Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 maja 2024

Odkrywamy Puszczę Kampinoską - Wiersze i Zaborów Leśny

Trudno się uwolnić od skłonności do porównywania. Przyjechawszy do Warszawy na stałe, po dość długim procesie oswajania się z nią, gdy przyjeżdzałem tu w latach 2006 - 2007 na jeden dzień w tygodniu do pracy, i kiedy to sama myśl o wyprawie pociągiem do Warszawy około godziny 6.00, a następnie powrotu między godziną 17.00 a 18.00, wywoływała jedynie nerwobóle żołądka, to już przyjazdy w latach 2014 - 2015 na dwa - trzy dni w tygodniu, i noclegi na ulicy Żytniej, dały mi czas na poznanie i szczere polubienie miasta. Dzięki nim zacząłem odkrywać Wolę, poszukiwałem miejsc, w których w latach 1936 - 1939, najpierw przy ulicy Towarowej, a póżniej przy Placu Kazimierza Wielkiego, mieszkali babcia Genowefa i dziadek Florian, gdzie w roku 1933 urodził się ich syn - Oswald, i gdzie w roku 1939 poczęta została córka - Florentyna. Miejsc, bo kamienice się nie zachowały. Babcia po wojnie z Florcią przyjeżdzała szukać kamienicy przy ulicy Wroniej - tak to zapamiętała sześcioletnia Florcia - a najprawdopodobniej chodziło o kamienicę przy Placu Kazimierza Wielkiego, a z którego to wyjazdu mała Florcia zapamiętała najbardziej morze gruzów i w nocy gdzieniegdzie palące się światełka zawieszone jakby w powietrzu w pozostałościach kamienic. To był czas dany mi na to bym odkrywał miejsca upamiętniające ofiary Rzezi Woli. Wówczas też zrozumiałem, że opatrznościowy powrót Genowefy i Floriana z synkiem Oswaldem do Adamowców na Wileńszczyźnie, sprawił, że jestem na tym świecie. Wrócili w czerwcu 1939 r., a więc tuż przed wybuchem wojny. Jeżeliby nie zginęli w bombardowaniach Warszawy we wrześniu 1939 r., to nie wiadomo jak by się potoczyły ich losy w czasie Rzezi Woli. Dziadek przed wojną pracował w fabryce gumy na Woli, tak wynika z jego książeczki ubezpieczeniowej, która zachowała się do dziś. Zachwycił mnie wówczas kościół na Karolkowej, przedwojenny ceglany budynek klasztoru Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia na Żytniej, do którego 24 lipca 1924 r. po raz pierwszy zawitała Helena Kowalska, przyszła św. s. Faustyna. Teraz już wiem, że był to czas przeznaczony na to, bym Warszawę polubił, nie za to jak obecnie wygląda, ale za jej historię, za losy dziadków, które czas krótki splotły się z tym miastem, za krawą ofiarę jaką składało na przestrzeni wielustet lat, bo i Rzeź Pragi, i Rzeź Woli, hekatomba Powstania Warszawskiego, Powstanie Listopadowe, krawow tłumione manifestacje przed wybuchem Powstania Styczniowego, masakra na Placu Grzybowskim w 1904 r., stracenia na stokach Cytadeli. Dzięki temu mogłem tu w końcu we wrześniu 2016 r. przyjechać na stałe, i dalej odkrywać jej trudną historię, ale też miejsca urokliwe, których w Warszawie nie brakuje. Oprócz samego miasta, chciałem też poznać jego okolice, a zwłaszcza Puszczę Kampinoską. I tu się uruchamiła skłonność do porównań. Niemal wychowany w Puszczy Knyszyńskiej na Podlasiu, każdą okazję, każdą wolną chwilę wykorzystywałem na to, by z Białostoczka położonego w północnej części Białegostoku, wsiąść na rower i wyruszyć choćby do Jurowiec na obrzeżach Puszczy, a najlepiej dalej do Katrynki, do Rybnik, do Kopiska. W Puszczy Knyszyńskiej fascynowały mnie masztowe, siegające nieba sosny i świerki, drzewa majestatyczne, smukłe, dorodne. Postrzegałem ją jako prawdziwą litewską knieję, przypominała mi lasy na Litwie, na Białorusi, która po wojnie przejęła znaczną część Wileńszczyzny, a które odwiedziliśmy jadąc z rodzicami pod koniec lat 80-tych do krewnych pozostałych jeszcze w okolicach Głębokiego, Postaw, w Mosarzu, w Udziale. Podobne odczucia wywołuje we mnie też Puszcza Augustowska, różniąca się tym od Knyszyńskiej, że są na jej terenie występują jeziora, a w której też dominują monumentalne sosny i świerki. Dzięki nim czułem się jak u siebie w domu i w kniejach Estonii, zajmujących około 50% tego malowniczego, pięknego kraju. Gdy wiosną 2017 r. wybraliśmy się do Puszczy Kampinoskiej, zauważyłem, że jest to zupełnie innego rodzaju las, sosny o połowę niższe niż w kniejach podlaskich czy augustowskich, trochę rachityczne, odmienna przejrzystość lasu, o ile w puszczach północno-wschodnich ukrycie się nie stanowi najmniejszego problemu, ze względu na ich gęstość, o tyle w Kampinosie byłoby to znacznie utrudnione. Tłumy turystów w weekendy (bliżej Warszawy), brak miejsc całkowicie odludnych, w których rzeczywiście można się wyciszyć, choć na szlaku z Wierszy do Zaborowa Leśnego, którego pokonanie zajeło nam około godziny, były rzeczywiście chwile, w których nie spotykaliśmy żywej duszy. Pierwszym miejscem, od którego zaczęliśmy odkrywanie Puszczy Kampinoskiej była wieś Wiersze, z jej cmentarzem wojennym, na którym spoczywają żołnierze Grupy AK "Kampinos". W okresie od sierpnia do września 1944 r. na terenie Puszczy Kampinoskiej rozlokowali się partyzanci ze Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego, którzy przywędrowali w te okolice z odległej Puszczy Nalibockiej. W sposob niezwykle interesujący historię tego zgrupowania opisuje Adolf Pilch, ps. "Dolina", "Góra", w książce "Partyzanci trzech puszcz". Ten niemały skrawek Puszczy Kampinoskiej, w którym stacjonowali żołnierze nazywany był Niepodległą Rzeczpospolitą Kampinoską. Kres tej niepodległej krainie położyła niemiecka akcja z końca września 1944 r., kiedy to partyzanci zmuszeni byli przedzierać się w stronę Kielecczyzny, co udało się niestety nielicznym - po rozgromieniu jednostki w czasie krwawej bitwy pod Jaktorowem. Białe kamienne krzyże z tabliczkami zawierającymi imiona i nazwiska, pseudonimy, żołnierzy poległych na terenie Kampinosu, na wydmowym piaszczystym wzgórzu, tuż za cmentarzem parafialnym, kilka drewnianych krzyży poza ogrodzeniem cmentarza. Cisza, spokój, ożywczy zapach budzącego się do życia wiosennego sosnowego lasu. Od czasu do czasu przejeżdżający rowerzyści. Udajemy się w stronę Zaborowa Leśnego, piaszczysta droga przez sosnowy las, dorodny soczysty mech, w niewielkim oddaleniu od drogi ciekawe wydmowe wzgórza, i tak charakterystyczna dla tej puszczy przejrzystość lasu. Tak się nam doskonale szło, że w pewnym momencie dostrzegliśmy zwiększający się ruch rowerzystów, osób z kijkami, aż w końcu dotarliśmy do mogiły powstańców styczniowych w Zaborowie Leśnym, w której spoczywa najprawdopodobniej 76 nieznanych z imienia i nazwiska powstańców. Do bitwy - wówczas pod Budą Zaborowską - doszło dnia 14 kwietnia 1863 r. Oddział mjr. Walerego Remiszewskiego został nieoczkiwanie zaatakowany przez przewżające siły wojsk rosyjskich, sam dowódca miał być wóczas chory, a powstańy uzbrojeni głównie w kosy. W czasie walki poległo 30 powstańców, ale liczba ofiar znacznie się zwiększyła, gdy rozwścieczeni kozacy wymordowali wszystkich rannych powstańców. Ruski mir jest niezmienny od setek lat. Po krótkiej modlitwie, tą samą drogą wróciliśmy do Wierszy. Po drodze minęliśmy jeszcze urokliwą, niewielkich rozmiarów drewnianą kapliczkę zawieszoną na wiekowej sośnie, przedstawiającą Matkę Bożą z dzieciątkiem. Dalej minęliśmy wyoski drewniany krzyż, na rozstaju dróg, skręciliśmy w stronę cmentarza parafialnego, i stąd już wracaliśmy do Warszawy. Przy drodze widoczne są jeszcze stacje Drogi Krzyżowej i tablice upamiętniające pobyt walecznych żołnierzy z dalekich Kresów. Do tego miejsca będziemy jeszcze wracać wielokrotnie.

poniedziałek, 8 stycznia 2024

Rzeka

Swobodnie i lekko przemieszczałem się

z południa na północ,

wśród wzgórz soczyście zielonych,

w jasnej przestrzeni,

a od wschodu towarzyszył mi strumyk,

stający się z wolna strumieniem.

Zielone pagórki siegające po horyzont

w łagodnym świetle,

którego źródła nie mogłem odszukać.

Meandrująca droga

A strumień przemieniał się w rzekę

zrównując się z drogą;

aż łagodnie szemrząca krystaliczna woda

przelewać się poczęła na jej powierzchnię.

I wtedy poczułem lęk

Mimo, że przezroczysta wartka już rzeka

była płytka na tyle,

że bez trudu mogłem ją pokonać.

Nieco dalej rzeka stawała się szersza,

jej prąd rwący, i brzeg coraz wyraźniej zaznaczał,

Przemieszczałem się mając już wodę po kolana,

gdy przede mną wyrosła okazała góra z wydrążonym w niej ciemnym tunelem.

Do pionowego zbocza góry

przytulony drewniany dom z dużymi oknami;

w ogrodzie wysokie malwy,

a wśród nich spacerująca kobieta

o łagodnym spojrzeniu

A po przeciwnej stronie - na wyższym już brzegu - mężczyzna wpatrujący się w rzekę

oparty o rower

odwraca głowę i mówi do mnie:

- Nie bój się, w tym tunelu wody jest tylko na dziewięć kostek

zdjęcia - okolice Korycina, Czarnegostoku, woj. podlaskie

piątek, 29 grudnia 2023

Krucyfiks

Ostrzeżenie, które nadeszło w porę

od dalekich kuzynek

by nie podzielić losu

tych co bydlęcymi wagonami

pojechali w przeciwną stronę

Dokumenty kupione od mężczyzny

który miał żonę i dwójkę dzieci

w zbliżonym wieku

i lęk, że ten chłopiec

to jednak dużo młodszy



Chleb zasuszony na podróż

najpotrzebniejsze rzeczy

i obowiązkowo krowa żywicielka

i srebrny krucyfiks rozczłonkowany

ukryty w woreczkach z mąką

I serca, które prawie przestały bić

gdy skośnoocy żołdacy

rozdzielali na granicy matkę z dorosłą córką

kolbą karabinu rozbijając głowę jednej z nich

i zapamiętany przez sześcioletnią dziewczynkę

widok krwi płynącej obficie po twarzy

wymieszanej razem z łzami

Miesięczna podróż z Wilna

przez Kraków

do Białegostoku

bo stąd bliżej będzie do domu

do którego przecież wkrótce będzie można wrócić

I krowa

którą - aby przeżyć - trzeba było sprzedać

a wierne zwierzę następnego dnia wróciło do domu

Pokonało szmat drogi

z podmiejskiej wsi

Stanęła na podwórzu

w ogrodzie przed domem z kolejowych drewnianych podkładów

I sąsiadka zwiastująca pozornie dobrą widomość:

– Pani Szpakowa

pani krowa stoi w ogrodzie przed domem! –

Chwila radości

i rozrywający serce smutek

że zwierzę trzeba jednak zwrócić nowemu gospodarzowi



I samotne bolesne poszukiwania zaginionego męża i ojca

praca ponad ludzkie siły w fabryce przy Włókienniczej

I mała dziewczynka

czekająca samotnie na mamę

przyklejona do ściany bramy

by czuć się bezpieczniej

piątek, 22 grudnia 2023

Krzemień

Strata, którą po raz kolejny trzeba oswoić

I w pojedynkę

Nie można tego uczynić

Prosta leśna droga

w obramowaniu smukłych sosen i świerków

w oddali pnie się ku górze

Na leśnej krzyżówce

Chcąc iść na północ

Dotrzemy do resztek drewnianej kapliczki zawieszonej na sośnie

Z Jezusem boleśnie zwisającym na jednym ramieniu

Chcąc iść na południe

Dotrzemy do prastarej kopalni krzemienia

Sosny i świerki ustąpią miejsca

Liściastym olszom i dębom

Dorodny jeleń

Nie spodziewając się intruzów

Przystanie na drodze

I czmychnie w gęstwinę gdy wiatr zmieni kierunek

Pokruszone krzemienie

Chrzęszczą pod stopami

Promienie słońca prześlizgują się między pniami i listowiem

Padają na drogę

I muskają ustawiony na sztorc skrawek krzemienia

A lekki podmuch wiatru zwiastuje

Że za pięknem tej chwili

Jest piękno jeszcze piękniejsze

czwartek, 21 grudnia 2023

Kalwaria

Lesiste wzgórza

prawie na obrzeżach centrum miasta

smukłe masztowe sosny

Na wyraźnie zarysowane nad ziemią fundamenty wysadzonej w powietrze kaplicy

nachodzi brutalnie posowiecki pawilon

I Chrystus rozpięty na konarach sosny

idealnie układających się w krzyż

Plątanina ścieżek

strumyk

po zboczu wzgórza schodzimy w dół

by ze źródła dłonią zaczerpnąć krystalicznej wody



Tylko z opowieści wiem,

że te ścieżki jako pielgrzym przemierzałaś

Być może idziemy krok w krok

Te same drobinki piasku

te same sosny

ten sam balsamiczny ich zapach

te same wzgórza

i tak samo świeci słońce



Jestem już tak blisko miejsca

z którego wyszłaś w daleki świat

już mój

i już mi dobrze znany

a czuję, że to jednak tu jest mój dom

wtorek, 19 grudnia 2023

Na wzgórzu

Majestatyczny

Na wzgórzu

Kościół

W mroku wczesnego poranka

Wspięcie się doń jest nie lada wyczynem

Po schodach zdających się nie mieć końca

W kilku wysokich i rozległych nawach

W świetle świec, skupieniu i ciszy

Grupki rozmodlonych ludzi



Od strony wschodniej

Delikatny blask

Rozświetla piaszczystą ścieżkę wiodącą od rzeki

Łagodnie pnącą się w górę

Do wejścia już z poziomu ziemi



Kroczą nią zamyśleni pielgrzymi

Pojedynczo i małymi grupami

Przypatruję się i szukam znajomych rysów twarzy

Wchodzę do świetlistej nawy

pełnej ludzi siedzących w ławach

i wiem, że ktoś będzie w niej na mnie czekał

poniedziałek, 18 grudnia 2023

Moja dzielnica

Drewniane domy

Ogrody

Werandy

Ganki

Gęsta zabudowa

Plątanina wąskich uliczek

Równoległych, prostopadłych

Wszystkie przedmioty w pustych domach i wokół nich

pozostawione jakby tylko na chwilę

Czekają na powrót



Murowana kamienica

Wiśniowe drzewa i jabłonie

Na schodkach przed drzwiami siedzi starsza siwowłosa kobieta

Czeka, by opowiedzieć ważną historię

Aż ktoś przystanie i jej wysłucha



Ulica zdaje się nie mieć końca

Murowana plebania przy ceglanym kościele

Duchowny, który zaprasza na taras

I życzliwa obecność młodych ludzi

Którzy wiodą mnie w stronę wiekowego drewnianego domu

Z wyjątkowej urody zdobieniami

Zjawiskowe ujęcie

Chcę zamknąć w pamięci ten obraz

Spocząć w tym miejscu

Oprzeć głowę

i trwać w tym bezczasie pełnym miłości

piątek, 15 grudnia 2023

Antokolskie syntezy

Jeszcze chwila

i mijamy szpital

mignie też odrobina nowoczesności

ruch spory jak na stolicę przystało

choć to z dala od centrum

Zjazd w węższą, o wiele spokojniejszą ulicę

dalej droga łagodnie pnie się ku górze

zamyka ją sosnowy las łączący się z błękitnym niebem

Nawet odrapane sowieckie bloki przetykane drzewami

żółknącymi i czerwieniejącymi w promieniach północnego słońca

nie rażą tak mocno

i - w efekcie - jakby chroniły cudem ocalały drewniany dom

z zupełnie innego niż one świata

Tuż obok pusty plac zabaw

i jabłoń, która podobno pamięta Faustynę

Jeszcze niedawno biegały tu dzieci

teraz jest cisza, spokój,

powroty z pracy do domu,

snują się zapachy gotowanych obiadów



Wnętrze przestronne, nasłonecznione,

przychodzi kilka kobiet

Za chwilę melodyjnym litewskim Koronkę -

w tym domu podyktowaną po raz pierwszy -

rozpocznie jedna z nich,

która przy wejściu obdarowała nas - prosto z dłoni - trzema jabłkami

odpowiadamy polskimi słowami

I popłyną z ulicy Grzybowej

dobrze znane frazy

wspólnie ku Niebu

antokolskie syntezy,

naturalne pojednania

Tramwaj na wyspę Świętej Małgorzaty

Pochmurna środa

w samo południe

długi żółty tramwaj

życzliwy dwudziestolatek z deskorolką pod pachą

opisał drogę z najdrobniejszymi szczegółami

a później jeszcze przejdzie z jednego końca tramwaju na drugi

by przypomnieć, że za chwilę jest już ten właściwy przystanek

Wyciszone popołudniowe Zuglo

nie czuć w tym miejscu tętna wielkiego miasta

słońce nadal nie mogło się przedrzeć przez chmury

zieleń przez to jakby nieco wypłowiała

zachowane kamienice z początku ubiegłego wieku

które przetrwały wojnę, a później powstanie

a dalej już bloki gulaszowego socjalizmu

i jeszcze mignie coś nowoczesnego

Przystanek gdzieś przy estakadzie

Wsiadł starszy mężczyzna

z innej epoki

dłuższe siwe włosy zaczesane do tyłu

spodnie zaprasowane na kant

koszula w delikatną kratkę

łagodny zamyślony wyraz twarzy

I byłem już pewien, że nasze oblicza

temperamenty, nawet drobne upodobania

mogą powtarzać się co do joty

Pojawił się ktoś kogo już dobrze znałem

widząc po raz pierwszy

czwartek, 14 grudnia 2023

Kościół Świętej Elżbiety Węgierskiej

Nie mogłem wiedzieć,

że rozświetlona popołudniowym słońcem nawa

nie ukaże mi się więcej w ten sam sposób

nie powtórzy się ten sam nastrój

ten sam widok pustego wnętrza

drewnianych ław

zapach spalonego kadzidła

Rozeta i dwie smukłe wieże nie zachwycą tak intensywnie i beztrosko

I figura Świętej Elżbiety

w jasnym blasku powszedniego dnia

tak dobrze zapamiętana, mimowolnie, jakby na wszelki wypadek



Jasnoceglany delikatny neogotyk,

ażurowy, sięgający nieba,

doskonale znany z podlaskich zielonych pagórków,

jednakowe daje ukojenie

w zgiełku wielkiego miasta

i w ciszy otwartych, falujących przestrzeni

Kościół Świętej Anny

Deptak z kantorami

eleganckimi butikami

knajpkami z plastikowymi ogródkami

W pamięci pozostała mi jeszcze herbaciarnia

do której wchodziło się przez bramę

na przestronne podwórze

i z niego przez drewniane drzwi

do labiryntu

małych i większych pomieszczeń

korytarzy

Samk herbaty i kostek cukru gdzieś z Uzbekistanu

A za bramą

istna wieża Babel

ludzkie tłumy

przemieszane języki

żar rozgrzanego szkła i kamienia

zapach słodkości wszelkich

pieczonego mięsa

mdłych perfum

I wystarczy nieco zboczyć

na niewielki plac

przy którymi usadowił się

jednowieżowy barokowy kościół

Święta Anna

która nie pyszni się jak na barok przystało

Nieoczekiwaną prostotą

zapowiada ochłodę i ciszę

Przez półmrok kruchty

do delikatnie rozświetlonej nawy

w przyjazny chłód drewnianych ław

I po tej naszej długiej modlitwie pozostało mi już tylko wspomnienie

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...