Krajobraz delikatnie wznosił się i spokojnie opadał, falowały razem z nim pola obsiane zbożami, bujne łąki i ciemniejące masywy leśne na horyzoncie, niewielkie wsie z drewnianą zabudową, poprzecinane strumykami i wąskimi rzeczkami. Piaszczysta droga z Adamowców wiodła przez Murzy, ale można też było jechać przez Rakowce. Murzy, leżące przy znaczniejszym trakcie, były znane z tego, że płonęły zawsze. gdy przez te tereny przetaczały się wrogie wojska. Na wschód od Adamowców rozłożyły się Rakowce, w których mieszkali między innymi Tatarzy i tym się najbardziej wyróżniały.
Na ganku drewnianego domu stał wysoki, mocno zbudowany, czarnowłosy mężczyzna. Wypatrywał kogoś na drodze, ale dukt i od strony Murzów i od strony Rakowców był wciąż pusty. Florian powinien już wrócić, a wciąż go nie ma. W domu przy kuchni krzątała się energiczna, szczupła, ciemnowłosa kobieta. Do domu przylegał ciesielski warsztat. Mojżesz i jego syn Florian byli cenionymi w okolicy cieślami. Zlecenia wszelkiego rodzaju spływały nieustannie od mieszkańców okolicznych wsi i miasteczek. A to trzeba było komuś pomóc przy budowie domu, a to dokonać drobnych napraw, choćby ław w kościele w Mosarzu albo w Udziale, albo wyrzeźbić jakieś fantazyjne zdobienia nad oknami, okiennice, krzesła, stoły, czy co tam jeszcze się komuś zamarzyło mieć w domu z drewna. Dziś Florian miał wrócić z Mosarza wcześniej. Planowali razem z ojcem pojechać do kościoła w Udziale, by naprawić oparcia i klęczniki w kilku kościelnych ławach. Słońce zaczynało już powoli chylić się ku zachodowi, swoim balsamicznym światłem czule otaczało przydomowe ogrody, pola, sady, łąki i las na horyzoncie. Tę porę dnia Mojżesz i Józefa lubili najbardziej. To był czas kiedy mogli w końcu z czystym sumieniem oddać się odpoczynkowi na ganku albo wyruszyć na spacer piaszczystą drogą w stronę Murz bądź Rakowców, a bursztynowe, podkreślające urodę okolicy światło przydawało światu jakiegoś nierzeczywistego blasku i nastroju.
W Adamowcach mieszkali przede wszystkim Adamowicze i Szpakowie. Którzy przeważali trudno stwierdzić. W domu Mojżesza i Józefy uwagę zwracały wiekowe, monumentalne meble, przypominające do złudzenia meble, jakie widywało się w aptekach. Wedle tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie, pewien – nieznany z imienia – przodek Szpaków miał być lekarzem w armii Napoleona, i w czasie niesławnego odwrotu jej resztek spod Moskwy, z jakichś przyczyn zatrzymał się na dłużej w Adamowcach. Wówczas swoją urodą i charakterem urzekła owego zacnego przodka miejscowa dziewczyna, z którą postanowił pozostać na tym urokliwym skrawku ziemi już do końca swych dni. A sam miał wywodzić się gdzieś z Mazowsza, podobno z okolic Ostrołęki. Tyle rodzinne opowieści, a jak było w rzeczywistości, któż to może wiedzieć. Te apteczne meble stanowiły niejako poszlakę wskazującą na prawdziwość tej opowieści. Istniała też jeszcze jedna, choć mocno pośrednia poszlaka - nieopodal wsi, znajdował się kurhan, wyraźnie ludzką ręką usypane wzgórze, u którego podnóża, w czasie prac polowych, miejscowi gospodarze wydobywali z ziemi szczątki broni, szable, bagnety, będące pozostałością po potyczce, jaką stoczyły tu niedobitki armii napoleońskiej ze ścigającymi ich Rosjanami. A poza tym, pierwotnie przodkowie ze strony Mojżesza mieli nosić podwójne nazwisko Szpak-Szpakowski, i dopiero w czasie nasilonej walki z polskością na rubieżach Wileńszczyzny, po Powstaniu Styczniowym, urzędnicy carscy któremuś z pradziadków, gdy ten już oślepł, ucięli w dokumentach drugi człon nazwiska "Szpakowski", bo ze Szpaka wedle ich rozumienia można było uczynić Rosjanina, za to Szpak-Szpakowski już nastręczał pewnych trudności. Tak zapewne dumali czynownicy i tak wcielali w życie rusyfikację. Jednak wyznania tych niepokornych, przymusowych poddanych cara zmienić już nie byli w stanie, stąd ród Szpaków dzielnie, do odzyskania niepodległości trwał przy polskiej mowie i kulturze.
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...
-
Gdy się kroczy piaszczystą ścieżką wydeptaną wzdłuż torów tramwajowych linii nr 20, powstałej jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku, któr...
2 komentarze:
Bardzo mnie ciekawi, czy Florian wrócił i skąd to jego opóźnienie/spóźnienie..... ?
Zachęcam do dalszego czytania :)
Prześlij komentarz