Litewskie krajobrazy zaczynają się już na północnych rogatkach Białegostoku, tuż za Białsotoczkiem, w drodze na północ, w stronę Augustowa, na wysokości "Wikinga" roztacza się już wspaniały widok na wieś Jurowce na południowych obrzeżach Puszczy Knyszyńskiej. Gdzieś kiedyś wyczytałem, że wieś została założona w okolicach XIV w. przez strzelca o imieniu Jura, pochodzącego z rusko-litewskiego rodu bojarów. Dalej ciągną się łagodne pagórki, spory masyw pięknej, prawdziwej litewskiej kniei, za Przewalanką otwierają się falujące, rozległe przestrzenie, z ciemniejącymi ścianami lasów na horyzoncie.
Gdy po raz pierwszy jechaliśmy ze Skieblewa do Mikaszówki, zachwycony byłem widokami wschodniej części kolejnej Puszczy - tym razem Augustowskiej, monumentalnymi sosnami i świerkami, bujnością zieleni, tajemniczością jej uroczysk, podsycaną promieniami popołudniowego i zachodzącego słońca. Można było odnieść wrażenie, jakby ta puszcza nic a nic się nie zmieniła od czasów, gdy ziemie te zamieszkiwali Jaćwingowie. Rozciągnięte na sporej przestrzeni Rubcowo, wieś kolonia, domostwa w odległości kilku kilomterów od siebie. W czasie naszej pierwszej wyprawy, przed samą wsią, na środku asfaltowej drogi, stał ogromny łoś, który niespecjalnie chciał z niej zejść. Po krótkim namyśle, powolnym, dostojnym krokiem przemieścił się na pobocze i zniknął w leśnej gęstwinie. Mogliśmy ruszyć dalej. Na niewielkiej polanie kilka domostw, przy ostrym zakręcie, na wiekowym drzewie wisi drewniana kapliczka z daszkiem, i drzwiczkami z szybką, za którymi widnieje święty obraz. Tuż przy zakręcie stoi drewniany dom, na schodkach którego kobieta przebierała zebrane grzyby, przy drzwiach stał oparty rower. Sielskie widoki. Następnie kilkaset metrów jazdy przez młody las, podjazd pod górkę, i rozpościera się następna, większa polana, z lekko falującymi polami, łąkami, na pastwisku stado krów, nad ścianą lasu chylące się stopniowo ku zachodowi słońce. I tu także przydrożna kapliczka, maryjna - błękitna, nowsza, na niewielkim słupie, z figurką Matki Boskiej. Cudownie zalana słońcem polana. Następnie fragment mrocznej nieco kniei, żeliwny krzyż przy skrzyżowaniu dróg, szosa wiedzie łagodnie pod górkę, na piaszczystej drodze zatrzymujemy się, idziemy do sosnowego młodnika, by zebrać choć trochę liści babki lancetowatej, pełną piersią wdychamy wyśmienity żywiczny zapach młodych sosen. Droga opada łagodnie z dół, po stronie wschodniej jakby przedwojenne drewniane domostwo, za nim łagodnie unosi się niewielki pagórek. Wjeżdżamy do malowniczego sosnowego, przejrzystego lasu, sosny są tu już wyższe i smukłe, nie ma gęstego poszycia, a tylko dorodne jagodzińce i wspaniały soczysty mech. Skrzyżowanie z Gościńcem Hołyńskim, dość szeroką żwirową leśną drogą, widoącą do Płaskiej z jednej strony, a z drugiej w stronę granicy. Miejsce, w którym nie ma dużego ruchu, z rzadka przejeżdża auto, czasem wozy Straży Granicznej. Tu zawsze zbieramy jagody, borówki, a jesienią grzyby. Niewykluczone, że w miejscu tym mamy pozostałości jakiegoś zapomnianego, tajemniczego grodziska. Niektóre opracowania podają, że jest to jakiś stary szaniec w uroczysku zwanym Okop. W każdym razie jet tu wyraźnie zarysowane rozległe wzniesienie, w sposób widoczny usypane ludzką ręką, o dość regularnym kształcie, w części północno-wschodniej to wzniesienie staje się jakby nieco wyższe, pozostała - znacznie większa jego część - tworzy coś w rodzaju majdanu. Nie jest ono wysokie, ale roztacza się z niego piękny widok na sosnowy bór; zieleń koi, wycisza, uspokaja, pobudza wyobraźnię. Czy było to grodzisko z czasów jaćwieskich? Jaki był jego los? Co tu się wydarzyło? Jaki był los jego mieszkańców? Czy stało się ono ich mogiłą i ten dorodny jagodziniec, te piękne jagody, borówki, grzyby, rosną na średniowiecznym cmentarzysku? Czy są to pozostałości jakiegoś starego szańca? Może z czasów potopu szwedzkiego? Miejsce fascynujące dla miłośników historii i dzikiej natury; miejsce, w którym można się naprawdę wyciszyć, usiąść na trawie z książką, meydytować, kontemplować.
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaćwież. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaćwież. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 maja 2024
poniedziałek, 17 października 2011
Cmentarzysko Jaćwingów w Jatwiezi Małej
Niedzielnym chłodnym, acz słonecznym popołudniem dzięki wsparciu dwóch mieszkańców Jatwiezi Małej - wsi położonej około 50 km na północ od Białegostoku - udaje nam się wreszcie odnaleźć prawdopodobne średniowieczne cmentarzysko Jaćwingów.
Obszary między północnym skrajem Puszczy Knyszyńskiej a Biebrzą tworzą najbardziej typowe z możliwych pogranicze kultur i religii. Od wczesnego średniowiecza ścierały się tu wpływy bałtyjskie (Litwini i Jaćwingowie), mazowieckie od południa i ruskie od strony Grodna. Z czasem pojawił się też kolejny rywal w postaci rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.
Jatwieź Mała i Jatwieź Duża, oraz dawna nazwa Suchowoli - Suchaja Jatwieź, wskazywałyby na to, że miejscowości te zostały założone i były zamieszkane najprawdopodobniej przez zbiegów Jaćwieży, a więc tuż zza pobliskiej granicy przebiegającej na Biebrzy - około 10 km na północ od Jatwiezi Małej.
Przypadkowo napotkany rowerzysta na drodze między Jatwiezią Dużą i Jatwiezią Dużą, precyzyjnie wyjaśnia nam, jak dostać się do miejsca zazdrośnie skrywającego średniowieczne cmentarzysko Jaćwingów. Niestety, nie prowadzą do niego żadne drogowskazy, żadne tablice, a i na miejscu - jak się okazało - brakuje jakichkolwiek oznaczeń. Gdyby podobny "skarb" znalazł się w granicach nieodległej Litwy wiodłyby do niego szlaki turystyczne, ścieżki krajoznawcze, przyrodnicze, etnograficzne, zbudowano by kładki, oznaczono tablicami historycznymi i promowano by je w każdy możliwy sposób. Na Podlasiu nikt jak dotąd nie wpadł na taki pomysł. To zresztą chyba nie tylko przypadłość Podlasia.
Tuż za Jatwiezią Małą, w kierunku zachodnim, za zabudowaniami kolonii rozpościerają się niewielkie zagajniki brzozowe i sosnowe, teren jest dość płaski, bo jest to już południowy skraj doliny Biebrzy i wygląda dość monotonnie w porównaniu z fantazyjnymi pagórkami okolic Korycina, Jasionówki, Brzozowej, położonymi w odległości nie więcej niż 10 km na południe od wsi. Pierwszy zagajnik po lewej, sosnowy, ma być miejscem, w którym z wielkim prawdopodobieństwem grzebano jaćwieskich uchodźców. W lasku dosłownie roi się od mniejszych i większych głazów narzutowych, większość z nich nie tworzy żadnych regularnych kręgów ani innych figur, wyglądają tak jakby zostały tu zwiezione z pól i bezładnie rzucone przez miejscowych gospodarzy. Dość gęste poszycie lasu znacznie utrudnia poszukiwania. Zupełnie nieoczekiwanie z opresji ratuje nas starszy mężczyzna przechodzący akurat leśną drogą, jak się później okaże mieszkaniec Jatwiezi Małej. Zapytany o miejsce, w którym zachowały się jakiekolwiek ślady cmentarzyska, chętnie podejmuje rozmowę i przez krzewy malin prowadzi nas do miejsca, w którym z ziemi zza wysokich traw wyrastają - z trudem dostrzegalne - kamienie, niektóre ustawione na sztorc i formujące dość regularny krąg. Szybko przekonujemy się, że nasz przypadkowo napotkany przewodnik jest prawdziwym pasjonatem nie tylko lokalnej historii. Z niekłamanym entuzjazmem snuje opowieść o historii miejsca i całej okolicy nazywanej niegdyś Jaćwieskimi Błotami, wychodząc od wzmianki o archeologach, którzy około 50 lat temu mieli tu wydobywać ludzkie szkielety. Dowiadujemy się też o grodzisku założonym na terenie Jatwiezi Dużej przez Jaćwingów ocalałych z krwawej bitwy pod Wasilkowem (około 50 km na południowy wschód, w 1281 r. Leszek Czarny miał tam rozgromić Jaćwingów powracających z wyprawy łupieżczej do Małopolski). Według naszego rozmówcy pierwsze wzmianki w źródłach pisanych o wsi Jatwieź Duża pojawiły się około 1502 r., ale dane dotyczące jej ówczesnej powierzchni wskazywałyby na to, że wieś istniała już dużo wcześniej. W opowieści starszego mężczyzny przewija się także pobliskie Dolistowo (około 9 km na północny zachód od Jatwiezi Małej), którego spalenie miał nakazać przebywający na łowach w Puszczy Nowodworskiej Zygmunt Stary, jako że wieś powstała bez jego wiedzy i zgody. Jej mieszkańców zdradziły podobno odgłosy szczekających psów i snujący się po kniei dym i zapach palonych ognisk, a przed zniszczeniem ocalił wzniesiony przez nich kościół. Rozgniewany król wycofał się z powziętej decyzji, gdy jego dworzanie donieśli mu o istnieniu w osadzie świątyni.
Mężczyzna zawstydzi nas jeszcze znajomością dokładnych dat panowania Aleksandra Jagiellończyka i Jana Olbrachta, którzy również przewiną się jego szalenie zajmującej opowieści, a po szczegóły dotyczące samego cmentarzyska odeśle nas do gminnej biblioteki w pobliskiej Suchowoli. Zanim się jednak pożegnamy, dowiemy się jeszcze, że miejsce, w którym się znajdujemy nazywane jest od stuleci przez mieszkańców Jatwiezi Budką. Otóż, w bliżej nieokreślonym czasie miała w okolicy zbierać obfite żniwo epidemia dżumy. W lesie na obrzeżach wsi wzniesiono tak zwaną budkę, w której izolowano śmiertelnie chorych mieszkańców okolicznych miejscowości, a ci mieli w niej dokonywać żywota. Ich ciała natomiast grzebali kolejni zarażeni, by następnie i oni mogli w niej pozostać i oczekiwać na rozstanie ze światem doczesnym. Ten makabryczny cykl miał trwać aż do ustąpienia śmiertelnej choroby. Stąd też niemal każdy mieszkaniec Jatwiezi Małej bez chwili zastanowienia wskaże zainteresowanym miejsce zwane Budką, wiedząc również o tym, że według archeologów jest to dawne cmentarzysko Jaćwingów. A jedno wcale nie musi wykluczać drugiego. Ofiary dżumy mogły być przecież chowane w miejscu, w którym wcześniej istniało miejsce pochówku walecznych Jaćwingów, bez względu na to czy byli oni zbiegami z Jaćwieży czy niedobitkami z bitwy pod Wasilkowem.
Obszary między północnym skrajem Puszczy Knyszyńskiej a Biebrzą tworzą najbardziej typowe z możliwych pogranicze kultur i religii. Od wczesnego średniowiecza ścierały się tu wpływy bałtyjskie (Litwini i Jaćwingowie), mazowieckie od południa i ruskie od strony Grodna. Z czasem pojawił się też kolejny rywal w postaci rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.
Jatwieź Mała i Jatwieź Duża, oraz dawna nazwa Suchowoli - Suchaja Jatwieź, wskazywałyby na to, że miejscowości te zostały założone i były zamieszkane najprawdopodobniej przez zbiegów Jaćwieży, a więc tuż zza pobliskiej granicy przebiegającej na Biebrzy - około 10 km na północ od Jatwiezi Małej.
Przypadkowo napotkany rowerzysta na drodze między Jatwiezią Dużą i Jatwiezią Dużą, precyzyjnie wyjaśnia nam, jak dostać się do miejsca zazdrośnie skrywającego średniowieczne cmentarzysko Jaćwingów. Niestety, nie prowadzą do niego żadne drogowskazy, żadne tablice, a i na miejscu - jak się okazało - brakuje jakichkolwiek oznaczeń. Gdyby podobny "skarb" znalazł się w granicach nieodległej Litwy wiodłyby do niego szlaki turystyczne, ścieżki krajoznawcze, przyrodnicze, etnograficzne, zbudowano by kładki, oznaczono tablicami historycznymi i promowano by je w każdy możliwy sposób. Na Podlasiu nikt jak dotąd nie wpadł na taki pomysł. To zresztą chyba nie tylko przypadłość Podlasia.
Tuż za Jatwiezią Małą, w kierunku zachodnim, za zabudowaniami kolonii rozpościerają się niewielkie zagajniki brzozowe i sosnowe, teren jest dość płaski, bo jest to już południowy skraj doliny Biebrzy i wygląda dość monotonnie w porównaniu z fantazyjnymi pagórkami okolic Korycina, Jasionówki, Brzozowej, położonymi w odległości nie więcej niż 10 km na południe od wsi. Pierwszy zagajnik po lewej, sosnowy, ma być miejscem, w którym z wielkim prawdopodobieństwem grzebano jaćwieskich uchodźców. W lasku dosłownie roi się od mniejszych i większych głazów narzutowych, większość z nich nie tworzy żadnych regularnych kręgów ani innych figur, wyglądają tak jakby zostały tu zwiezione z pól i bezładnie rzucone przez miejscowych gospodarzy. Dość gęste poszycie lasu znacznie utrudnia poszukiwania. Zupełnie nieoczekiwanie z opresji ratuje nas starszy mężczyzna przechodzący akurat leśną drogą, jak się później okaże mieszkaniec Jatwiezi Małej. Zapytany o miejsce, w którym zachowały się jakiekolwiek ślady cmentarzyska, chętnie podejmuje rozmowę i przez krzewy malin prowadzi nas do miejsca, w którym z ziemi zza wysokich traw wyrastają - z trudem dostrzegalne - kamienie, niektóre ustawione na sztorc i formujące dość regularny krąg. Szybko przekonujemy się, że nasz przypadkowo napotkany przewodnik jest prawdziwym pasjonatem nie tylko lokalnej historii. Z niekłamanym entuzjazmem snuje opowieść o historii miejsca i całej okolicy nazywanej niegdyś Jaćwieskimi Błotami, wychodząc od wzmianki o archeologach, którzy około 50 lat temu mieli tu wydobywać ludzkie szkielety. Dowiadujemy się też o grodzisku założonym na terenie Jatwiezi Dużej przez Jaćwingów ocalałych z krwawej bitwy pod Wasilkowem (około 50 km na południowy wschód, w 1281 r. Leszek Czarny miał tam rozgromić Jaćwingów powracających z wyprawy łupieżczej do Małopolski). Według naszego rozmówcy pierwsze wzmianki w źródłach pisanych o wsi Jatwieź Duża pojawiły się około 1502 r., ale dane dotyczące jej ówczesnej powierzchni wskazywałyby na to, że wieś istniała już dużo wcześniej. W opowieści starszego mężczyzny przewija się także pobliskie Dolistowo (około 9 km na północny zachód od Jatwiezi Małej), którego spalenie miał nakazać przebywający na łowach w Puszczy Nowodworskiej Zygmunt Stary, jako że wieś powstała bez jego wiedzy i zgody. Jej mieszkańców zdradziły podobno odgłosy szczekających psów i snujący się po kniei dym i zapach palonych ognisk, a przed zniszczeniem ocalił wzniesiony przez nich kościół. Rozgniewany król wycofał się z powziętej decyzji, gdy jego dworzanie donieśli mu o istnieniu w osadzie świątyni.
Mężczyzna zawstydzi nas jeszcze znajomością dokładnych dat panowania Aleksandra Jagiellończyka i Jana Olbrachta, którzy również przewiną się jego szalenie zajmującej opowieści, a po szczegóły dotyczące samego cmentarzyska odeśle nas do gminnej biblioteki w pobliskiej Suchowoli. Zanim się jednak pożegnamy, dowiemy się jeszcze, że miejsce, w którym się znajdujemy nazywane jest od stuleci przez mieszkańców Jatwiezi Budką. Otóż, w bliżej nieokreślonym czasie miała w okolicy zbierać obfite żniwo epidemia dżumy. W lesie na obrzeżach wsi wzniesiono tak zwaną budkę, w której izolowano śmiertelnie chorych mieszkańców okolicznych miejscowości, a ci mieli w niej dokonywać żywota. Ich ciała natomiast grzebali kolejni zarażeni, by następnie i oni mogli w niej pozostać i oczekiwać na rozstanie ze światem doczesnym. Ten makabryczny cykl miał trwać aż do ustąpienia śmiertelnej choroby. Stąd też niemal każdy mieszkaniec Jatwiezi Małej bez chwili zastanowienia wskaże zainteresowanym miejsce zwane Budką, wiedząc również o tym, że według archeologów jest to dawne cmentarzysko Jaćwingów. A jedno wcale nie musi wykluczać drugiego. Ofiary dżumy mogły być przecież chowane w miejscu, w którym wcześniej istniało miejsce pochówku walecznych Jaćwingów, bez względu na to czy byli oni zbiegami z Jaćwieży czy niedobitkami z bitwy pod Wasilkowem.
poniedziałek, 4 lipca 2011
W poszukiwaniu Jaćwingów
Jatwieź Mała, Jatwieź Duża, Jadeszki, Jaświły, Romejki, wsie na lewym brzegu Biebrzy, o bałtyjsko brzmiących nazwach. Gdy dodać do nich jeszcze dawną nazwę pobliskiej Suchowoli - Suchaja Jaćwież, można odnieść wrażenie, że znaleźliśmy się na ziemach rdzennie jaćwieskich. W nieodległym Korycinie z kolei kościół miał powstać na wzgórzu będącym we wczesnym średniowieczu miejscem kultu pogańskiego zamieszkujących te ziemie Bałtów. Pobliska wieś Kumiała, rzeka Kumiałka, swoje nazwy wywodzą niewątpliwie od litewskiego, a może także i jaćwieskiego słowa "kumele" oznaczajacego klacz. Z pewnością nie bez powodu Jatwieź Duża, Jatwieź Mała czy dawniej Suchaja Jatwieź zawierają w sobie człon wskazujący bądź na założycieli tych wsi, bądź na uchodźców z drugiego brzegu Biebrzy, którzy schronili się przed eksterminacją ze strony Krzyżaków na bezpieczniejszym najwyraźniej terytorium pogranicza litewsko-jaćwiesko-ruskiego.
Z kolei czy bałtyjsko brzmiące nazwy wsi Jadeszki, Romejki, osady Jaświły, wskazują raczej na osadników litewskich czy być może także na zbiegów z ziem jaćwieskich położonych na prawym brzegu Biebrzy?
By poznać odpowiedzi na te pytania będziemy musieli z pewnością jeszcze poczekać na szereg badań archeologicznych, językoznawczych, historycznych kwerend, a teraz możemy co najwyżej popuścić wodze fantazji, czemu zresztą okolice te wyjątkowo sprzyjają, ze swoimi malowniczo falującymi krajobrazami, meandrującymi rzekami, strumykami, wsiami z zabudową, która przenosi nas w czasie o dobrych kilkadziesiąt lat wstecz. Rzeczywiście jest w tych łagodnych pagórkach, drewnianych domach o dwuspadowych dachach, wszechogarniajacej ciszy, murszejących drewnianych krzyżach na rozstajach dróg, skromnych kapliczkach na wiekowych drzewach, które zostały na nich powieszone, jakby dla uświęcenia pozostałości dawnych pogańskich gajów, albo świętych drzew, którym być może jeszcze długo po oficjalnym przyjęciu chrztu przez Litwę, miejscowa ludność oddawała cześć, spora doza tajemnicy, która uchyla furtkę naszej wyobraźni i być może nawet ma ten stan w sobie więcej uroku niż wiedza, którą kiedyś możliwe, że posiądziemy. Teraz pozostaje nam jedynie snucie domysłów i odkrywanie kolejnych miejsc pełnych nierzeczywistego wręcz uroku i zagadek, takich jak prawdopodobnie jaćwieskie cmentarzysko w okolicach Jatwiezi Małej, wiekowy wiatrak holender zagubiony gdzieś na polach między Jatwiezią Dużą a Dzięciołowem, kilkumetrowy murszejący krzyż wciśnięty między dwa rosnące obok siebie drzewa o rozłożystych konarach przed wsią Jadeszki, pełen uroku, stary bruk przecinający wieś Jadeszki, o drewnianej w większości zabudowie, pełne magii Romejki położone w kotlince między malowniczymi wzgórzami, przez które wąska asfaltowa droga wije się niczym górske serpentyna. A ze wzgórza tuż za Romejkami roztacza się widok zapierający dech w piersiach na falujące fantazyjnie pagórki, drewniany wiatrak tym razem typu koźlak, sosnowe zagajniki i pobłyskujące w słońcu zabudowania wsi Bobrówka z wybijającą się na pierwszy plan wieżą kościoła wzniesionego w latach 80-tych ubiegłego już wieku. A w samej Bobrówce co najmniej dwie sędziwe drewniane kapliczki z cudem ocalałymi świątkiami - świątek z drewnianej kapliczki przed Jatwiezią Małą takiego szczęścia już nie miał, padł najwyraźniej łupem jakiegoś domorosłego "miłośnika" historii i antyków - i jedna murowana na skraju wsi, z także ocalałym drewnainym świątkiem, który łagodnie oparł się o świeżo pobieloną ścianę. I kościół, który trudno uznać za zabytkowy, ale niepozbawiony przecież uroku, dość nietypowy, swoją architekturą nawiązujący nieco do słonecznego, lekkiego włoskiego renesansu, z delikatną arkadową galerią na prawo od wejścia głównego i jakby gotyckimi skarpami od strony północnej.
Czy wreszcie stary, drewniany krzyż między Bobrówką a Brzozową, który na przestrzeni kilkudziesięciu lat stracił prawdopodobnie kilka metrów i z ziemi wystaje jedynie to, co dzielnie oparło się zębowi czasu, który nie raczył oszczędzić nawet krawędzi ramion. I na sam koniec kamienny kościół w Brzozowej powstały w latach 1859 - 1865., z niewysoką, przysadzistą dzwonnicą, bieloną fasadą, otoczony pozostałościami dawnego cmentarza, na którym, jak wynika z ułamanej tablicy Antoni Kalinowski ze wsi Bobrówka prosi o trzy Zdrowaś Marya.
Tę podróż można i warto kontynuwać dłużej, nawet jeśli Jaćwingów nie uda nam się odnaleźć, a zresztą w tych splątanych podlaskich losach, na dawnych ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego któż taką pewność mieć może?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...
-
Kapliczki, święte figury, wiekowe sosny, cudem oclałe wśród zachłannie wdzierającej się deweloperskiej architektury. Wydeptana ścieżka wzd...

























