Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Venclova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomasz Venclova. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lutego 2011

Krajowcy i Konstanty Kalinowski – polsko – białoruski bohater

O "krajowcach" swego czasu z wielką sympatią pisał Czesław Miłosz, później z nie mniejszym uczuciem wspominał o nich rozmiłowany w polskiej kulturze litewski poeta Tomasz Venclova. "Krajowców" zawsze wyobrażałem sobie trochę jako marzycieli, Bożych szaleńców, którzy w swej działalności odwoływali się do kulturowego dziedzictwa Wielkiego Księstwa Litewskiego, wbrew realiom swoich czasów wierzyli w możliwość zaistnienia federacji Polski, Białorusi i Litwy. Federacji rzeczywistej, równorzędnych podmiotów politycznych, bez dominacji któregokolwiek z nich. Pobrzmiewają w ich ideach niewątpliwie echa koncepcji federalistycznej Józefa Piłsudskiego. Koncepcji tej z przyczyn politycznych nie udało się wprowadzić w życie, a mimo to w czasach dwudziestolecia międzywojennego, na dawnych ziemiach Wielkiego Księstwa Litewskiego, istniała niezbyt liczna grupa fantastów, którym wymarzyło się kontynuowanie tradycji Wielkiego Księstwa. Warunki ku temu były temu co najmniej mało sprzyjające, zabrakło politycznej woli, ale pewnie też i czasu (ledwie 20 lat), by idee "krajowców" uczynić bardziej realnymi. Warto jednak byłoby wrócić dziś do tej pięknej tradycji. Wszak wciąż w graniach RP mamy skrawek - to prawda, że niewielki - ziem, które wchodziły niegdyś w skład WKL. Ziem zamieszkałych przez Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Tatarów, los też nieco dalej rzucił, bo aż do Wrocławia, Warszawy i Krakowa, Karaimów z Trok, Wilna i Łucka. Dziś owa "krajowość" mogłaby przyjąć postać odwoływania się do dziedzictwa Rzeczpospolitej Jagiellońskiej, ale przede wszystkim, jako poszukiwanie tego wszystkiego, co może łączyć zamieszkujące nie tylko ziemie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego grupy narodowościowe i etniczne.

Do tego celu warto wykorzystać wzorce już obecne w naszej wspólnej historii, modyfikując je rzecz jasna do wymogów współczesności. Jednym z takich wzorców osobowościowych mógłby z pewnością być Konstanty Kalinowski (z białoruska - Kastuś Kalinouski), polsko - białoruski bohater Powstania Styczniowego 1863 r. Ten "dyktator Litwy" urodził się w 1838 r. w rodzinie szlacheckiej we wsi Mostowlany - obecnie położonej tuż przy granicy polsko- białoruskiej, w pobliżu Gródka. W czasie studiów na Uniwersytecie w Moskiwe, z którego został usunięty za posiadanie zakazanych książek, a następnie na Uniwersytecie w Petersburgu, zaangażował się w działalność konspiracyjną w ruchu rewolucyjnych demokratów.

Po powrocie ze studiów na ziemie ojczyste podjął działalność konspiracyjną, w której hasła niepodległościowe łączył z radykalnymi, jak na ówczesne czasy, postulatami społecznymi. Należy jednak pamiętać, że przyszło mu działać w warunkach, w których wciąż istniały niemal feudalne stosunki między chłopstwem, a szlachtą. Do uwłaszczenia chłopów na ziemiach wcielonych do Cesarstwa Rosyjskiego i Królestwa Polskiego doszło dopiero w 1864 r. Z punktu widzenia stronnictwa "czerwonych", do którego należał, walka o niepodległość była możliwa jedynie w połączeniu z walką o zmiany społeczne. Niepodniesienie kwestii społecznych z całą pewnością skutkowałoby także nieprzyłaczaniem się chłopstwa do partii powstańczych. Choć obiektywnie rzecz ujmując zaanagażowanie tej warstwy społecznej w walkę o niepodległość, mimo wielu wysiłków, było minmalne zarówno na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, jak i Królestwa Polskiego.

Konstanty Kalinowski chcąc dotrzeć do białoruskich chłopów, stał się autorem i wydawcą dwóch periodyków wydawanych w języku białoruskim - "Mużyckaja prauda" i "Hutarka". Pisma te, co ciekawe, drukowane były w łacince, tj. w języku białoruskim zapisywanym łacińską czcionką. W czasie Powstania Styczniowego, obok Antoniego Mackiewicza, Zygmunta Sierakowskiego, był jednym z najaktywniejszych przywódców na ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Został podobno zdradzony przez jednego z powstańców, pojmany przez carskich żołdaków, uwięziony w Wilnie i tam też w 1864 r. na Placu Łukiskim stracony.

Obecnie stał się w szerszej świadomości postacią nieco zapomnianą, choć do jego osoby i działalności odwołały się władze polskie tworząc Program Stypendialny im. Konstantego Kalinowskiego, skierowany do studnetów białoruskich, relegowanych z uczelni za działalność opozycyjną wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki. Z pobieżnego natomiast przeglądu zasobów internetowych wynika, że więcej prac naukowych, więcej monografii oraz artykułów poświęconych Kalinowskiemu powstaje na Białorusi. Warto więc przypomnieć sobie jego postać, zwłaszcza, że nie tak dawno obchodziliśmy rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego.





Widok na Plac Łukiski w Wilnie.







Kościół św. Jakuba i Filipa przy Placu Łukiskim.





Miejsce stracenia Konstantego Kalinowskiego i Zygmunta Sierakowskiego.



Budynek przy Placu Łukiskim w czasach sowieckich będący siedzibą KGB, obecnie Muzeum Ludobójstwa na Litwie.





piątek, 7 sierpnia 2009

Krajowcy 2009

Krajowcy, o ktorych tak chętnie rozpisywał się Miłosz, i o których można przeczytać w esejach Tomasza Venclovy wydawali mi się zawsze sympatycznym i wyjątkowo ciekawym środowiskiem, choć nielicznym, grupą marzycieli, Don Kichotów oderwanych nieco od rzeczywistości. Nie mieli poparcia ani w masach, ani w eilicie, bo te w przedwojennym Wilnie miałyby być w większości raczej nastawione nacjonalistycznie, a i same mniejszości podchodziły do nich nieufnie. Litwini, których w Wilnie było wówczas niewielu, pewnie nie więcej niż 2 - 3 %, a przede wszystkim Litwini z Litwy tzw. Kowieńskiej stawiali na państwo niezależne, samodzielne, a nie jakieś mgliste koncepcje federacyjne czy odrodzeniowe odnośnie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Piłsudskiemu marzyła się federacja Litwy, Białorusi i Ukrainy z Polską, wszystkie te kraje miałyby w niej być równorzędnymi podmiotami, ale jego marzenia spełzły na niczym. Nie warto wspominać o sprzeciwie endeków, bo ten był oczywistym, ale ilu tak naprawdę zwolenników podobnej idei znalazłoby się w samym obozie tzw. piłsudczyków? Jak wpływ na poparcie społeczne wobec Piłsudskiego miałaoby konsekwentne forsowanie jego marzeń? Nie warto o tym dywagować, bo i tak pokój ryski z 1921 r. przekrełśił możliwość tworzenia takiej federacji. Krajowcy w tej nowej rzeczywistości rozważali jakąś autonomię dla dawnych ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego, część z nich poczuła się bardziej Litwinami niż Polakami, inni dostrzegali lokalny koloryt, a lokalną tożsamość postrzegali jako dużo bardziej wartościową od tej z ziem dawnej Korony.

Czy dziś krajowcy znaleźliby kontynuatorów swoich idei? Czy ma sens mówienie współcześnie o krajowcach? Kim mieliby być?

Gdyby tacy się znaleźli to z pewnością musieliby uszanować prawo Litwinów do posiadania własnego państwa z pełnoprawną stolicą w Wilnie, nie powinni roić żadnych marzeń o federacji, co innego o sojuszu, jakby go nie nazywać czy strategicznym czy jakimkolwiek innym. Podobnie rzecz się ma z Białorusinami czy Ukraińcami.

Współcześni krajowcy dostrzegaliby wartość i piękno kultury, krajobrazu oraz tego, co dobre i nowe, a co wyrosło na gruzach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Nie wyobrażam sobie by mogli nie uczyć się języków swoich sąsiadów, którzy niejednokrotnie świetnie znają ich rodzinny język. Poza tym czy można zachwycać się historią i kulturą Litwy czy Białorusi i nie próbować nawet poznać melodii tych pięknych języków?

A może dziś nie warto już zabawiać się w takie sentymentalne stowarzyszenia, środowiska, grupy? Jesteśmy odrebnymi narodami, tworzymy odrębne państwa, realizujące twardo swoje cele i interesy? A przeszłość, jakieś historyczne czy kulturowe więzy to tylko mgliste mrzonki, które na chwilę obecną nie stanowią żadnej wartości? Podążamy swoimi drogami i na własną rękę? A jeśli się sobą interesujemy to tylko powierzchownie, w celach ekonomicznych lub turystycznych. W zależności od kursu waluty przyjeżdżamy do siebie wzajemnie na zakupy, zatrzymujemy w uzdrowiskach, kurortach, zachwycamy architekturą, ale już niekoniecznie tym, co się u nas dzieje współcześnie, albo tym co się między nami działo w historii? Nie znamy naszych kultur, naszych obecnych problemów, bo te nas zwyczajnie nie interesują.

Kim więc by byli dziś krajowcy? Jak by zmieniły się ich idee? Czy w ogóle warto kontynuować ich myśl?

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...