkali w zwartych wsiach i byli właściwie chłopami, którzy w puszczy mieli obowiązki tylko w pewnych okresach - w czasie łowów, nowi zaś strzelcy mieszkali samotnie i byli zajęci głównie służbą w puszczy.

Bliskość styku granic pobudza wyobraźnię, trzy państwa i trzy rożne światy. Od dawna fascynuje mnie historia i kultura Litwy, Białoruś mimo swojej bliskości geograficznej jest światem, którego tak naprawdę nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić, życie w poczuciu wolności i bezpieczeństwa wydaje się tam być całkowicie niemożliwe. Nie wiem czy obecna Białoruś nie jest krajem dużo bardziej totalitarnym niż w schyłkowym okresie ZSRR, kiedy to w roku 1988, będąc jeszcze uczniem szkoły podstawowej, razem z rodzicami, odwiedziłem krewnych w okolicach Głębokiego. Chciałbym doczekać czasów, gdy granica z Białorusią, będzie granicą tak przyjazną jak granica z Litwą.

niedziela, 12 maja 2024

Cmentarz Bernardyński na Zarzeczu - wileńskie impresje

Starych cmentarzy nigdy nie postrzegałem jako miejsc ponurych. Czy byłaby to stara cześć cmentarza farnego w Białymstoku, czy w Lubartowie, czy cmentarz żydowski na białostockiej Wygodzie, czy cmentarz w Nowym Dworze, Sokółce, mizar w Kruszynianach, cmentarz karaimski w Trokach, zawsze bardziej przypominały mi tajemnicze parki z wiekowymi monumentalnymi drzewami, niemal tonące w bujnej wiosenno-letniej zieleni klonów, dębów, sosen.

Za każdym razem będąc w Wilnie i odwiedzając Zarzecze, muszę zahaczyć o Cmentarz Bernardyński, przejśc przez bramę wybudowaną w 1820 r., minąwszy drewniane domostwo pamiętające bez wątpienia czasy przedwojenne, z często ujadającym przy nim niewielkim, ale głóśnym psiakiem. Ile razy bym tu nie był, zawsze świeci słońce, jego promienie delikatnie przedzierają się przez gęste listowie majestatycznych drzew. Nigdy nikogo tu nie spotykałem, przysłowiowej żywej duszy nie było. Nekropolia położona jest na skarpie nad rzeką Wilejką. Ze skarpy roztacza się piekny widok na miasto położone na wzgórzach, pełne zieleni, w tej części jakoś tak naturalnie łączące architekturę przedwojenną z nowoczesną, za rzeką rozbudowuje się nowe osiedle bloków, wyglądajacych całkiem ciekawie, estetycznie. Z daleka dobiega szum miasta, ale na cmentarzu - poza śpiewem ptaków - nic ciszy nie mąci, teren łagodnie faluje. W myślach modlę się w intencji wszystkich tu spoczywających. Nie dobiegają tu też odgłosy coraz bardziej ruchliwego Zarzecza, z przyjemnymi knajpkami, powstającymi między parterowymi domami i piętrowymi kamienicami biurowcami, apartamentowcami, które wielkością starają się dostosować do zastanej architektury.

Pierwszy Cmentarz Bernardyński powstał przy świątyni Ojców Bernardynów, a precyzjniej między kościołami świętych Franciszka i Bernarda, św. Anny i św. Michała. W związku jednakże z wytyczeniem ulicy św. Anny, na mocy decyzji wielńskiego magistratu z dnia 25 lutego 1810 r. cmentarz przeniesiono na Zarzecze - tu warto wspomnieć, że stało się to na wniosek Katolickiej Kongregacji Niemieckiej św. Marcina funjocjnującej przy kościele św. Anny. Cmentarz został zamknięty dla pochówków w latach 90-tych ubiegłego wieku i uznany za obiekt zabytkowy, chroniony prawem. Na początku XXI w. podjęto - pod patronatem prezydentów Litwy i Polski - pierwsze prace restauratorskie.

W popołudniowych łagodnych promieniach słońca, w bujnej zieleni, w ciszy i pokoju, nie sposób nie rozmyślać o losach tych wszystkich, którzy zostali na nim pochowani. Wymienianie osób zasłużonych dla miasta, dla polskiej historii, nauki, sztuki, wydaje się bezcelowe - i w sposób wyczerpujący zostały one wspomniane w artykule pod tytułem "Wilno - Cmentarz Bernardyński na Zarzeczu" - opublikowanym na portalu dzieje.pl. Rolą pielgrzymwa przybywającego do tej malowniczej nekropolii jest raczej modlitwa za wszystkich na niej spoczywających, bez względu na ich ziemskie zasługi, stan społeczny, pełnione funkcje, okazałość grobowca czy nagrobka, wobec Stwórcy wszyscy jesteśmy w swojej nędzy równi, a po śmierci nasze ciało staje się prochem, a nasze dusze potrzebują najbardziej gorliwej modlitwy tych, którzy jeszcze na Ziemi pozostają.

piątek, 5 stycznia 2024

Antokolski panteon

Falujące łagodnie lesiste wzgórza

w zielonych, żółtych i czerwonych rozbłyskach koron

W dolince miejsce spoczynku

pojednanych w braterskim śnie

- w oczekiwaniu na Powrót -

Tych co ośmielili się wystąpić przeciw wspólnemu wrogowi



Alejki pną się lekko ku górze

kamienne krzyże przeplatane smukłymi sosnami, świerkami

i smugami popołudniowego słońca

nazwiska polskie

nazwiska litewskie

wileńska Pieta

Miejsce, w którym modlitwa płynie z łatwością

i przenika przez mury przepysznej barokowej świątyni

w której śnieżnobiała kamienna śmierć z kosą nie budzi już przerażenia

piątek, 29 grudnia 2023

Krucyfiks

Ostrzeżenie, które nadeszło w porę

od dalekich kuzynek

by nie podzielić losu

tych co bydlęcymi wagonami

pojechali w przeciwną stronę

Dokumenty kupione od mężczyzny

który miał żonę i dwójkę dzieci

w zbliżonym wieku

i lęk, że ten chłopiec

to jednak dużo młodszy



Chleb zasuszony na podróż

najpotrzebniejsze rzeczy

i obowiązkowo krowa żywicielka

i srebrny krucyfiks rozczłonkowany

ukryty w woreczkach z mąką

I serca, które prawie przestały bić

gdy skośnoocy żołdacy

rozdzielali na granicy matkę z dorosłą córką

kolbą karabinu rozbijając głowę jednej z nich

i zapamiętany przez sześcioletnią dziewczynkę

widok krwi płynącej obficie po twarzy

wymieszanej razem z łzami

Miesięczna podróż z Wilna

przez Kraków

do Białegostoku

bo stąd bliżej będzie do domu

do którego przecież wkrótce będzie można wrócić

I krowa

którą - aby przeżyć - trzeba było sprzedać

a wierne zwierzę następnego dnia wróciło do domu

Pokonało szmat drogi

z podmiejskiej wsi

Stanęła na podwórzu

w ogrodzie przed domem z kolejowych drewnianych podkładów

I sąsiadka zwiastująca pozornie dobrą widomość:

– Pani Szpakowa

pani krowa stoi w ogrodzie przed domem! –

Chwila radości

i rozrywający serce smutek

że zwierzę trzeba jednak zwrócić nowemu gospodarzowi



I samotne bolesne poszukiwania zaginionego męża i ojca

praca ponad ludzkie siły w fabryce przy Włókienniczej

I mała dziewczynka

czekająca samotnie na mamę

przyklejona do ściany bramy

by czuć się bezpieczniej

czwartek, 28 grudnia 2023

Adamowce

Wieś jak z mickiewiczowskiej ballady

na pagórkach zielonych

Przed wsią na wzgórzu cmentarz

piaszczyste mogiłki

drewniane krzyże

wysokie, niskie

i kurhan na polu

Przy kurhanie rdzawe bagno

którego wody małej dziewczynce przypominały krew

tak, że skacząc po kępkach trawy, bała się by stopa nie osunęła się do rdzawej wody

Wyorywane z ziemi szczątki oręża

I przekazywana z pokolenia na pokolenie

historia o napoleońskiej armii

co szła na Moskwę

o krwawej bitwie jaka rozegrała się w pobliżu



I ogromny kamień przy polnej drodze

na którym kilkuletnia dziewczynka

widziała z oddali aniołka

a gdy się z nim zrównywała

aniołek znikał

by za chwilę

po minięciu głazu

pojawić się znowu

I płacz dziecka przy leśnej drodze

słyszany tylko w nocy

Ksiądz z parafii w Udziale uznał, że pochowano w tym miejscu

nieochrzczone dziecko

Ochrzcił je więc sam:

- Jak panna niech będzie Anna

Jak pan niech będzie Jan. -



I dwudziestokilkuletnia dziewczyna

pierwsza we wsi śmiertelna ofiara wojny

postrzelona przypadkowo w głowę w czasie wymiany ognia

między Niemcami i partyzantami



I predsiedatiel, który w nocy wpadał na koniu do wsi

w skórzanym płaszczu,

krzyczał, groził, wymachiwał naganem

- Przepisuj się na jaką chcesz narodowość, byle nie była polska –

- Ty polackaja morda, ja tiebia ubiju! -

I głośny płacz dziewczynki

rzucającej się mamie na ratunek, obejmującej ją co sił w wątłych ramionach

i krzyk przeszywający skamieniałe serce

– Nie dam mamy!

Wyszedł rozwścieczony trzaskając drzwiami

I nocne ucieczki babci na cmentarz

na łąki, pastwiska, pola, do lasu

by tylko uniknąć przepisania

i noce spędzone w stogach siana

pod które nad ranem podchodziła woda

co boleśnie skróciło babci życie



Rodzice babci

ofiary hiszpanki

Witalis i Emilia

Wcześnie osierocone dzieci

Babcię czytania

uczył jej dziadek

Z książeczki do nabożeństwa

Dom rodzinny babci stał w Krukowszczyźnie

- obecnie części Mosarza -

W 1920 roku

O nadchodzących bolszewikach

Ostrzegł najstarszego brata babci - Justyna

Kilkuletni chłopiec

co sił w nogach przybiegając z miasteczka

Krasnoarmiejcy już się zbliżali

Justyn w ostatniej chwili dosiadł konia

I drugimi wrotami

Uciekł w stronę lasu

Niedoszli oprawcy podjęli pościg

Lecz nie zdołali go pojmać

W rozległej kniei rozpłynął się im jak zjawa



I babcia będąca dzieckiem

witająca polskich ułanów

Razem z innymi mieszkańcami

którzy na widok polskiego wojska

wylegli na drogę



I jezioro, z którego toni w nocy dobiegał dźwięk dzwonków u sań, i ludzkie głosy - śpiewy, nawoływania

Dawno temu zimą

jego wody miały pochłonąć orszak weselny

Pod saniami lód się załamał i nikt nie ocalał



I kuzynka ze szczerą radością witająca mamę

W 1968 r. przybyłą w rodzinne strony

Pół Polka pół Litwinka

W polu przy pracy

Zaskoczona widokiem

Młodej dziewczyny z Polski



I jakiś mityczny przodek, co to w czasie odwrotu napoleńskiej armii spod Moskwy

miał osiąść na stałe w Adamowcach

i być w tej armii - wedle podań - lekarzem

po którym w domu

zostały stare drewniane jakby apteczne meble

I opowieść, że wywędrował gdzieś z Mazowsza, z okolic Ostrołęki

piątek, 15 grudnia 2023

Antokolskie syntezy

Jeszcze chwila

i mijamy szpital

mignie też odrobina nowoczesności

ruch spory jak na stolicę przystało

choć to z dala od centrum

Zjazd w węższą, o wiele spokojniejszą ulicę

dalej droga łagodnie pnie się ku górze

zamyka ją sosnowy las łączący się z błękitnym niebem

Nawet odrapane sowieckie bloki przetykane drzewami

żółknącymi i czerwieniejącymi w promieniach północnego słońca

nie rażą tak mocno

i - w efekcie - jakby chroniły cudem ocalały drewniany dom

z zupełnie innego niż one świata

Tuż obok pusty plac zabaw

i jabłoń, która podobno pamięta Faustynę

Jeszcze niedawno biegały tu dzieci

teraz jest cisza, spokój,

powroty z pracy do domu,

snują się zapachy gotowanych obiadów



Wnętrze przestronne, nasłonecznione,

przychodzi kilka kobiet

Za chwilę melodyjnym litewskim Koronkę -

w tym domu podyktowaną po raz pierwszy -

rozpocznie jedna z nich,

która przy wejściu obdarowała nas - prosto z dłoni - trzema jabłkami

odpowiadamy polskimi słowami

I popłyną z ulicy Grzybowej

dobrze znane frazy

wspólnie ku Niebu

antokolskie syntezy,

naturalne pojednania

środa, 11 stycznia 2023

Kiernów, zwany Litewską Troją

Krajobrazy północy zaczynają się na północ od Białegostoku, widok ze wzgórz w okolicach wieży ciśnień, z lasu Pietrasze, z okolic "Wikinga", na przeciwległą stronę doliny Supraślanki (Supraśli), z łagodnymi wzgórzami, na których rozłożyła się Puszcza Knyszyńska, wyznaczają początek północnej Europy. Smukłe, sięgające nieba sosny o bursztynowych pniach, czerniejące dorodne świerki, jako żywo przypominają litewskie knieje, a i w estońskich puszczach można się poczuć jak u siebie. Kiedyś, gdy zatrzymaliśmy się na nocleg w domku na kempingu w Viitnie, pani, która nim administrowała, nie mogła się nadziwić, że przyjechaliśmy z Polski oglądać to, co mamy też u siebie, bo ona, będąc członkinią zespołu pieśni i tańca z okolic Viitny, bywała na koncertach w Polsce, m.in. w Augustowie, i uważa, że jeziora i lasy Pojezierza Augustowsko-Suwalskiego niczym się nie różnią od kniej i jezior jej rodzimej prowincji Virumaa Zachodnia. Oczywiście, nie zgodziliśmy się z panią. Inny duch, inne powietrze, a nawet nieco odmienne ukształtowanie terenu, dużo dalsza północ, choć podobieństw odmówić się nie da.

Czuć się jak u siebie w domu, a jednocześnie poszukiwać ducha miejsca, odmienności, odkrywać wszystko, co tylko może być ciekawe - historia, obyczaje, język, kultura materialna, choćby przydrożne kapliczki czy krzyże. Chyba nigdzie na świecie nie znajdziemy tak bogato zdobionych, z licznymi precyzyjnymi detalami, drewnianych przydróżnych krzyży, jakie się nam ukazaują tuż po przekroczeniu granicy litewskiej. To istne dzieła sztuki. Albo urokliwe, zadbane drewniane domki w wioskach porozrzucanych na falujących wzgórzach, fantastycznie tonące w czerwcowej zieleni.

Rok bez wyprawy na Litwę jest czasem jakby niepełnym, z poczuciem braku, nienasycenia oczu widokami wyjętymi z dobrych marzeń sennych. Mama, która urodziła się w Adamowcach, w gminie Kozłowszczyzna w powiecie postawskim województwa wileńskiego, nie wyobraża sobie wyjazdu do Wilna bez odwiedzenia Kiernowa (lit. Kernavė). Twierdzi, że w tym miejscu czuje prawdziwą Litwę, że te wzgórza grodziska, podgrodzia i świątynne, wijąca się Wilia (lit. Neris), rozległe falujące po sam horyzont zielone przestrzenie, zalane łagodnymi promieniami północnego słońca, to sama kwintesencja Litwy.

W słoneczny, ciepły, październikowy weekend były tu istne tłumy. Mimo, że w Wilnie jeszcze o poranku na trawie do godziny niemal 10.00 utrzymywał się szron, a ostre, zimne powietrze, przypominało o zbliżających się Świętach Bożego Narodzenia, to tego dnia w Kiernowie jakby powróciło łagodne lato, jedynie barwy drzew wskazywały na to, że to jednak jesień.

Pierwsza stolica pogańskiej Litwy, dopiero w 1321 r. wielki książę Giedymin przeniósł ją do Trok. Pierwsze wzmianki w dokumentach historycznych o Kiernowie pochodzą z 1279 r., kiedy to gród oparł się najazdowi krzyżackiemu. Wielki książę Trojden puścił się wówczas w pogoń za rycerzami w białych płaszczach z czarnym krzyżem na ramieniu i rozgromił ich - w bitwie poległ krajowy mistrz inflancki - Ernst von Rassberg i jego 77 rycerzy. Był to też czas, kiedy Kiernów stanowił jeden z najważniejszych politycznych i ekonomicznych ośrodków Litwy. Ale bitwy z Krzyżakami miały tu jeszcze miejsce i w 1365 r. i 1390 r. A zatem ta ostatnia w czasie, gdy Litwa była już formalnie krajem chrześcijańskim, a Jagiełło w 1387 r. ufundował pierwszy kościół w Kiernowie.

Dzięki wykopaliskom prowadzonym w latach 1979 - 1989 przez archeologów z Uniwersytetu Wileńskiego wiemy też, że pierwsi mieszkańcy w okolicach Kiernowa osiedlali się w IX-VIII tysiącleciu p.n.e. Nad Wilią powstały osady w okresie paleolitu (VIII-II tysiąclecie p.n.e.) i w epoce brązu (XVI-VI w. p.n.e.). W pobliżu rzeki odkryto też cmentarzysko z okresu późnej epoki brązu i wczesnego okresu żelaza (VI-I w. p.n.e.) oraz miejsce składania ofiar, które funkcjonowało od pierwszych stuleci n.e do XIII-XIV w. Nadto, w Dolinie Pojaty, między grodziskami a Wilią, odnalezione zostały pozostałości dawnej osady, uważanej za pierwszą stolicę Litwy. Istniała ona w czasach pokoju, a przed okrutnymi napadami Krzyżaków jej mieszkańcy chronili się w pobliskich grodach. Osada, na którą składały się domy mieszkalne, warsztaty rzemieślników i kantory kupców, mogła istnieć do XVI w.

Kiernowa nie warto zwiedzać w pośpiechu, to zdecydowanie wyprawa na cały dzień. Podziwianie litewskich krajobrazów, ich samej esencji to jedno, ale warto się też zatrzymać, oddać kontemplacji w neogotyckim kościółku z czerwonej cegły pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej, wnętrze którego rozświetalją smugi promieni słonecznych wpadających przez okna z witrażami, a w powietrzu unosi się zapach kadzidła (kościółek został wzniesiony w latach 1910 - 1920, a ufundowali go Litwini mieszkający w Stanach Zjednoczonych); posmakować dań prawdziwej litewskiej kuchni; nabyć od miejscowego pszczelarza pyszne miody z pobliskich pól, łąk i lasów, by się nimi delektować po powrocie do domu i zachować smaki oraz zapachy Litwy aż do następnej wyprawy na tę w końcu nie tak odległą północ.

***

Pisząc o historii Kiernowa korzystałem z książki autorstwa Tomasza Krzywickiego "Litwa: przewodnik".

poniedziałek, 20 maja 2013

Zielone Świątki w Różanymstoku

 Słoneczna, upalna niedziela. Bujna, soczyście bujna, majowa zieleń, w dziesiątkach odcieni, delikatnie falująca na wzgórzach piętrzących się już na północnych rogatkach Białegostoku, aż do Grodna, a nawet dalej do samego Wilna. Północne, litewskie krajobrazy w majowym intensywnym słońcu, wsie porozrzucane w mikroskopijnych dolinach i na stokach łagodnych wzniesień Wzgórz Sokólskich. Sanktuarium w Świętej Wodzie z Górą Krzyży wzorowaną na szawelskiej, majestatyczna, zbawiennie cienista Puszcza Knyszyńska ze śródleśną osadą w Czarnej Białostockiej, Sokółka z kościołem św. Antoniego Padewskiego i Cudem Eucharystycznym, czekającym na uznanie przez Watykan, i dalej otwarte, rozległe przestrzenie wzdłuż drogi wijącej się do Dąbrowy Białostockiej.

W Nierośnie, tuż przy szkole o 88-letniej historii, przeznaczonej jak wiele innych do likwidacji, drogowskaz kieruje na wschód, do Sanktuarium Maryjnego w Różanymstoku. Zza zielonych pól, żółto - zielonych łąk porośniętych mleczem, brzozowych zagajników wyłaniają się wieże XVIII-wiecznej barokowej świątyni, wzorowanej na kościele jezuitów w pobliskim Grodnie. Przy dobrej, słonecznej pogodzie można podobno z nich wypatrzeć budowle tego pięknego miasta, dostępu do którego strzeże jednak trudna granica. Tu uroki strefy Schengen nie działają tak, jak w przypadku nieodległej granicy z Litwą.

Różanystok, miejsce zupełnie niezwykłe. Odpust w Zielone Świątki. Setki samochodów, z rejestracjami sokólskimi, białostockimi, augustowskimi, gdzieniegdzie warszawskimi, stragany, obwarzanki, wata cukrowa, "domowe" lody z Sokółki z rodzinnej lodziarni o smaku prawdziwych lodów, a nie mrożonej wody z plastikowym sokiem. Tłumy bezpretensjonalnych ludzi, mężczyźni mimo upału w marynarkach, jasnych koszulach, dżins z trudem dostrzegalny. Eleganckie kobiety, w lekkich, zwiewnych sukienkach. Staruszki i staruszkowie o twarzach pooranych bruzdami, na których odmalowały się lata trudów, smutków, bólu i cierpień, i żywa, prawdziwa wiara w oczach, i świąteczny błysk radości, a do tego jakaś energia w ruchach, której tak często brak staruszkom w mieście. Tu wciąż się pamięta o tym, by dzień święty święcić nie tylko śpiewem i głośną modlitwą w kościele, ale też odświętnym strojem, bez miejskiego nuworyszostwa i nierzadko przesadnej, tandetnej elegancji.

Zesłanie Ducha Świętego. Ławki otaczające kościół zajęte co do jednej, dziesiątki osób, kryjące się w cieniu dawnych zabudowań klasztornych oraz wiekowych lip i brzóz, otaczających z dwóch stron kościół; nieprzebrane tłumy w świątyni, na schodach, w kruchcie, w nawie głównej i nawach bocznych, w tym w lewej z obrazem Matki Boskiej słynącym licznymi cudami już od XVII w. Ten obecny jest jedynie kopią, oryginał został wywieziony gdzieś w głąb Rosji w 1915 r. przez mniszki prawosławne, rezydujące tu od czasu, gdy różanostocki kościół po klęsce powstania styczniowego zamieniony został na cerkiew prawosławną.

Żadnej sztuczności, wiara ludowa w czystej postaci, z jej żarliwością, szczerością, głośną modlitwą. Prawdziwa modlitwa prawdziwych ludzi, spracowanych na co dzień, zmęczonych, znużonych, a tu odzyskujących radość i energię. Wnętrze sanktuarium przywodzi na myśl barokowe świątynie wileńskie. Jesteśmy przecież na ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego, województwa trockiego, powiatu grodzieńskiego. Jeszcze dziś pod kościołem zdarza się, że można usłyszeć białoruską mowę, choć to raczej domena ludzi starszych. Różne typy ludzkie tak jak w Wilnie. I tu i tam, niczym w tyglu, wymieszały się etnosy - litewski, ruski (nie mylić z rosyjskim), polski, tatarski, w Wilnie dodatkowo jeszcze żydowski, tatarski, karaimski i niemiecki, co zaowocowało ciekawym, życiodajnym, oryginalnym i w pełni naturalnym przenikaniem się kultur, a dziś już właściwie znajdującym odzwierciedlenie jedynie w różanych typach urody, i czasem jeszcze zamiłowaniem do uczestniczenia w kilku kulturach jednocześnie.

Opiekę nad różanostockim sanktuarium sprawują obecnie salezjanie, o czym przypomina m.in. posąg św. Jana Bosko w niszy świątyni w fasadzie głównej. Z racji odpustu i przybyłych nań licznie wiernych z początkiem mszy zapełniają się wszystkie konfesjonały. Być może to stereotyp, ale spowiedź u zakonników jest rzeczywiście wyjątkowa. Poczucie bycia słuchanym przez kapłana, uważnie, bez cienia rutyny czy znużenia, dodatkowe pytania, momentami dialog, niesztampowe pouczenia, a na zakończenie głębokie poczucie uwolnienia i uzdrowienia, narodzenie do nowego życia, po raz kolejny, i tak przecież bez końca.

Barokowe wnętrze rozbrzmiewa Słowem, płomienną modlitwą i śpiewem. Po latach zniszczeń, kiedy historia bezwzględnie i okrutnie obchodziła się ze świątyniami katolickimi na wschodzie, różanostockiemu kościołowi nie sposób odmówić piękna. Jego ogrom, rozmach, przestrzeń, obrazy, malowidła, posągi, misternie zdobione ołtarze boczne skutecznie odrywają od codzienności i przenoszą do świata, do którego wszyscy zmierzamy, taką przynajmniej należałoby mieć nadzieję.

Na zakończenie Eucharystii zgromadzeni wierni ruszają w procesji z Najświętszym Sakramentem wokół świątyni. Setki ludzi, w skupieniu i ze śpiewem na ustach, wylewają się z trzech naw przez chłodną kruchtę, szerokimi schodami zmierzają z początku w stronę zabudowań dawnego klasztoru dominikanów, powstałego w XVII w. przy dworze Tyszkiewiczów, mijają następnie po lewej stronie budynek Salezjańskiego Ośrodka Wychowawczego, noszącego wyraźne ślady rosyjskiej architektury sakralnej z XIX w., kiedy to zamieszkały w nim wspomniane wcześniej mniszki prawosławne; dalej wzdłuż stacji Drogi Krzyżowej. Jest w tym wszystkim niebywałe piękno, poczucie wspólnego, razem z innymi, uczestnictwa w niebiańskiej liturgii, łączącej to, co zwyczajne, konkretne, namacalne ze światem niewidzialnym.

Eucharystia kończy się, należy ustąpić miejsca przybyłym już kolejnym parafianom i pielgrzymom, gromadzącym się w cieniu smukłych, rozłożystych drzew i zabytkowych budynków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Obrazek Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...