Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobro. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2009

Litewskie obrazki, w drodze do Miednik, maj 2009

Szosa Wilno - Miedniki Królewskie, Vilnius - Medininkai, do przejścia granicznego z Białorusią, a dalej Medininkai - Mińsk. Gdzieś w połowie drogi skręcamy w lewo, żwirówką, na której wzbijamy duszące tumany kurzu, odbijamy w stronę sosnowego lasku, kilkadziesiąt metrów od asfaltówki. W czasie krótkiego postoju w lusterku dostrzegam babuleńkę wysiadającą z samochodu, który przystanął na chwilę na szosie. Przygarbiona, w chustce na głowie, wolno i z trudem zmierza w naszą stronę. Po kilku minutach podchodzi do otwartego okna samochodu i pyta czy nie moglibyśmy jej podwieźć do sklepu widocznego w wiosce na horyzoncie. Wioska z daleka wygląda jak te, które jeszcze u schyłku ZSRR pod koniec lat 80-tych, będąc malcem odwiedziłem w sowieckiej wówczas Białorusi. Nijak nie jest to nam po drodze, ale wieziemy babcię do sklepu. Niebieski, parterowy, murowany budynek. Babcia wysiada z samochodu, chce nam kupić lody, od których się wymawiamy, ale czekamy na nią, bo jedziemy do Miednik, a ona mieszka niedaleko Miednik, więc teraz będzie nam wszystkim po drodze.

Krzysiek kracze, że babcia i tak kupi nam lody, i wykrakał, z chlebem pod pachą i czterema lodami w przezroczystej foliowej torebce kuśtyka nasza babuleńka, z szerokim uśmiechem rozświetlającym pooraną bruzdami twarz. Wymawiamy się dalej, bez skutku, babcia nie ma dzieci i nie ma wnuków, nie ma komu dać tych lodów, więc poddajemy się i przyjmujemy podarek. W drodze do Miednik babcia opowiada nam niemal całe swoje życie. Mówi w języku białoruskim, ale zupełnie innym niż ten, który tak często zdarza mi się słyszeć w okolicach Białegostoku. Momentami brzmi, jak język polski, zwłaszcza akcent, niektóre słowa są takie same, niektóre jakby wzięte z języka rosyjskiego, ale nie ma chyba tej rosyjskiej melodyki i rytmu, pod tym względem bliżej mu raczej do polskiego. Chwilami jego twardość przywodzi na myśl ukraiński, ale to też nie to, to nie ten rodzaj twardości. Tak czy owak brzmi pięknie i ciekawie. W końcu nie wytrzymuję i pytam co to za ładny język, którym włada nasza babcia, a ona mi odpowiada na to:

- Mówią, że białoruski.

Kobieta troszkę się żali, w pewnym momencie wybucha płaczem. Ojciec zmarł w roku 1959, jedną siostrę pochowali, gdy miała 6 lat, druga zmarła nieco później, babcią nie ma kto się opiekować, ale w czasie naszej niedługiej przecież rozmowy uśmiech często pojawia się na jej dobrej twarzy. To jest właśnie to dobro, ta życzliwość, szczerość i bezinteresowność, której doświadczyłem będąc jeszcze 12 - letnim chłopcem, odwiedzającym rodzinę na Białorusi. I jakie to może za znaczenie, że babcia jest Białorusinką, a wszystkie moje babcie i prababcie, które znałem, a o których tyle słyszałem, uparcie podkreślały, że były Polkami, i to jeszcze szlacheckiego pochodzenia. To wszystko są jakieś przesłony, zupełnie nic nie znaczące powłoki, skoro babcia, która obdarza nas takim zaufaniem, i te moje, które są już gdzieś w niebie, stanowią ten sam typ człowieka, ten sam typ osoby.

W kotlince rozświetlonej popołudniowym słońcem dostrzegamy dwuspadowe dachy drewnianych domków, zieleń bez deszczu jest sucha, nie ma w niej wiosennej witalności i bujności; nasza babcia żegna się z nami, odchodząc pozostawia nam kilka zapadających w pamięć życzliwych słów, z którymi nie rozstaniemy się chyba nigdy.

Jedziemy dalej do Miednik…

CDN

poniedziałek, 9 marca 2009

Eustachy Rylski

Jakże trudno było się oderwać, przeczytałem wszystko, co udało mi się odnaleźć w miejscowych księgarniach. “Warunek”, “Powrót”, “Stankiewicz”, “Człowiek w cieniu”, “Po śniadaniu”, “Wyspa”. Pozornie literatura nie pozostawiająca żadnych złudzeń, nie dająca żadnej nadziei, żadnego pozytywnego bohatera, żadnego pozytywnego wzorca, niemal bez miejsca na odrobinę dobra, duszna i drążąca, zmuszająca do wyzbycia się ostatnich potrzaskanych kawałków rojeń i iluzji, że może nas spotkać coś szczerego, prawdziwego i absolutnie dobrego. Jednak to tylko pozory, bo jej język stanowi całkowite zaprzeczenie przedstawionego świata. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pisarz władający takim magnetyzującym, kojącym językiem nie wskazuje czytelnikowi kierunku. Świat bez złudzeń, bez nadziei istnieje, a język, którym został przedstawiony wznosi czytelnika ponad ten rozpaczliwy pejzaż. Język, a nie świat przedstawiony daje nadzieję. Język, od którego nie sposób się oderwać, uzależniający całkowicie, język, który chcę się chłonąć, i który - jestem przekonany - w sposób zamierzony ma czynić nas lepszymi.

sobota, 22 marca 2008

Wielkanoc

I znowu nie wyszło tak, jak sobie wcześniej postanowiłem. Post miał być czasem zadumy, refleksji i wyciszenia, a po raz kolejny moje plany spaliły na panewce. W ubiegłym roku udało mi się chociaż zdobyć płytę "O duszo wszelka" (tak zdobyć, ponieważ kupienie tej płyty w Białymstoku okazało się sprawą wcale nie taką prostą) ze staropolskimi pieśniami wielkopostnymi z okresu - o ile się nie mylę - późnego średniowiecza i renesansu i słuchać jej wielokrotnie. Muzyka zawarta na płycie w rzeczy samej sprzyja wyciszeniu i refleksji. W tym roku wysłuchałem jej po raz ostatni około miesiąca temu, a w Wielkim Tygodniu nie znalazłem na nią czasu. Miałem także zamiar wydrukować z Internetu i przeczytać rekolekcje wielkopostne ojca Aleksandra Mienia, ale znowuż zamysł pozostał jedynie w sferze niezrealizowanych planów. Szkoda. Tym razem chyba nie warto nawet szukać usprawiedliwienia w nadmiarze obowiązków, w tym akurat przypadku usprawiedliwiłbym siebie brakiem odpowiedniego nastroju niezbędnego do czytania głębokich i mądrych słów tego rosyjskiego prawosławnego duchownego zamordowanego w 1990 r.

W przyszłym roku będzie lepiej.

Z okazji Świąt Wielkiej Nocy życzę znanym oraz nieznanym Czytelnikom mego bloga, a także sobie Niegasnącej Nadziei, Wiary w Drugiego Człowieka, Niewyczerpanych pokładów Dobra, Prawdziwej Radości, Pokoju Duszy, umiejętności obdarzania Zaufaniem spotykanych na naszej drodze ludzi, którzy tego Zaufania nie zawiodą, Życzliwości wobec innych i ze strony innych, a to wszystko nie tylko na czas Świąt, ale na każdy dzień.

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...