Są takie słowa, takie zdania, takie teksty, takie wiersze, książki, opowiadania, artykuły, za sprawą których mamy wrażenie, że gdzieś tam w naszej głowie otwierają się kolejne drzwi do zrozumienia świata i człowieka. I choć gorzko one brzmią, to czytając je mamy poczucie szcęścia, że nie jesteśmy sami, nie jesteśmy jedynymi, którzy nawet przez najczarniejszy smutek i gorycz uzyskują klucz do uporządkowania gdzieś tam w swoim wnętrzu postrzeganego świata, nadania mu znaczenia i wyrwania się z bezsensu.
Poniżej zamieszczam jeden z takich tekstów, na który się natknąłem właśnie dziś w słowackim tygodniku "Tyżdeń"(www.tyzden.sk):
"Boże Narodzenie - Święto pokoju? Nic podobnego!" Juraj Kušnierik
"Aby nie doszło do nieporozumienia: rodzina jest rzeczą cudowną i ważną, a pokoju nigdy dość. Jak się te dwie rzeczy ze sobą połączą, chociaż na kilka dni w pokojowym rodzinnym współżyciu, to jest to piękne i pełne sensu. A jeśli jeszcze to nastąpi w Boże Narodzenie, to jest wspaniale.
Ale Boże Narodzenie nie jest Swiętem ani rodziny ani pokoju.
Boże Narodzenie jest świętem człowieka, który nie jest pewny czy to, co robi ma sens, któremu wszystko rozpada się w rękach, a on nie wie, co z tym począć. I na przekór wszystkiemu wierzy, że wydarzy się cud i ktoś się do niego uśmiechnie i powie mu: "Dobrze to robisz".
Boże Narodzenie jest świętem ludzi, któzy czekają w strachu i bólu w salach szpitalnych, ludzi, którzy chiceliby być szczęśliwi i spokojni, ale sami zdają sobie sprawę z tego, że świat, w którym się czuli jak w domu, oddala się od nich. A pragną tego, by ból nie był jedyną drogą i aby śmierć nie miała ostatniego słowa.
Boże Narodzenie jest świętem ludzi nie mających domu, poniewierających się po ulicach Bratysławy, którzy by chcieli już raz na zawsze obudzić się w cieple Domu.
Boże Narodzenie jest świętem niespokojnych głupców, którzy stale czegoś szukają, a przy tym wszystko szybko tracą. I dopiero wtedy, gdy są sami i nikt im się nie przygląda, w ciszy przyznają się przed sobą samymi, że chcieliby już raz na zawsze przestać szukać, a zacząć znajdywać.
Boże Narodzenie jest świętem uciekinierów, świętem tych, którzy chcieliby być pełni pokoju i szczęścia, ale narodzili się w niewłaściwym czasie i niewłaściwym miejscu. I już niemal wcale nie wierzą w to, że coś takiego jak "właściwe miejsce" w ogóle istnieje.
Boże Narodzenie jest świętem tych, którzy boleją nad śmiercią najbliższych i szalenie pragną, aby śmierć z kosą nie miała ostatniego słowa.
Boże Narodzenie jest świętem Maryi, której nikt nie chciał uwierzyć, że ojcem jej dziecięcia jest Bóg, i jest świętem Józefa, któy nie ptorafi jej zapewnić godnego miejsca na poród.
Boże Narodzenie jest świętem trzech mędrców, którzy porzucili wszystko i sami nie wiedząc dobrze w jakim celu, udali się za gwiazdą.
Boże Narodzenie jest świętem niewiniątek, które giną w Betlejem i jego okolicach, których matki popadają w depresję, a ojcowie grożą niebu.
Boże Narodzenie jest świętem ciemności, pośród której nieoczekiwanie zaczyna jaśnieć światło.
Boże Narodzenie jest świętem lęku, któy śni o pokoju.
Boże Narodzenie jest świętem świata, dla którego rodzi się bezbronne dziecię, aby go trzydzieści lat później swoją śmiercią ocalić.
Błogosławionych świąt!"
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą casopis Tyzden. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą casopis Tyzden. Pokaż wszystkie posty
piątek, 25 grudnia 2009
czwartek, 27 sierpnia 2009
Wschodnia Słowacja
Wreszcie - po dwóch latach nieobecności - udało mi się wrócić do ukochanej Słowacji. Wschodnia Słowacja, Bardejów, Stara Lubovnia, Sabinow, Preszów. Pogranicze wyśmienite, jeszcze bardziej niż Podlasze, tak, tak Podlasze, kraina pod Lachami, a nie jakaś ziemia pod lasami, bo to przecież byłaby brednia, rejon porośnięty prastarymi puszczami miałby być krainą położoną gdzieś pod lasami? Nic z tego, to była ziemia tuż przy Lachach, stąd to Podlasze, Podlachia - na starych mapach. Ale do rzeczy - wschodnia Słowacja to pogranicze modelowe, ze swoją pigułką w postaci Kurova - małej wioski tuż po przekroczeniu granicy w okolicach Muszynki. Wioska wielkości powiedzmy Jurowiec pod Białymstokiem, może jeszcze mniejsza, w której przy każdej wizycie odwiedzam kościół katolicki, grekokatolicki i cerkiew prawosławną. Tym razem, dosłownie przedwczoraj dowiaduję się od dzwonnika z cerkwi grekokatolickiej, że najwięcej jest tu wyznawców Unii.
Pogranicze na którym wymieszali się jak w garncu Słowianie - Słowacy, Rusini czy Rusnacy, Madziarzy, Wołosi, Niemcy, Żydzi, a pewnie i jeszcze kilka innych nacji można byłoby dorzucić. To stąd zapewne takie ciekawe typy urody płci obojga - śniade panie o czarnych lub lśniących brązowych włosach, tacy też panowie, ciemni blondyni i ciemne blondynki o oliwkowej karnacji, płowowłose piękności o dużych ciemnych oczach albo ciemnowłose o karnacji mlecznobiałej.
Ale zostawmy na razie typy urody i przejdźmy do bogactwa kulturowego. Dziś przystanek Preszów - Presov. W rynku piękne kamienice renesansowe, późnogotycki kościół, a tuż dalej przepiękna barokowa cerkiew grekokatolicka, nieopodal kościoła zbór ewangelcki i miejsce kaźni uczestników powstania antyhasburskiego z bodaj 1697 r. - szlachciców madziarskich i mieszczan. Pomnik upamiętniający ofiary epidemii z 1751 r. (daty pewien już nie jestem - ta zawodna ludzka pamięć!) w miejscu egzekucji zarządzonej przez habsburskiego generała.
W grekokatolickiej cerkwi modlę się przy grobach męczenników tego kościoła - biskupów Vasyla Hopko i Pavla Gojdica. Władze komunistyczne żarliwie zwalczały unitów, przekazując ich majątek cerkwi prawosławnej. Łatwiej było im kontrolować cerkiew prawosławną niż uznających zwierzchnictwo Watykanu grekokatolików, do tego dochodziła jeszcze stara i dobra zasada "dziel i rządź" i zarzewie konfliktu mamy gotowe na lata.
Preszowska cerkiew z zewnątrz wygląda - przez swój czysty barok - jak kościół katolicki, dopiero po wejściu do wewnątrz, widząc rzucający się w oczy przepiękny ikonostas nie mamy wątpliwości, że jest to świątynia obrządku wschodniego, bizantyjskiego. Zwracamy także uwagę na tablicę upamiętniającą wizytę w 1995 r. w Preszowie i w samej cerkwi Jana Pawła II, oraz kopię całunu turyńskiego. Uprzejma zakonnica zapala nam światło przy tablicy opisującej jego historię.
A właśnie a propos uprzejmości - otóż ta wydaje się być jakąś cechą narodową Słowaków. To nie tylko moje spostrzeżenie, i nie poczynione po raz pierwszy, ale potwierdzające się przy każdej wizycie w tym pięknym kraju, a zatem pretendujące do prawdy jedynej. Gdzie byśmy się nie pojawili - sklep, kiosk, parking, toaleta publiczna, księgarnia, wszędzie jesteśmy witani - nie dawano nam nigdy dojść pierwszym do słowa - pozdrowieniem "dobry den", niewymuszonym, szczerym, z towarzyszącym mu uśmiechem. Nie widać tu na ulicach tak powszechnego u nas typu Polaczka - cwaniaczka, niedostrzegalna jest też agresja. Nie miejmy jednak złudzeń raj to, to nie jest, choć istnieje podobno Słowacki Raj, ale jest to - o ile mi wiadomo, bo tam nie byłem - raczej kompleks jaskiń niż raj biblijny czy ziemia obiecana. Mniej lub bardziej regularna lektura słowackiego tygodnika "Tyżdeń" pozbawia mnie też jakichkolwiek złudzeń. Co nie zmienia jednak faktu, że kultura relacji międzyludzkich dnia codziennego jest tą dziedziną życia, której Polacy powinni się od Słowaków uczyć. A co do owego tygodnika, to nabyłem go po raz pierwszy w życiu w wersji papierowej i oddaję się każdego popołudnia nieziemskiej, błogiej, rozkosznej przyjemności obcowania z językiem słowackim, którego próbuję także w mowie, co jednak nie wzbudza entuzjazmu wśród samych Słowaków, na który - nie ukrywam - tak bardzo liczyłem. Ech, cóż, próżność ludzka nie zna miary, na pochwały trzeba jeszcza widocznie poczekać.
Ciąg dalszy nastąpi...
Pogranicze na którym wymieszali się jak w garncu Słowianie - Słowacy, Rusini czy Rusnacy, Madziarzy, Wołosi, Niemcy, Żydzi, a pewnie i jeszcze kilka innych nacji można byłoby dorzucić. To stąd zapewne takie ciekawe typy urody płci obojga - śniade panie o czarnych lub lśniących brązowych włosach, tacy też panowie, ciemni blondyni i ciemne blondynki o oliwkowej karnacji, płowowłose piękności o dużych ciemnych oczach albo ciemnowłose o karnacji mlecznobiałej.
Ale zostawmy na razie typy urody i przejdźmy do bogactwa kulturowego. Dziś przystanek Preszów - Presov. W rynku piękne kamienice renesansowe, późnogotycki kościół, a tuż dalej przepiękna barokowa cerkiew grekokatolicka, nieopodal kościoła zbór ewangelcki i miejsce kaźni uczestników powstania antyhasburskiego z bodaj 1697 r. - szlachciców madziarskich i mieszczan. Pomnik upamiętniający ofiary epidemii z 1751 r. (daty pewien już nie jestem - ta zawodna ludzka pamięć!) w miejscu egzekucji zarządzonej przez habsburskiego generała.
W grekokatolickiej cerkwi modlę się przy grobach męczenników tego kościoła - biskupów Vasyla Hopko i Pavla Gojdica. Władze komunistyczne żarliwie zwalczały unitów, przekazując ich majątek cerkwi prawosławnej. Łatwiej było im kontrolować cerkiew prawosławną niż uznających zwierzchnictwo Watykanu grekokatolików, do tego dochodziła jeszcze stara i dobra zasada "dziel i rządź" i zarzewie konfliktu mamy gotowe na lata.
Preszowska cerkiew z zewnątrz wygląda - przez swój czysty barok - jak kościół katolicki, dopiero po wejściu do wewnątrz, widząc rzucający się w oczy przepiękny ikonostas nie mamy wątpliwości, że jest to świątynia obrządku wschodniego, bizantyjskiego. Zwracamy także uwagę na tablicę upamiętniającą wizytę w 1995 r. w Preszowie i w samej cerkwi Jana Pawła II, oraz kopię całunu turyńskiego. Uprzejma zakonnica zapala nam światło przy tablicy opisującej jego historię.
A właśnie a propos uprzejmości - otóż ta wydaje się być jakąś cechą narodową Słowaków. To nie tylko moje spostrzeżenie, i nie poczynione po raz pierwszy, ale potwierdzające się przy każdej wizycie w tym pięknym kraju, a zatem pretendujące do prawdy jedynej. Gdzie byśmy się nie pojawili - sklep, kiosk, parking, toaleta publiczna, księgarnia, wszędzie jesteśmy witani - nie dawano nam nigdy dojść pierwszym do słowa - pozdrowieniem "dobry den", niewymuszonym, szczerym, z towarzyszącym mu uśmiechem. Nie widać tu na ulicach tak powszechnego u nas typu Polaczka - cwaniaczka, niedostrzegalna jest też agresja. Nie miejmy jednak złudzeń raj to, to nie jest, choć istnieje podobno Słowacki Raj, ale jest to - o ile mi wiadomo, bo tam nie byłem - raczej kompleks jaskiń niż raj biblijny czy ziemia obiecana. Mniej lub bardziej regularna lektura słowackiego tygodnika "Tyżdeń" pozbawia mnie też jakichkolwiek złudzeń. Co nie zmienia jednak faktu, że kultura relacji międzyludzkich dnia codziennego jest tą dziedziną życia, której Polacy powinni się od Słowaków uczyć. A co do owego tygodnika, to nabyłem go po raz pierwszy w życiu w wersji papierowej i oddaję się każdego popołudnia nieziemskiej, błogiej, rozkosznej przyjemności obcowania z językiem słowackim, którego próbuję także w mowie, co jednak nie wzbudza entuzjazmu wśród samych Słowaków, na który - nie ukrywam - tak bardzo liczyłem. Ech, cóż, próżność ludzka nie zna miary, na pochwały trzeba jeszcza widocznie poczekać.
Ciąg dalszy nastąpi...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Kapliczki, święte figury, wiekowe sosny, cudem oclałe wśród zachłannie wdzierającej się deweloperskiej architektury. Wydeptana ścieżka wzd...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...