Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drewniana architektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drewniana architektura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 marca 2011

Okopy księdza Jerzego Popiełuszki

Gdy dotarłem do Okopów po raz pierwszy wydawały mi się wsią wręcz ponurą. Był to jeszcze pochmurny, marcowy, chłodny dzień, tak smętny i ponury, jak tylko smętnymi i ponurymi potrafią być przedwiosenne dni, gdy topniejący śnieg odsłania całą szaro-burość bezlistnych drzew, pustych pól, łąk, dziurawych dróg i opuszczonych domostw.

Jadąc z Suchowoli na wschód, tuż miasteczkiem rozpościera się widok zapierajacy dech w piersiach. Najpierw wspinamy się delikatnie pod górę, z której wierzchołka widać całą okolicę w promieniu kilku, a może nawet kilkunastu kilomterów. Od strony południowej widok zamyka sosnowy las, natomiast od strony północno-wscohdniej mamy otwartą przestrzeń, teren fantastycznie falujący, niewysokie wzgórza piętrzące się ku niebu, wszystkie porośnięte jakby pierowotną knieją. To już nie są wątłe zagajniki, ale rozległe, wiekowe kompleksy leśne będące pozostałością dawnej Puszczy Grodzieńskiej. Nie jest to oczywiście Pogórze, ale krajobraz zbliżony już do litewskiego, pełnego pagórków leśnych i łąk zielonych, brakuje tu jedynie jezior, ale Pojezierze Augustowskie jest już w zasięgu nieforsownej wyprawy rowerowej, bo to ledwie około 40 km na północ.

U podnóża wspomnianego wzniesienia, w kotlince rozłożył się sosnowy las, i po lewej stronie widnieje zielony drogowskaz z napisem "Okopy 3 km".

Szosa w stronę Okopów jest dziurawa jak sito, meandruje między wzgórzami morenowymi, które swoim kształtem przypominają bądź to średniowieczne grodziska, bądź olbrzymie kurhany, albo jakieś potężne szańce obronne. W okolicy wsi zachowały się jeszcze dwa kurhany, ale trudno jest je odnaleźć bez pomocy miejscowych.

Drewniana w większości zabudowa, sporo opuszczonych domów, przydrożne krzyże, murszejące drewniane, wysokie na kilka metrów, albo żeliwne na kamiennych postumentach.

I w samym środku wsi jeden dom murowany, z jasnej cegły, to miejsce, w którym urodził się ksiądz Jerzy Popiełuszko. Konstanty Juliański w reportażu "Rodzinne Okopy", opublikowanym w "Tygodniku Solidarność", tak pisze o samych Okopach i rodzinie księdza Jerzego:

"Miał wielki sentyment do ojczystych stron, do Okopów, do Grodziska, Suchowoli, Dąbrowy Białostockiej. Chętnie je odwiedzał. Gdziekolwiek przyszło mu żyć, starał się choć na krótko odzyskać świat, z którego wyszedł.

Bliscy i znajomi ks. Jerzego Popiełuszki wspominają jednak, że niechętnie wracał do wspomnień z dzieciństwa. Nieskory był do osobistych wynurzeń. - Jeżeli już mówił o sobie to krótko, nie wchodząc w szczegóły - podkreśla Milena Kindziuk, autorka biografii księdza. Wczesna młodość późniejszego męczennika Solidarności działa się w trójkącie wsi Okopy-Grodzisk-Suchowola, leżących w środkowej części obecnego województwa podlaskiego. To była jego mała ojczyzna. Tu dojrzewał, uczył się rozumieć i pojmować świat. W Okopach przyszedł na świat i mieszkał, w Grodzisku odwiedzał babcię, z którą był blisko związany, w Suchowoli chodził do szkoły i do kościoła.

(...)

Okolica była dość biedna. Wsie długo nosiły ślady wojny, a elektryfikację przeprowadzono tu dopiero w latach 60. W latach 50. władze próbowały przeprowadzić przymusową kolektywizację. Jednak rolnicy obdarowani ziemią ledwie kilka lat wcześniej dzięki reformie rolnej, oparli się naciskom. W okolicy nie powstała żadna spółdzielnia produkcyjna ani PGR. W domu mówiono charakterystyczną dla okolicy gwarą. Językiem polskim, ale z dużymi białoruskimi naleciałościami. Jak potem wspominał ksiądz Jerzy, jeszcze jako kilkunastolatek źle mówił po polsku. Popiełuszkowie uczyli swoje dzieci szacunku dla dorosłych. We wzajemnych relacjach zachowywano dystans. Dzieci zwracały się do rodziców per "wy".

Okopy jednakże, jak się przekonałem któregoś lata oraz w ubiegłą, ale ciepłą i słoneczną sobotę, sprawiają wrażenie ponurej miejscowości, ale tylko wówczas, gdy brakuje w nich słońca. Rozświetlone słońcem, w otoczeniu wzgórz morenowych, sosnowych lasów osłaniających je od strony północnej, wschodniej i południowej, przybierają zupełnie inny charakter, inny nastrój. Ze swoją ciszą, spokojem, połyskującymi w słońcu strumykami, płynącą nieopodal rzeczką, są miejscem pełnym tajemnicy i źródłem niewyczerpanej energii, choć to może tylko jakaś autosugestia. Najlepiej niech każdy sprawdzi sam, osobiście.

































Dom, w którym urodził się ks. Jerzy Popiełuszko.















poniedziałek, 14 lutego 2011

Niedzielne wędrowanie, wschodnia melancholia i fado

Mroźne, wietrzne, ale słoneczne niedzielne popołudnie, delikatnie prószący śnieg, momentalnie zwiewany z piaszczystej, dość szerokiej drogi prowadzącej z Dobrzyniówki w stronę Korycina, przez Czarnystok, Górnystok, Białystoczek i Krukowszczyznę. Nieodłączne dla tej okolicy pagórki, sosnowe zagajniki, porozrzucane w kotlinkach pojedyncze domostwa, przydrożne, murszejące drewniane krzyże, krzyże żeliwne z drugiej połowy XIX w. z charakterystycznymi zdobieniami - każdy z obowiązkową trupią czaszką i prośbą o modlitwę za dusze zmarłych. We wsi Czarnystok żwirówka przechodzi gwałtownie w "kocie łby", bruk pamiętający być może XIX w. Jego dni są już pewnie policzone, fundusze unijne umożliwiają zalanie każdej drogi ponurym i nudnym asfaltem. Mnóstwo opuszczonych, drewnianych domów, o dwuspadowych dachach, w oknach niektórych dostrzegalne z drogi wyszarzałe, stare firanki, gdzieniegdzie pozabijane deskami okna z wybitymi szybami, jakieś opuszczone sześcianowate budowle z czasów schyłkowego PRL-u, a to wszystko poprzetykane odnowionymi, błyszczącymi drewnianymi domkami, wymalowanymi w radosne barwy, z rzadka tylko wyrastają ceglane wille miejskiego typu, jeszcze nawet niewykończone.

W Czarnymstoku drogę przetną nam dwie wystraszone sarny, wybiegną wprost z podwórza opuszczonego domostwa, w biały dzień, około godziny 16.00, w samym środku wsi. Na podwórzach ani żywego ducha. Z lewej strony żarzy się czerwona kula zachodzącego słońca. W radiu Marcin Kydryński prowadzi wywiad z Marizą, która wieczorem ma dać koncert w Gdyni. Portugalska wokalistka opowiada o swoich podróżach, o melancholii podobno wspólnej dla Polaków i Portugalczyków, choć zastrzega się, że jej melancholia nie jest smutna, bo dzieciństwo miała szczęśliwe. Niełatwo jednak dać wiarę w istnienie podobieństw między polską a portugalską melancholią. Ta polska wydaje się być depresyjna i jakby rzadziej twórcza, często idzie w parze z agresją i z frustracją, często może nawet zupełnie niezawionionymi. Tutaj, jeśli się rozejrzeć wokół, śladem tej polskiej melancholii jawią się przydrożne krzyże, ale nie te zmurszałe, drewniane czy zdobione żeliwne, tylko te mniejsze, skromne, drewniane, przy których rodziny i bliscy ustawiają znicze. Nawet na tak krótkim odcinku, od miejsca, w którym bruk przechodzi w asfalt, ich obecność jest wyraźnie dostrzegalna. Przy szosie, którą samochody przejeżdżają z częstotliwością jednego auta na godzinę. Krzyże upamiętniające ofiary pijanych kierowców. Na nieodległej stąd drodze z Janowa do Korycina, w pobliżu słynnej "Panderozy" (miejsca imprez discopolowych), zagęszczenie owych krzyży tworzy makabryczny widok. Polska melancholia, wschodnia melancholia to przede wszystkim przygniatający smutek, którego zagłuszyć nie są w stanie do niedawna klawiszowe rzężenie, a teraz dużo nowocześniejsze didżejskie bity, zaprawiane alkoholem pochłanianym bez opamiętania.

Pozytywnie melancholijne wydają się być jedynie otaczajace krajobrazy. Te rzeczywiście doskonale współbrzmią z łagodnym, nostalgicznym portugalskim fado. I to prawdopodobnie jedyne punkty styczne między polską a portugalską melancholią.

Jeszcze krótka wypowiedź Marizy o różnicach między tradycyjnym fado rodem z robotnicznych portowych dzielnic Lizbony i współczesnym; kilka utworów rodowdem siegających roku 1912 i 1913, i rozpalona czerwona kula zniknie za postrzępionymi wierzchołkami świerków i sosen.

































































Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...