Ledwie cztery dni, Alytus, Troki, Wilno, Druskienniki. Słoneczny, upalny weekend na Litwie. Wyjazd za granicę, do miejsc, w których mogłem poczuć się jak u siebie. Bynajmniej nie w tym sensie, że Wilno to polskie miasto, bo to przecież bzdura, Wilno jest stolicą Litwy, i jest miastem litewskim, i tak powinno pozostać już na zawsze, ale Wilno to też miasto wielokulturowe, stanowiące dorobek Polaków, Litwinów, Białorusinów, Rusinów czy Rosjan, Żydów, Karaimów. Wilno jest mi duchowo dużo bliższe niż Warszawa, to prawdziwie europejskie miasto w promieniu kilkuset kilometrów od Białegostoku. To do Wilna jadę jak do duchowej stolicy, a do Warszawy, jedynie jako do miasta, w którym trzeba coś załatwić, podpisać umowę, odbyć szkolenie, czasem rozmowę w sprawie pracy. Ot taki duży ośrodek administracyjny, naukowy, kulturowy, który nie ma w sobie najmniejszej siły przyciągania, poza siłą pieniądza.
Wilno siłę przyciągania bez wątpienia ma, pojechałem tam ledwie 2 tygodnie temu, a już w najbliższy piątek znowu tam wracam. I wiem, że będę chciał wracać jeszcze wiele razy. Miasto, w którym można oddychać pełną piersią, płynnie przechodzić z języka polskiego na angielski, rosyjski, i pewnie jeszcze wiele innych, gdybym tylko te inne znał. I nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie napotkanych turystów, ale przede wszystkim pytanych o drogę i wiele innych rzeczy wilnian.
Miasto na wzgórzach, tonące w zieleni, zalane słońcem, brodzące w deszczu, z błyskawicami i grzmotami rozrywającymi się gdzieś w ołowianym niebie. Cerkiew katedralna nosząca znamiona gruzińskiej architektury cerkiewnej, cerkiew tuż przy Ostrej Bramie, która użyczyła nam schronienia na czas straszliwej burzy, gdzie staliśmy skrępowani nie wiedząc jak się zachowywać w czasie liturgii, zmoknięci wyszliśmy na ciekawskich i przypadkowych turystów - podglądaczy, którzy schronili się jedynie przed deszczem, a przecież i tak mieliśmy do niej zajść, w celach bynajmniej nie utylitarnych.
Kościół przy Ostrej Bramie, i rozbrzmiewający nad nami niebiański dziewczęcy głos, wydobywający się gdzieś z ukrycia, nie mogliśmy się dopatrzeć wykonawczyni pięknej pieśni w języku litewskim. Głos magnetyczny, który nie pozwalał nam wyjść z chłodnego wnętrza w czasie, gdy na zewnątrz lał się żar z nieba, a przecież znowuż nie przyszliśmy do kościoła, by szukać w nim schronienia.
Popiersia Gaona z Wilna w nocnym mieście, odkrywamy je o pierwszej w nocy, wśród ocalałych kamieniczek i wąskich uliczek żydowskiej niegdyś pewnie części miasta. Tylko z lewej wynurza się jakby posowiecka budowla, ale jest noc, więc słabo ją widać.
Trójkątny rynek, we wschodniej pierzei dawny hotel, w którym kiedyś zatrzymał się Dostojewski, z wmurowaną weń tablicą upamiętniającą ten pobyt.
Tablica poświęcona Konstantemu Kalinowskiemu - polsko - białoruskiemu bohaterowi; tablica poświęcona polskiemu chłopakowi - uczniowi gimnazjum, który w czasie powodzi w bodaj 1938 roku uratował żydowskie dziecko z rwącej wody, a sam został porwany przez wezbraną rzekę, która nie oddała go już żywym. Przy tej tablicy, jakbym doznał olśnienia, to przecież esencja ducha, którego być może podświadomie próbowała przekazać mi babcia, a później mama, obie pochodzące hen z kresów za Wilnem.
- Często pytałam mamę skąd wiedziała, że jesteśmy Polakami - tak opowiadała mi z kolei moja mama o babci, gdy ta barwnie rozprawiała o tym, jak biegła witać w roku 1920 polskich ułanów zajmujących Wileńszczyznę. Odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: - To oczywiste, od moich rodziców.
Co było oczywiste dla mojej babci, dla mnie już takim oczywistym nie jest. Czy można było zachować czystość etniczną na Kresach?
Pamiętam jeszcze z roku 1988, miałem 12 lat, pojechaliśmy po raz pierwszy - i jak na razie wciąż ostatni - w odwiedziny do rodziny na Białorusi, udało nam się też na kilka godzin wpaść do Wilna, gdzie matka chrzestna mojej mamy zapaliła świeczkę na prośbę swego męża - wyznawcy prawosławia; w cerkwi, która podczas mojego ostatniego pobytu przed 2 tygodniami udzieliła nam w czasie burzy schronienia.
Ten duch Kresów sprawia, że odczuwam taką samą więź z Litwinem, Białorusinem, Żydem, Tatarem, Karaimem, jak z Polakiem, a może z tymi pozostałymi, tj. niepolakami więź jeszcze silniejszą...
CDN
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poszukiwanie tożsamości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poszukiwanie tożsamości. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 lipca 2008
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Poświęciłem się po raz kolejny, by obejrzeć między północą a 2 w nocy dwa ostatnie odcinki znakomitego rosyjskiego serialu "Idiota...
-
Leniwe, zimowe, niedzielne popołudnie, blade słońce świecące prosto w oczy, pola przykryte cienką już warstwą śniegu, a do tego sącząca się ...