czwartek, 20 czerwca 2024

Błyski. Historia Rodzinna. Część 7 - w Głębokim, Wileńszczyzna lata 30-te

Na podwórzu przed domem Ksawerego stały już drewniane wozy, na które Adolf, Władysław i Justyn pospiesznie ładowali skrzynki pełne dojrzałych, dorodnych jabłek, gruszek, śliwek i wiśni. Następnego dnia po południu z Głębokiego miał odjeżdżać pociąg do Wilna, w którym odbiorcy czekali już na pachnące, apetyczne owoce z Krukowszczyzny. Ksawery wyruszył do miasteczka, by załatwić wszelkie formalności związane z transportem. Mijał właśnie smukłe wieże cerkwi, która jeszcze do drugiej połowy XIX wieku była kościołem pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, wzniesionym w latach 1730-1735 w stylu baroku wileńskiego. Swoją smukłością linii tak odmiennego od barku regionów i krain położonych na południe od Wileńszczyzny. Ten słynny barok wileński jakby postanowił się upodobnić do strzelistego gotyku sięgającego północnego nieba. I pierwszą świątynią wzniesioną w tym stylu nie był żaden z kościołów wileńskich, lecz właśnie budowla, którą w tej chwili podziwiał Ksawery. Niemal naprzeciw cerkwi usadowiła się druga okazała świątynia, w tym samym stylu, którego cechy zyskała jednak dopiero w czasie przebudowy, około trzydziestu lat później niż jej sąsiadka. To kościół pod wezwaniem Trójcy Świętej. Obie świątynie sprawiały wrażenie, jakby prowadziły ze sobą przyjacielską pogawędkę.

W granicach miasta znajdowały się też dwa jeziora - Kahalne i Wielkie. Jezioro Kahalne jeszcze do niedawna nazywano Głębokim, ale z tej racji, że gmina żydowska dzierżawiła prawo do połowów na nim, to miejscowa ludność przemianowała je na kahalne, od słowa „kahał”, w jidysz oznaczającego gminę żydowską. A przy ulicy Warszawskiej rozlokowała się jeszcze drewniana Wielka Synagoga, nakryta okazałym łamanym dachem.

W miasteczku przeważała niska drewniana zabudowa, przetykana piętrowymi murowanymi kamieniczkami, będącymi jednak w mniejszości. Ruch na uliczkach był spory. Sklepiki, warsztaty, składy towarów, młyn, garbarnia, poczta, administracja powiatu, przyciągały do Głębokiego licznych przybyszów z całego powiatu. Gwar miasteczka, ten cały rejwach, załatwianie wszelkich formalności nie było tym, w czym Ksawery czuł się mocny. Aby odetchnąć zatapiał się w ciszy i spokoju przestronnego wnętrza kościoła Świętej Trójcy. Odwiedzał go zazwyczaj w drodze powrotnej, zasiadał wówczas w ławce tuż przy ołtarzu, wydobywał z kieszeni marynarki swój noszący ślady częstego używania modlitewnik i oddawał się cichej modlitwie. Zawsze miał tyle spraw na głowie, owoce z sadu sprzedawały się znakomicie, ale wnuki, którymi się opiekował, stały się już dorosłymi osobami, należało im jeszcze pomóc w ułożeniu życia, a on przecież nie wie, ile mu jeszcze czasu pozostało na tym pięknym świecie, który tak kochał. Co prawda jego dom jest w stanie pomieścić ich wszystkich, a gospodarstwo przypadnie może Justynowi, może Adolfowi, może Władek zechce na nim pozostać, może będą pracować wspólnie, zgodnie, bez jakichkolwiek nieporozumień, tak zgodnie jak dotychczas. Gienia, czarnowłosa dziewczyna z falującymi włosami, jasną karnacją, energiczna, zaradna. Jakież to byłoby szczęście, gdyby trafiła na dobrego męża i mogła już założyć własną rodzinę. Wszak nie jest dobrze, by człowiek był sam. Tak rozmyślając, w błogiej ciszy, Ksawery oparł głowę o przeciwległą ławkę, przymknął mimowolnie oczy i błogo przysnął. Te chwile wyciszenia, krótkiego snu, sprawiały, że natłok myśli w głowie samoczynnie się układał i porządkował, a odpoczynek przynosił nowe pomysły, a czasem nawet gotowe rozwiązania nurtujących problemów. Po kilku minutach ocknął się, otworzył modlitewnik na litanii do Serca Jezusowego i szeptem zaczął odczytywać jej wezwania.

Brak komentarzy:

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...