Nad drogą wiodącą z miasteczka unosił się – widoczny z daleka - ogromny tuman pyłu i słychać już było wyraźnie tętent kopyt końskich. Józek nie zastanawiając się ani chwili oddalił się w stronę Mosarza. Justyn nie zastanawiajac się długo wbiegł do stodoły, dosiadł swojego ulubionego konia, i korzystając z drugich wrót – tych od strony lasu – wyskoczył czym prędzej w stronę ciemniejącego na horyzoncie masywu leśnego. Oddział wyekspediowany do Krukowszczyzny, mający rozprawić się z kułakiem i przykładnie ukarać wroga ludu, wpadł na podwórze między domem a stodołą. Dwóch rozjuszonych mężczyzn wtargnęło do domu, a kilku pozostałych rozwarło wrota stodoły, a ich oczom ukazał się widok drugich wierzei otwartych szeroko i dość daleko na niewysokim wzgórzu dostrzegli postać jeźdźca galopującego w stronę lasu. Natychmiast puścili się za nim w pościg, pokrzykując i pogwizdując, by przywołać na pomoc swoich towarzyszy, przeszukujących izby domu, w nadziei, że znajdą tam znienawidzonych wrogów rewolucji. Żołdacy niezwłocznie wybiegli, dosiedli swoich koni i ruszyli za kompanami, by wesprzeć ich w pościgu. Justyn nie oglądając się pędził w stronę rozległej kniei, w której każdą drogę, każdą ścieżkę, każde uroczysko znał doskonale. Przepastne litewskie puszcze nie raz zapewniały schronienie mieszkańcom tych ziem. Już dojeżdżał do pierwszych drzew, nie zamierzał korzystać z najszerszej leśnej drogi, by nie ułatwiać zadania ścigającym go bolszewikom. Wolniej manewrując między drzewami, których było coraz więcej i las stawał się coraz gęstszy, zniknął niedoszłym oprawcom z pola widzenia. Gdy dotarli do ściany lasu po uciekinierze nie było już śladu, najmniejszy dźwięk go nie zdradzał. Klnąc siarczyście, zawrócili, by dokończyć dzieła zniszczenia. Skoro nie mogli przykładnie powiesić kułaka, rozniecili ogień i podłożyli pod okazały dom i stodołę. Spędzili miejscową ludność i zmusili ją do przyglądania się, jak płonie majątek wroga ludu, i jaki los będzie udziałem każdego, kto ośmieli się stanąć na drodze rewolucji, no i jak wygląda rewolucyjna sprawiedliwość.
Noc Justyn przeczekał w leśnej głuszy, nad brzegiem jeziora. Jasna poświata utrzymywała się jeszcze długo na lipcowym niebie, odbijając się w tafli spokojnego jeziora. Miejscowi opowiadali, że zimą w nocy z głębi jeziora dobiegają dźwięki jakby radosnych okrzyków, toczonych głośno rozmów, gromkich śmiechów, pobrzękujących dzwonków przy końskich uprzężach. A to wszystko za sprawą weselników, który w dawniejszych czasach - jak dawnych tego już nikt nie pamiętał - chcąc zimą skrócić drogę postanowili przeciąć zamarznięte jezioro, jednak lód pod ciężarem sań się załamał, a wody jeziora pochłonęły wszystkich bez wyjątku. I od tamtej pory zimowymi nocami nieszczęśnicy dają o sobie znać.
Na wszelki wypadek Justyn nie rozpalał ogniska. Wyczerpany nadmiarem wrażeń, martwiąc się o pozostawione gospodarstwo i pełen niepokoju o młodsze rodzeństwo, mimowolnie usnął. Wczesnym rankiem, ruszył w stronę Krukowszczyzny. Gdy wyjechał na skraj lasu, ze szczytu wzgórza wypatrzył sterczące kikuty spalonego domu i stodoły. Ominął zgliszcza i skierował się do domu dziadka Ksawerego, pod którego opieką pozostała Gienia, Adolf i Władek. Zdawał sobie sprawę, że ktoś z miejscowych musiał bolszewików powiadomić o tym kogo mają szukać, komu wymierzać dziejową sprawiedliwość. Co mogło kierować takim człowiekiem? Co chciał osiągnąć? Z tymi myślami wracał do wsi, ostrożnie rozglądając się wokół, czy nie ma gdzieś na horyzoncie bolszewickich czujek.
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...
-
Gdy się kroczy piaszczystą ścieżką wydeptaną wzdłuż torów tramwajowych linii nr 20, powstałej jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku, któr...
2 komentarze:
Czasami dobrze znać okoliczne obszary, dzięki którym ratuje się życie.
Zgliszcza można odbudować, życia ... nic i nikt nie zwróci.
Dziękuję za komentarz.
Prześlij komentarz