Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józefa Szpak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Józefa Szpak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 czerwca 2024

Błyski. Historia Rodzinna. Część 6 - powrót Floriana, Adamowce, Wileńszczyzna - lata 30-te

Na drodze od strony Murz pojawiła się postać niespiesznie zmierzająca w stronę Adamowców. Przedwieczorna pora, z wciąż jasnym, żółtawym na północnym zachodzie niebem, słońce nie tak dawno skryło się za widnokręgiem. Florian zdawał sobie sprawę, że za długo zabawił w Mosarzu. Obiecał przecież ojcu, że pojedzie z nim do kościoła w Udziale. Proboszcz prosił Mojżesza o naprawienie kilku ław w świątyni. Wczesnym latem dni na północno-wschodnim spłachetku Wileńszczyzny trwają długo, tak jakby sięgały tu odblaski białych nocy z nie tak znowuż odległej, odmiennej i tajemniczej Estonii. Ta położona jeszcze bardziej na północ kraina żywo pobudzała wyobraźnię. A gdyby tak policzyć kilometry, to można powiedzieć, że leżała jakby w połowie drogi z Adamowców do Warszawy. Wywoływała ciekawość i chęć odkrycia. Słyszało się, że ludność tamtejsza włada zupełnie innym językiem niż sąsiedzi Litwini czy Łotysze. Kraj jest pokryty rozległymi puszczami, a w miastach stoją bajkowe zamki i dostojne, siegające nieba gotyckie katedry. Tak sobie marząc, Florian przyspieszył kroku. Dotarł w końcu do pierwszych zabudowań wsi. Lekko zdyszany wkroczył na podwórze domostwa rodziców, ale na zewnątrz, ani na ganku nikogo nie było. Wszedł do izby, w której przed świętym obrazem klęczała i żarliwie modliła się matka. Józefa miała łagodne usposobienie, spokojne spojrzenie niebieskich o migdałowym kształcie oczu, osadzonych na jasnej, pogodnej twarzy, tak jasnej, że wyraźnie malował się kontrast między ową mleczną niemal bielą a jej kruczoczarnymi bujnymi włosami. Zakończyła modlitwę i z trochę wymuszonym wyrzutem spojrzała na syna. Wiedziała, że był umówiony z ojcem, lecz nie potrafiła się gniewać w sytuacjach, które była w stanie usprawiedliwić, a wiedziała, że syn nie jest lekkoduchem i na pewno jego spóźnienie ma racjonalną przyczynę. Poza tym, z pomocą przyszedł starszy brat Floriana – Jan. Wcześniej dziś uporał się z pracą w polu i razem z ojcem pojechali do Udzieła, a właściwie Udziełła, jak mawiali miejscowi.

Obaj synowie Mojżesza i Józefy byli pracowici i odpowiedzialni, przekroczyli już jednak trzydziesty rok życia i powinni pójść w ślady swoich starszych sióstr, założyć własne rodziny, pobudować własne domy i rozpocząć życie na własny rachunek. Józefa była doskonałą obserwatorką i miała świetną intuicję i dzięki tym wrodzonym zdolnościom dostrzegła już jakiś czas temu, że Florian, wracając z Mosarza, jest nieco odmieniony, coś jakby ukrywał i wszystkiego nie mówi. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że przed kochającą matką nic się ukryć właściwie nie da. Między osobami o tak silnej więzi istnieje jakieś duchowe zespolenie sprawiające, że można nawet czytać w myślach na odległość. Umiejętność, której się nie nabywa w drodze nauki, choćby nie wiadomo ile książek nie przeczytać, ile szkół, by nie ukończyć. Z tym talentem człowiek przychodzi na świat i kochając prawdziwie, podtrzymuje go, pogłębia, rozwija, a jeśli się nie kocha szczerze - jak Bóg przykazał - to tak, jakby ten talent zakopać, pozostawić piękny kwiat bez pielęgnacji, a on więdnie, usycha aż w końcu zanika. Już od co najmniej miesiąca, wracając do domu, Florian przemykał tajemniczy między izbami, z błyszczącymi, lekko uśmiechniętymi oczami, a te błyski mogły być niezauważalne dla kogoś postronnego, lecz nie dla matki.

piątek, 14 czerwca 2024

Błyski. Historia Rodzinna. Część 5 - Adamowce, ród Szpaków, Wileńszczyzna lata 30-te

Krajobraz delikatnie wznosił się i spokojnie opadał, falowały razem z nim pola obsiane zbożami, bujne łąki i ciemniejące masywy leśne na horyzoncie, niewielkie wsie z drewnianą zabudową, poprzecinane strumykami i wąskimi rzeczkami. Piaszczysta droga z Adamowców wiodła przez Murzy, ale można też było jechać przez Rakowce. Murzy, leżące przy znaczniejszym trakcie, były znane z tego, że płonęły zawsze. gdy przez te tereny przetaczały się wrogie wojska. Na wschód od Adamowców rozłożyły się Rakowce, w których mieszkali między innymi Tatarzy i tym się najbardziej wyróżniały.

Na ganku drewnianego domu stał wysoki, mocno zbudowany, czarnowłosy mężczyzna. Wypatrywał kogoś na drodze, ale dukt i od strony Murzów i od strony Rakowców był wciąż pusty. Florian powinien już wrócić, a wciąż go nie ma. W domu przy kuchni krzątała się energiczna, szczupła, ciemnowłosa kobieta. Do domu przylegał ciesielski warsztat. Mojżesz i jego syn Florian byli cenionymi w okolicy cieślami. Zlecenia wszelkiego rodzaju spływały nieustannie od mieszkańców okolicznych wsi i miasteczek. A to trzeba było komuś pomóc przy budowie domu, a to dokonać drobnych napraw, choćby ław w kościele w Mosarzu albo w Udziale, albo wyrzeźbić jakieś fantazyjne zdobienia nad oknami, okiennice, krzesła, stoły, czy co tam jeszcze się komuś zamarzyło mieć w domu z drewna. Dziś Florian miał wrócić z Mosarza wcześniej. Planowali razem z ojcem pojechać do kościoła w Udziale, by naprawić oparcia i klęczniki w kilku kościelnych ławach. Słońce zaczynało już powoli chylić się ku zachodowi, swoim balsamicznym światłem czule otaczało przydomowe ogrody, pola, sady, łąki i las na horyzoncie. Tę porę dnia Mojżesz i Józefa lubili najbardziej. To był czas kiedy mogli w końcu z czystym sumieniem oddać się odpoczynkowi na ganku albo wyruszyć na spacer piaszczystą drogą w stronę Murz bądź Rakowców, a bursztynowe, podkreślające urodę okolicy światło przydawało światu jakiegoś nierzeczywistego blasku i nastroju.

W Adamowcach mieszkali przede wszystkim Adamowicze i Szpakowie. Którzy przeważali trudno stwierdzić. W domu Mojżesza i Józefy uwagę zwracały wiekowe, monumentalne meble, przypominające do złudzenia meble, jakie widywało się w aptekach. Wedle tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie, pewien – nieznany z imienia – przodek Szpaków miał być lekarzem w armii Napoleona, i w czasie niesławnego odwrotu jej resztek spod Moskwy, z jakichś przyczyn zatrzymał się na dłużej w Adamowcach. Wówczas swoją urodą i charakterem urzekła owego zacnego przodka miejscowa dziewczyna, z którą postanowił pozostać na tym urokliwym skrawku ziemi już do końca swych dni. A sam miał wywodzić się gdzieś z Mazowsza, podobno z okolic Ostrołęki. Tyle rodzinne opowieści, a jak było w rzeczywistości, któż to może wiedzieć. Te apteczne meble stanowiły niejako poszlakę wskazującą na prawdziwość tej opowieści. Istniała też jeszcze jedna, choć mocno pośrednia poszlaka - nieopodal wsi, znajdował się kurhan, wyraźnie ludzką ręką usypane wzgórze, u którego podnóża, w czasie prac polowych, miejscowi gospodarze wydobywali z ziemi szczątki broni, szable, bagnety, będące pozostałością po potyczce, jaką stoczyły tu niedobitki armii napoleońskiej ze ścigającymi ich Rosjanami. A poza tym, pierwotnie przodkowie ze strony Mojżesza mieli nosić podwójne nazwisko Szpak-Szpakowski, i dopiero w czasie nasilonej walki z polskością na rubieżach Wileńszczyzny, po Powstaniu Styczniowym, urzędnicy carscy któremuś z pradziadków, gdy ten już oślepł, ucięli w dokumentach drugi człon nazwiska "Szpakowski", bo ze Szpaka wedle ich rozumienia można było uczynić Rosjanina, za to Szpak-Szpakowski już nastręczał pewnych trudności. Tak zapewne dumali czynownicy i tak wcielali w życie rusyfikację. Jednak wyznania tych niepokornych, przymusowych poddanych cara zmienić już nie byli w stanie, stąd ród Szpaków dzielnie, do odzyskania niepodległości trwał przy polskiej mowie i kulturze.

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...