Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obława augustowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obława augustowska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 lutego 2025

Błyski. Historia Rodzinna. Część 40

Drewniany kościółek na niewielkim wzniesieniu, oflankowany dwiema niewysokimi wieżami. Od frontu rosną pojedyncze sosny, swobodnie, w odległości takiej, że nie muszą konkurować ze sobą o dostęp do słońca, jak te w otaczającej wieś puszczy. Zabytkowa drewniana dzwonnica, wszechobecny intensywny żywiczny zapach. Asfaltową drogą od czasu do czasu przemykają rowery, samochody osobowe, masywne samochody wojskowe. Blisko stąd jest trójstyk granic. Drogę od granicy białoruskiej w kierunku Augustowa znaczą krzyże upamiętniające żołnierzy pomordowanych przez sowietów we wrześniu 1939 r. Przy dzwonnicy tablice poświęcone kapłanom mikaszowieckiej parafii, wywiezionym w czasie wojny przez Niemców do obozu w Dachau i tam pomordowanym. Przy leśnej drodze w kierunku północnym, nie tak daleko od kościółka, zachował się cmentarz żołnierzy z pierwszej wojny światowej. Na nim dwa drewniane krzyże, jeden z ukośną dolną poprzeczką, drugi bez, a w koronach drzew radosny, głośny śpiew ptaków, charakterystyczny dla wczesnego lata. Bliskość granicy z Litwą i Białorusią sprawia, że myśli biegną w rodzinne strony, w kierunku Wilna - do Ostrej Bramy, dawnego klasztoru na Antokolu, w którym przebywała św. Faustyna, do Kalwarii Wileńskiej z piaszczystymi ścieżkami na całkiem wysokich wzgórzach, pnącymi się stromo do murowanych stacji, i z figurą Chrystusa rozpiętego na konarze dorodnej sosny.

Kościółek wzniesiono na początku XX wieku. Modlitwy wiele razy szeptane w pustym, cichym wnętrzu. Miejsce wyjątkowe, w którym nie tak dawna fizyczna obecność wciąż wydaje się trwać. Płomienie świeczek błyskają przed obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i ukośna jasna smuga popołudniowego słonecznego światła wpada przez okno od północnej strony przy obrazie Świętego Cieśli. Miejsca trwają i przechowują pamięć, dawną obecność, wypowiedziane na głos czy szeptem słowa, a może nawet myśli. Szorstkie, surowe głosy sowietów zatrzymujących na piaszczystym placu przed świątynią kilkunastoletniego chłopaka, który stał się jedną z ofiar Obławy Augustowskiej, zapewne też się gdzieś zatrzymały.

W łagodnych promieniach zachodzącego słońca stoi między zielonymi modrzewiami Matka Boska, której można powierzać codzienne sprawy. Przejeżdża na rowerach grupa turystów. Leniwie spacerują miejscowe koty. Śmiechy grupy młodych ludzi grających w siatkę na łące przy drewnianej plebanii.

Czy w takim miejscu naprawdę mogło się wydarzyć coś, co niweczyłoby - wydaje się - wieczny dla tego miejsca błogi nastrój? Czy rzeczywiście mogły się rozegrać wydarzenia przynoszące nagły kres niewinnemu życiu? Świątynia wchłonęła w siebie wszystkie odgłosy i obrazy zdarzeń z okolicy, jakie rozegrały się na przestrzeni ostatnich ponad stu lat. Nadzieje na ocalenie życia i powrót do bliskich, a ostatecznie i niespodziewany ból żołnierzy września 1939 r. zmiażdżonych sowieckimi czołgami w pobliskiej Płaskiej, zastrzelonych w Rygolu, i gdzieś w połowie drogi między Mikaszówką a Płaską, odgłosy pocisków armatnich rozrywających się nad pobliskimi jeziorami w czasie pierwszej wojny, łkania i łzy członków rodzin, których bliscy zostali zatrzymani w Obławie i do domów już nie wrócili. Ten cały miniony świat jakby został zapamiętany i trwa, przenikany łagodnymi promieniami słońca sączącymi się przez okna kościółka.

Mikaszówka była dla Florentyny jednym z miejsc, do których mogła wracać bez końca. Sosnowe rozległe lasy, smukłe sięgające nieba sosny, pagórki porośnięte bujnym, miękkim mchem, jeziora, drewniane kościółki, kapliczki, pola, łąki, musiały jej przypominać Wileńszczyznę. Wracała tu jak do siebie do domu. W ciszy świątyni, przed ołtarzem, w drewnianej ławce, przesuwając w palcach paciorki różańca, trwała, tak jak jej Matka kiedyś przykazała. A to mistyczne doświadczenie było dla niej tak rzeczywiste, że najmniejszej wątpliwości co do jego prawdziwości nigdy nie miała. Modląc się żarliwie w białostockiej katedrze w intencjach swoich bliskich, pewnego letniego popołudnia, świat zewnętrzny jakby na chwilę się wyłączył. Widziała ołtarz, przesuwających się ludzi - grupy turystów zwiedzających neogotycką farę, ale cały towarzyszący im szum nagle kompletnie się wyciszył i jakby z innego wymiaru usłyszała łagodny, kobiecy głos mówiący:

- Trwajcie, trwajcie, trwajcie.

Kilka lat po tym zdarzeniu Mikaszówka ze swoim spokojem, jasnym światłem, dawała jej chwile absolutnego wytchnienia w ciężkiej chorobie, uczyła trudnego pogodzenia się z koniecznością rozstania z bliskimi i mimo wszystko pięknym światem.

Sam w tym miejscu też zrozumiałem, że po człowieku nigdy nie pozostaje pustka i nie są to jedynie wspomnienia. Czas dany na oswojenie się z nieuchronnym odchodzeniem daje też przekonanie, że rozstanie następuje tak naprawdę tylko na moment. Słowa, uśmiechy uchwycone w łagodnym blasku słonecznego światła rozlanego na bursztynowych pniach sosen nie prowadzą do rozpaczy, ale są zapowiedzią nastania tego świata, na którego nadejście mamy nadzieję i na który czekamy.

sobota, 30 marca 2024

Duchowe wędrowanie - Mikaszówka - część 19

Z Lipska nad Biebrzą, drogą na północ, przez Skieblewo, Rubcowo, Gruszki, przy drodze mijane bunkry z linii Mołotowa, ostatni już na skraju Puszczy Augustowskiej, droga meandruje przez wyjątkowej urody knieję, litewskie falujące krajobrazy, zwłaszcza polany przynależące do Rubcowa, pastwisko z krówkami, domy pod lasem, przydrożna kapliczka, pagórki, i na horyzoncie postrzępione wierzchołki świerków i sosen, przecinający drogę Gościniec Hołyński, a wszystko w promieniach popołudniowego słońca, i dalej przylegająca do posesji mogiła powstańców styczniowych w Gruszkach, i już za chwilę wjazd do Mikaszówki. Przecinamy Kanał Augustowski ze śluzą, i przed drewnianą plebanią na lekkim wzniesieniu stoi orzechowy drewniany kościół z dzwonnicą, oflankowanymi dwiema wieżami, uchylone drzwi zapraszające do wejścia do środka. Na trójkątnym placu między plebanią a kościołem figura Matki Bożej w otoczeniu świerków i modrzewi, drewniane ławki, by przysiąść na chwilę i pokontmeplować oblicze Matki. Przed kościołem dorodne sosny, pobłyskujące bursztynowo od promieni zachodzącego słońca, z przejmującą instalacją upamiętniającą ofiary obławy augustowskiej. Rosyjski okupant poczynił w lipcu 1945 r. ogromne spustoszenia na Suwalszczyźnie wśród osób zanagażowanych w działalność niepodległościową. Z zatrzymanych w czasie obławy 7049 osób, po przesłuchaniach 5115 osób zostało wypuszczonych, aresztowanych Litwinów przekazano organom NKWD Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, natomiast 592 Polaków nigdy już nie wróciło do swoich domów, do rodzin - zostali zamorodowani i pochowani w nieznanym dotąd miejscu. Taki los spotkał też część mieszkańców Mikaszówki.

Parafia pod wezwaniem świętej Marii Magdaleny w Mikaszówce powstała 27 kwietnia 1907 r.. Przy kościele zachowało się kilka nagrobków z drugiej połowy XIX w., musiał tu zatem wcześniej istnieć cmentarz. Wnętrze kościoła, z dyskretnie wpadającym przez okna światłem słonecznym, szczególnie sprzyja modlitwie. Obraz Jezusa Miłosiernego, św. Józefa, św. Antoniego Padewskiego, św. Jana Pawła II w bocznych kaplicach, obraz św. Marii Magdaleny i Matki Bożej Nieustającej Pomocy w ołtarzu głównym, cisza, spokój, gra światła i cienia, sprawiają, że nie chce się wychodzić z kościoła. Przed kościołem tuż przy dzwonnicy stoi tablica upamiętniająca kapłanów tej parafii - ks. Stanisława Piotra Maciątka, urodzonego 11 grudnia 1889 r., proboszcza w Mikaszówce w latach 1934 - 1937, zmarłego 27 czerwca 1940 w KL Sachsenhausen, oraz ks. Stanisława Piotra Konstantynowicza, urodzonego 1 maja 1898 r., proboszcza w Mikaszówce w latach 1937-1940, zmarłego 10 sierpnia 1942 r. w TA Hartheim. W tym miejscu warto przypomnieć, że 24 września 1939 r. do Suwałk weszły wojska radzieckie, a 6 października tego roku, po wyjściu wojsk sowieckich Suwałki i Suwalszczyznę zajęła armia niemiecka, a wraz z nią pojawiły się liczne represje, w tym prześladowanie księży katolickich.

Drewniany kościół i plebania pamiętają też Karola Wojtyłę, który w czasie jednego ze spływów kajakowych, wraz z grupą studentów, zatrzymał się tu na noc, a nad ranem odprawił mszę w tej urokliwej świątyni. Współcześnie, szlakiem Jana Pawła II, spływy kajakowe odbywają między innymi duszpasterstwa akademickie. Latem 2022 r. przed figurą Matki Boskiej rozmowę nawiązała z nami około dwudziestoletnia dziewczyna z okolic Bielska-Białej, z burzą gestych rudych włosów, rozmowna i sympatyczna. Miło było od niej usłyszeć, wśród kilku opowieści, że w sezonie letnim pomaga swojej Mamie, zbierając razem z nią jagody i zanosząc je do skupu. Dziś wśród mlodych ludzi to zjawisko chyba coraz rzadzsze.

Mama zawsze długo modliła się w kościółku, a później podchodziła do figury Matki Bożej pod drewnianym zadaszeniem, stojącej na lewo od kościoła. Każdy wyjazd na jagody do Rubcowa, musiał się kończyć modlitwą w Mikaszówce, przed ołtarzem, w promieniach zachodzącego słońca wpadających przez okna bocznych kaplic. Ostatni raz, Florentyna rozmawiała tu z Bogiem 14 maja 2023 r., powierzała Mu swoje niepokoje, bardzo bała się cierpienia, mając w pamięci opiekę nad chorym mężem przed dziewięciu laty, obawiała się, że nie podoła czekającym ją cierpieniom, że spotka ją ten sam ból i bezradność, z którymi się nie upora. Dowiedziałem się o tym, natknąwszy się na napisaną odręcznie modlitwę na kartce w kratce, którą odnalazłem złożoną w Mamy modlitewniku. Ja wierzyłem w uzdrowienie. W drodze powrotnej zaproponowałem byśmy odwiedzili sanktuarum w Różanymstoku, lecz Mama nie miała już siły.

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...