Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałtowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałtowie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 grudnia 2011

Suchowolsko - okopowe impresje z księdzem Jerzym Popiełuszką w tle

Nie wyobrażam sobie roku bez wizyty w Okopach koło Suchowoli, niewielkiej, pozornie ponurej wioski około 50 km na północ od Białegostoku, z kilkoma opuszczonymi domostwami, przydrożnymi krzyżami, otoczonej wzgórzami, wyglądającymi, jak średniowieczne grodziska Jaćwingów albo kurhany. Podobno nazwa wsi wywodzi się właśnie od kurhanów, które miejscowa ludność nazywała okopami. A być może są to jakieś dawne szańce?

Pierwsze osady na tych terenach zakładali z pewnością Jaćwingowie, pobliska Suchowola zwała się pierwotnie Suchaja Jatwieź, na zachód od Suchowoli do dziś istnieją wsi o wiele mówiących nazwach - Jatwieź Mała, Jatwieź Duża. Nieodległy Skindzierz jest również nazwą pochodzenia bałtyjskiego, podobnie, jak i Kumiała (od słowa "kumele", które w języku litewskim oznacza klacz), Dryga, Igryły. Niewiele wiemy o języku jaćwieskim, stąd też trudno dziś stwierdzić czy mamy tu do czynienia z toponimami pochodzenia litewskiego czy jaćwieskiego, a najprawdopodobniej stykamy się z jednymi i drugimi. Na ziemiach tych lokowali się bowiem osadnicy z głębokiej Litwy, może nawet ze Żmudzi, a więc rodowici, etniczni Litwini, jak też wschodni Słowianie, Rusini z okolic Grodna, z czasem zaczęło tu też sięgać osadnictwo z sąsiedniego Mazowsza. Do dziś niektórzy mieszkańcy tych okolic władają dialektem języka białoruskiego, choć wyznają katolicyzm. Wystąpiło tu prawdopodobnie zjawisko, z jakim mieliśmy do czynienia także w okolicach Wilna, kiedy to etniczni Litwini w zetknięciu z ludnością ruską, o wyższej kulturze i dużo bardziej zaawansowanej cywilizacyjnie, slawizowali się na przestrzeni stuleci. Nie można też wykluczyć dość powszechnego przechodzenia dawnych unitów - po wydaniu w 1905 r. ukazu tolerancyjnego przez cara Mikołaja II - na katolicyzm. Dawni unici i ich potomkowie po kasacie Unii Brzeskiej dokonanej w 1839 r. na ziemiach Rzeczypospolitej wcielonych bezpośrednio do Imperium Rosyjskiego, a więc dużo wcześniej niż w Królestwie Polskim (w 1875 r.), kiedy pojawiły się sprzyjające temu okoliczności, przechodzili masowo na katolicyzm, bo jedynie taką możliwość dawał im wspomniany edykt tolerancyjny z 1905 r., nie przywracał przecież Unii Brzeskiej.

Nie bez powodu zatem jeszcze w ubiegłym miesiącu na Rynku w Suchowoli, tuż przy kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła, naprzeciw pomnika ks. Jerzego Popiełuszki, słyszałem rozmowę dwóch starszych mężczyzn, przeplatających polskie słowa, słowami pochodzącymi z pewnością z dialektu białoruskiego. Ksiądz Popiełuszko musiał sam władać w młodości tą melodyjną mieszanką języków.

Nie jest to jakaś banalna i pusta, jak wydmuszka multi-kulti, ale realne dziedzictwo wielokulturowego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Okopy i Suchowola należały przed rozbiorami do województwa trockiego. Tu w XVII w. pojawili się Żydzi, którzy wznieśli w Suchowoli piękną, okazałą drewnianą synagogę, będącą pierwszą świątynią w miasteczku. Tuż po nich, bo w wieku XVIII w Suchowoli zaczął stacjonować pułk tatarski. Z czasem Tatarzy zajęli się dużo bardziej pokojową działalnością, a mianowicie garbarstwem i ogrodnictwem. Dziś w Suchowoli mieszka 58 Tatarów. Można się tu zatrzymać w muzułmańskim Domu Pielgrzyma, niedaleko plebanii kościoła Św. Apostołów Piotra i Pawła, który oferuje także sposobność posmakowania tradycyjnych potraw kuchni tatarskiej. Stąd też już tylko o krok mamy Izbę Pamięci ks. Jerzego Popiełuszki, ulokowaną przestronnym pomieszczeniu przy plebanii, a w niej publikacje poświęcone Błogosławionemu, sutanna, kawałek sznura, którym był spętany przez oprawców, książka - nagroda z czasów nauki w szkole podstawowej, stare fotografie, zabytkowa chrzcielnica, poduszka, którą kapłan miał podłożoną w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku.

Dnia 30 października 1984 r. ciało zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki przewieziono do Białegostoku w celu wykonania sekcji zwłok. 2 listopada wiadomość o tym, że zwłoki księdza będą transportowane do Warszawy rozniosła się po mieście lotem błyskawicy. Na drodze przejazdu konduktu zgromadziły się tysiące białostocczan, taksówkarze uformowali kolumnę złożoną prawdopodobnie z kilkuset aut, towarzyszącą księdzu aż do rogatek miasta, wolno z włączonymi klaksonami, przesuwającą się ulicami miasta. Za ten gest zostali zresztą później ukarani przez stosowne władze. Pamiętam, że tego dnia Mama wróciła do domu zapłakana i łamiącym się głosem, opowiedziała nam o żegnających ks. Popiełuszkę tłumach, była ogromnie wzruszona i przejęta. Każdy, kto miał tylko taką możliwość, pod byle pretekstem, wychodził z pracy, by uczestniczyć w pożegnaniu kapelana "Solidarności".

Gdy teraz spoglądam na zdjęcia wykonane w czasie procesu mordercy Grzegorza Piotrowskiego i Matki Księdza - Marianny Popiełuszko, skromnej, prostej kobiety, w chustce na głowie, wspartej na drewnianej lasce, przeszywają mnie dreszcze. Jest coś absolutnie mistycznego w tym zestawieniu pewnego siebie, inteligentnego mężczyzny i prostej, ale wręcz nieziemsko mądrej kobiety z małej, ubogiej wsi na Podlasiu, która w tym "starciu światów", odniosła prawdziwe zwycięstwo.

































poniedziałek, 17 października 2011

Cmentarzysko Jaćwingów w Jatwiezi Małej

Niedzielnym chłodnym, acz słonecznym popołudniem dzięki wsparciu dwóch mieszkańców Jatwiezi Małej - wsi położonej około 50 km na północ od Białegostoku - udaje nam się wreszcie odnaleźć prawdopodobne średniowieczne cmentarzysko Jaćwingów.

Obszary między północnym skrajem Puszczy Knyszyńskiej a Biebrzą tworzą najbardziej typowe z możliwych pogranicze kultur i religii. Od wczesnego średniowiecza ścierały się tu wpływy bałtyjskie (Litwini i Jaćwingowie), mazowieckie od południa i ruskie od strony Grodna. Z czasem pojawił się też kolejny rywal w postaci rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.

Jatwieź Mała i Jatwieź Duża, oraz dawna nazwa Suchowoli - Suchaja Jatwieź, wskazywałyby na to, że miejscowości te zostały założone i były zamieszkane najprawdopodobniej przez zbiegów Jaćwieży, a więc tuż zza pobliskiej granicy przebiegającej na Biebrzy - około 10 km na północ od Jatwiezi Małej.

Przypadkowo napotkany rowerzysta na drodze między Jatwiezią Dużą i Jatwiezią Dużą, precyzyjnie wyjaśnia nam, jak dostać się do miejsca zazdrośnie skrywającego średniowieczne cmentarzysko Jaćwingów. Niestety, nie prowadzą do niego żadne drogowskazy, żadne tablice, a i na miejscu - jak się okazało - brakuje jakichkolwiek oznaczeń. Gdyby podobny "skarb" znalazł się w granicach nieodległej Litwy wiodłyby do niego szlaki turystyczne, ścieżki krajoznawcze, przyrodnicze, etnograficzne, zbudowano by kładki, oznaczono tablicami historycznymi i promowano by je w każdy możliwy sposób. Na Podlasiu nikt jak dotąd nie wpadł na taki pomysł. To zresztą chyba nie tylko przypadłość Podlasia.

Tuż za Jatwiezią Małą, w kierunku zachodnim, za zabudowaniami kolonii rozpościerają się niewielkie zagajniki brzozowe i sosnowe, teren jest dość płaski, bo jest to już południowy skraj doliny Biebrzy i wygląda dość monotonnie w porównaniu z fantazyjnymi pagórkami okolic Korycina, Jasionówki, Brzozowej, położonymi w odległości nie więcej niż 10 km na południe od wsi. Pierwszy zagajnik po lewej, sosnowy, ma być miejscem, w którym z wielkim prawdopodobieństwem grzebano jaćwieskich uchodźców. W lasku dosłownie roi się od mniejszych i większych głazów narzutowych, większość z nich nie tworzy żadnych regularnych kręgów ani innych figur, wyglądają tak jakby zostały tu zwiezione z pól i bezładnie rzucone przez miejscowych gospodarzy. Dość gęste poszycie lasu znacznie utrudnia poszukiwania. Zupełnie nieoczekiwanie z opresji ratuje nas starszy mężczyzna przechodzący akurat leśną drogą, jak się później okaże mieszkaniec Jatwiezi Małej. Zapytany o miejsce, w którym zachowały się jakiekolwiek ślady cmentarzyska, chętnie podejmuje rozmowę i przez krzewy malin prowadzi nas do miejsca, w którym z ziemi zza wysokich traw wyrastają - z trudem dostrzegalne - kamienie, niektóre ustawione na sztorc i formujące dość regularny krąg. Szybko przekonujemy się, że nasz przypadkowo napotkany przewodnik jest prawdziwym pasjonatem nie tylko lokalnej historii. Z niekłamanym entuzjazmem snuje opowieść o historii miejsca i całej okolicy nazywanej niegdyś Jaćwieskimi Błotami, wychodząc od wzmianki o archeologach, którzy około 50 lat temu mieli tu wydobywać ludzkie szkielety. Dowiadujemy się też o grodzisku założonym na terenie Jatwiezi Dużej przez Jaćwingów ocalałych z krwawej bitwy pod Wasilkowem (około 50 km na południowy wschód, w 1281 r. Leszek Czarny miał tam rozgromić Jaćwingów powracających z wyprawy łupieżczej do Małopolski). Według naszego rozmówcy pierwsze wzmianki w źródłach pisanych o wsi Jatwieź Duża pojawiły się około 1502 r., ale dane dotyczące jej ówczesnej powierzchni wskazywałyby na to, że wieś istniała już dużo wcześniej. W opowieści starszego mężczyzny przewija się także pobliskie Dolistowo (około 9 km na północny zachód od Jatwiezi Małej), którego spalenie miał nakazać przebywający na łowach w Puszczy Nowodworskiej Zygmunt Stary, jako że wieś powstała bez jego wiedzy i zgody. Jej mieszkańców zdradziły podobno odgłosy szczekających psów i snujący się po kniei dym i zapach palonych ognisk, a przed zniszczeniem ocalił wzniesiony przez nich kościół. Rozgniewany król wycofał się z powziętej decyzji, gdy jego dworzanie donieśli mu o istnieniu w osadzie świątyni.

Mężczyzna zawstydzi nas jeszcze znajomością dokładnych dat panowania Aleksandra Jagiellończyka i Jana Olbrachta, którzy również przewiną się jego szalenie zajmującej opowieści, a po szczegóły dotyczące samego cmentarzyska odeśle nas do gminnej biblioteki w pobliskiej Suchowoli. Zanim się jednak pożegnamy, dowiemy się jeszcze, że miejsce, w którym się znajdujemy nazywane jest od stuleci przez mieszkańców Jatwiezi Budką. Otóż, w bliżej nieokreślonym czasie miała w okolicy zbierać obfite żniwo epidemia dżumy. W lesie na obrzeżach wsi wzniesiono tak zwaną budkę, w której izolowano śmiertelnie chorych mieszkańców okolicznych miejscowości, a ci mieli w niej dokonywać żywota. Ich ciała natomiast grzebali kolejni zarażeni, by następnie i oni mogli w niej pozostać i oczekiwać na rozstanie ze światem doczesnym. Ten makabryczny cykl miał trwać aż do ustąpienia śmiertelnej choroby. Stąd też niemal każdy mieszkaniec Jatwiezi Małej bez chwili zastanowienia wskaże zainteresowanym miejsce zwane Budką, wiedząc również o tym, że według archeologów jest to dawne cmentarzysko Jaćwingów. A jedno wcale nie musi wykluczać drugiego. Ofiary dżumy mogły być przecież chowane w miejscu, w którym wcześniej istniało miejsce pochówku walecznych Jaćwingów, bez względu na to czy byli oni zbiegami z Jaćwieży czy niedobitkami z bitwy pod Wasilkowem.
















piątek, 28 stycznia 2011

Korycin i okolice (tropem być może Jaćwingów i nie tylko)

Korycin jest urokliwym miasteczkiem, położonym na północ od Białegostoku, w odległości niecałych 40 km. Najpierw czeka nas podróż przez piękną o każdej porze roku i niestety rozjeżdżaną każdego dnia przez tysiące TIRów Puszczę Knyszyńską, jedyny bodaj w Polsce las o tak wybitnie borealnym charakterze.

Krajobrazy otwierające się tuż za północnymi rogatkami Białegostoku, których granicę wyznaczyłbym między dzielnicą Białostoczek a lasem Pietrasze, swego czasu, prywatnie nazwałem litewskimi, ale dużo lepszym określeniem byłoby chyba - krajobrazy północne - łagodnie falujące pagórki porośnięte lasami o postrzępionych, ostrych wierzchołkach świerków i sosen. Zapierający dech w piersiach widok roztacza się na wysokości Zajazdu "Wiking", tuż za lasem Pietrasze, a jeszcze nieco przed Białostockim Muzeum wsi. Ze wzgórza ogarniamy wzrokiem aż po horyzont delikatne wzniesienia, płynącą w dolince rzekę Supraśl, nadrzeczne łąki, pola, zabudowania wsi Jurowce i czerniejący masyw Puszczy Knyszyńskiej na widnokręgu. Gdy wszystko to tonie w łagodnym, północnym, rozproszonym słońcu może stać się przyczynkiem do uniesień niemal mistycznych. Miejsce to - na granicy Pietrasz jest istną Bramą na Północ, tędy wiedzie droga na Litwę, do Łotwy i dalej do Estonii.

Za Jurowcami natomiast otwiera się puszcza i przez dobrych kilkanaście kilometrów jedziemy tunelem utworzonym przez smukłe, majestatyczne, pnące się ku niebu świerki i sosny, z rozległą polaną, na której rozłożyły się Rybniki, wieś o silnych tradycjach związanych z Armią Krajową. W okolicy można odnaleźć wiele krzyży poświęconych partyzantom. W czasie jednej z wypraw rowerowych zapytany przez nas o drogę staruszek, siedzący na ławce przy drewnianym domu z ogrodem, opowiedział nam historię jednego z nich, ustawionego tuż przy leśnej, piaszczystej drodze w kierunku do bodaj Czarnej Wsi Kościelnej, w odległości ledwie 2 km od Rybnik. Mężczyzna zaproponował nam nawet, że nas do niego poprowadzi, ale że pora była dość późna, to umówiliśmy się na inny czas.

Od obrzeży Puszczy Knyszyńskiej, tj. z okolic Przewalanki, do Korycina mamy jeszcze kilkanaście kilometrów. Krajobraz wciąż malowniczo pofałdowany, na pojedyńczych wzgórzach wyspowo rosną sosnowe zagajniki, co kilka kilometrów rozstawiły się drewniane wiatraki typu holenderskiego z nieistniejącymi już skrzydłami. Aż wreszcie otwiera się panorama Korycina. Dwie, neogotyckie, smukłe wieże kościoła, który stanął jakby na uboczu, na wzgórzu, po prawej stronie drogi, a całe miasteczko rozłożyło się na zachód od niego.

P. Borowik i G. Ryżewski w artykule "Korycin - historia i zabytki" z dnia 16.08.2006 r., opublikowanym na stronie internetowej Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków snują przypuszczenia, że na terenie tym we wczesnym średniowieczu mogli zamieszkiwać Bałtowie:

"Być może we wczesnym średniowieczu tereny te należały do ludów bałtyjskich, z których wyłonili się Litwini, Prusowie, Jaćwingowie"

A sam kościół mógł wedle Autorów zostać wzniesiony na wzgórzu, które niegdyś było miejscem kultu pogańskiego:

"Według tradycji przekazanej przez księdza Kurczewskiego pierwszy kościół w Korycinie miał być założony przez Zygmunta Augusta w 1571 r. Być może istnienie tej świątyni łączyć należy z osadą misyjną, założoną w Puszczy Kuźnickiej, której zachodnia połać zaczęła w tym czasie podlegać procesowi kolonizacji. Według podań ustnych na wzgórzu kościelnym funkcjonowało przedchrześcijańskie miejsce kultu. Jeszcze w XVIII w. czczono święte źródło wypływające z usytuowanego za plebanią parku. Wczesne osadnictwo tych ziem oraz początkowa nazwa wsi - Kumiała - Dąbrówka (poganie czcili święte gaje i dąbrowy) mogą wskazywać na prawdziwość tych legend. Znany jest również fakt, że świątynie chrześcijańskie lokalizowano w takich właśnie miejscach, czczonych przez pogańską ludność, adaptując w ten sposób pradawne ośrodki kultowe".

O tym, że ziemie te mogły być kiedyś zamieszkałe przez Bałtów świadczą też nazwy topograficzne miesjcowości czy rzek. Znajomy Litwin twierdzi, że nazwa przepływającej nieopodal rzeczki Kumiałka jest typowo bałtyjskiego pochodzenia - w języku litewskim słowo "kumele" oznacza kobyłę. Nie podejmuje się jednak rozstrzygnięcia czy forma "Kumiałka" - przez dodanie końcówki "ka" nieco zeslawizowana - jest pochodzenia jaćwieskiego czy litewskiego. Oba ludy były ze sobą blisko spokrewnione, języki podobne, bo wywodzące się z grupy języków bałtyjskich.

Wracając zaś do samego kościoła (kościół Podwyższenia i Znalezienia Świętego Krzyża) - swój obecny kształt uzyskał w latach 1899 - 1905, a stojąca naprzeciw niego kamienna dzwonnica została wzniesiona dużo wcześniej, bo w 1744 r. Świątynię otacza niewysoki mur i cztery drewniane kapliczki. Ze wzgórza roztacza się malowniczy widok na sztuczny zbiornik wodny, wyglądający jak naturalne jezioro, i intrygujący, tajemniczy park za plebanią, który jako żywo przypomina święty pogański gaj. Wnętrze kościoła, choć jest dość jasne - to w końcu tylko niedoskonały neogotyk, a nie czystej krwi gotyk - sprzyja wyciszeniu i kontemplacji.

Samo miasteczko kusi swoją atmosferą ciszy, spokoju i błogości. Drewniane domki z gankami, o dwuspadowych dachach, z przydomowymi ogrodami, pomnik Zygmunta III Wazy ustawiony naprzeciw Urzędu Gminy, a upamiętniający erygowanie przez tegoż króla parafii w 1601 r. we wsi Dąbrówka -Kumiała (ówczesna nazwa Korycina); rynek, który został niedawno okrutnie rozkopany, najwyraźniej z myślą o przebudowie, a z jakim rezultatem, już wkrótce się przekonamy.

Poza tym Korycin nieodmiennie kojarzy się z pysznymi serami korycińskimi, wyrabianymi domowymi metodami przez miejscowe gospodynie już od setek lat. Ser w smaku absolutnie oryginalny, będący czymś pośrednim między serem białym a żółtym. Korycinianki dodają do nich albo czosnek, albo bazylię, albo kminek, bądź inne zioła, mogą być także bez dodatków, ale to i tak nie ma większego znaczenia, bowiem z dodatkami czy bez, zawsze są doskonale. No i wreszcie truskawki, soczyste, pachnące, naturalnie czerwone, sprzedawane w podkorycińskich wsiach przez dzieci przy ruchliwej niestety drodze. To za ich sprawą Korycin i cała gmina zyskały miano najprawdziwszego zagłębia truskawkowego.












































































































Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...