czwartek, 22 września 2011

Wilno - wrzesień 2011 r. O relacjach polsko - litewskich skrajnie subiektywnie.

Kilkudniowa wyprawa do Wilna po ostatnich traumatycznych wydarzeniach w Polsce i na Litwie, wydawała mi się początkowo być powrotem do zupełnie odmienionej Litwy. Wiadomości o zniszczeniu dwujęzycznych tablic w gminie Puńsk miały być newsem dnia w większości litewskich mediów i podobno powtarzano je w nich aż do znudzenia. W Polsce z kolei na news dnia przez dłuższy czas wybijała się informacja o ustawie oświatowej mającej dyskryminować obywateli litewskich narodowości polskiej.

Mimo licznych wyjazdów do Wilna na przestrzeni ostatnich kilku lat, nigdy nie spotkała mnie żadna przykrość, nieżyczliwość czy gest niechęci ze strony Litwinów, czy byłoby to Wilno, Alytus, Kiernave, czy Druskienniki. Wszędzie spotykałem osoby, które mimo świadomości tego, że jestem Polakiem, odnosiły się do mnie szczerze życzliwie i przyjaźnie. Udało mi się nawet zawrzeć kilka bliskich znajomości z etnicznymi Litwinami, którzy nie mając żadnych polskich korzeni, żywo interesują się kulturą polską, a niektórzy nawet zupełnie dobrowolnie i bezinteresownie uczą się języka polskiego. Obawiałem się więc, może nieco irracjonalnie, tej wyprawy na Litwę, spodziewając się spotkania kraju odmienionego, a przede wszystkim reakcji Litwinów na polskie tablice rejestracyjne, na dźwięk polskiej mowy w sklepie, na ulicy, w parku. Nie napiszę jednak, że ku memu zdumieniu nic podobnego się nie wydarzyło, nikt mi nie wybił szyb w samochodzie, nikt nie przebił opon, nikt się nie oburzał na dźwięk polskich słów w kafejce, restauracji, sklepie, i wbrew podświadomym nawet obawom nie byłem wcale zaskoczony, wręcz przeciwnie byłbym wielce zadziwiony, gdyby któreś z tych przerażających zdarzeń nastąpić miało. Litwini, których tym razem spotykałem, byli tak samo uprzejmi, życzliwi, jak wszyscy ci, których zdarzyło mi się spotykać podczas poprzednich wypraw. Zdaję sobie sprawę z tego, że inny zapewne jest stosunek jakiejś części Litwinów wobec Polaków przyjeżdżających z Polski, a inny wobec tych będących obywatelami Litwy i mieszkających tam na stałe. Ale nic nie poradzę na to, że ci, których spotykałem na mojej drodze nie okazywali wobec mnie najmniejszej niechęci, czy wrogości. Policja, którą mnie straszono, a która miała czyhać w szczególności na Polaków, skutecznie i konsekwentnie zatrzymywała na odcinku około 30 km na zachód od Wilna kierowców na litewskich numerach, przekraczających dozwoloną prędkość. Na marginesie muszę dodać, że jestem za każdym razem pod wrażeniem skuteczności litewskiej policji, konsekwentnie ścigającej piratów drogowych - raz zdarzyło mi się być świadkiem pościgu za szaleńcem drogowym, który po kilku minutach został dopędzony i zatrzymany. I wcale nie dziwni mnie to, że na odcinku Wilno - Lazdijai zdecydowana większość kierowców jedzie spokojnie, nie przekraczając dozwolonej prędkości, ani nie łamiąc przepisów ruchu drogowego, by tuż po przekroczeniu granicy w Ogrodnikach pędzić na złamanie karku. To też oczywiście w dużej mierze między innymi kwestia organizacji i efektywności państwa, i jedna z wielu dziedzin, w której wciąż możemy się sporo od Litwinów nauczyć.

Kelnerki w wileńskich kafejkach i restauracjach były tak samo uprzejme, jak wcześniej, ekspedientki w alytuskiej Maximie tak samo pomocne i cierpliwie tłumaczące przybyszom z Polski ni w ząb nie rozumiejącym litewskich napisów na etykietkach czym są nadziewane pyszne bułki i ciasta.

Życie instytucji państwowych, i życie codzienne zwykłych ludzi toczą się zupełnie odmiennym rytmem. Pogorszenie relacji polsko - litewskich na szczeblu państwowym, to z pewnością rezultat uporu i błędnej wizji jednej strony oraz szeregu zaniedbań strony drugiej, oby tylko te nieporozumienia i zacietrzewienia nie zeszły głębiej w dół i nie rozlały się zanadto w tej powszedniej rzeczywistości.

Brak komentarzy:

Błyski - część 37

Kontakt z braćmi, pozostałymi za granicą, która jak się wydawało, okrzepła już na dobre, był mocno ograniczony, przez pewien czas nie istnia...