Jeszcze tylko 10 minut do 17.00, a tu jeszcze trzeba elegancką koszulę założyć, odszukać marynarkę, czarne dżinsowe spodnie, pantofle. Starzeję się najwyraźniej, jeszcze rok temu na przesłuchania chórów w ramach Festiwalu Muzyki Cerkiewnej w filharmonii białostockiej drałowałem w jasnych dżinsach, adidasach i zwykłym tiszercie, nic w tym złego to w końcu tylko przesłuchania konkursowe, wstęp darmowy, a nie koncert galowy. Ale minął rok, i uznałem, że to już najwyższa pora wbić się w marynarkę i w pantofle, garniturową koszulę, tylko dżinsy zachowam, jak dawniej.
Tak czy owak czasu coraz mniej na rozważania, i tak się spóźnię, ale może chociaż zdążę na drugi chór - Zespół Cerkwi p.w. Wniebowstąpienia z USA. A tu jeszcze w TVN24 reportaż z Watykanu, grupka młodych Polaków na placu św. Piotra z transparentem "Jan Paweł II - santo subito!", i podekscytowany reporter, wszyscy chcą, by papież był święty natychmiast. Prawdę mówiąc śmieszy mnie ta cała histeria, ten szum i te śmieszne żądania. Na swój sposób jestem wierzący, wierzę w świętych obcowanie, wierzę w to, że Jan Paweł II już jest świętym, a formalna pieczęć - choć dostrzegam jej wagę i znaczenie - nie interesuje mnie w najmniejszym stopniu. Nie interesuje mnie to czy Karol Wojtyła zostanie świętym za rok, za dwa lata czy za lat dwadzieścia, czy nawet nie nastąpi to za mego życia. Sprowadzanie świętości do poziomu przedszkola, rozbisurmanionych dzieci, które wrzeszczą: "Ja chcę teraz! Już! Natychmiast! Dajcie mi to czego chcę!" wydaje mi sie nie mieć nic wspólnego z chrześcijańską cnotą cierpliwości, za to przypomina tak popularną współcześnie narcystyczną postawę "chcącego Ja". Pal licho ten reportaż, egzaltacja reportera jest z pewnością udawana, trzeba było zarobić jakiś ckliwy, sentymentalny program na Boże Ciało, no to jest, jest jak być powinno - łzawo, wzruszająco, wspomnieniowo. Szkoda na to czasu, a ja już i tak jestem spóźniony, jeszcze tylko klucze. 17.10. Żeby tylko zdążyć na 17.30. Szybki spacer przez park, po drodze jeszcze przypadkowe spotkanie z koleżanką, która wybrała się na spacer z uroczą córeczką, urocza koleżanka, to i urocze dziecko, krótka rozmowa, nie nie pójdzie na koncert, bo idą na plac zabaw, a później wracają do domu. Mąż, który ją zostawił, musi być kompletnym idiotą.
Już jestem pod filharmonią, kolega D. sie także spóźnił, nie jestem sam, ufff, co za ulga. Kriss pewnie siedzi już z Martinem i dziewczynami w pierwszym rzędzie, oni się nigdy nie spóźniają. A my nie wejdziemy, portier o powierzchowności i manierach peerelowskiego zrzędy burczy, ze wpuści nas po drugim chórze. OK, zaczekamy, to zupełnie zrozumiałe. Za drzwiami rozlegają się oklaski, można wchodzić, sala pęka w szwach, nie sądziłem, że będą takie tłumy; w ubiegłym roku takich nie było. Nie lubię tłumów, nie potrafię się wówczas wyłączyć, oddać medytacji i kontemplować nieziemsko pięknej muzyki. Jest duszno, ciasno, nie pozwolę się dziś unieść anielskim śpiewom. Nigdy nie zapomnę, jak w ubiegłym roku podczas występu jednego z chórów poczułem się tak, jakbym się wznosił ku górze, wystarczyło przymknąć oczy, by zniknęły ściany filharmonii, sufit, by poczuć dotyk nieba. Może to poczucie powtórzy się jutro, dziś już raczej nie. Jedynie mieszany chór z Łotwy wyrywa mnie ze stanu niemożności, głosy śpiewających stają się coraz mocniejsze, narastają stopniowo, by wreszcie rozbrzmieć jak potężny dzwon. Po Łotyszach decydujemy się z D. wyjść i wrócić jutro - jutro jest drugi dzień przesłuchań konkursowych w ramach XXVII Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej “Hajnówka 2008″ w Białymstoku.
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 22 maja 2008
sobota, 29 marca 2008
Pokolenie JP II
Zbliża się trzecia już rocznica śmierci Jana Pawła II. Doskonale pamiętam w jakim napięciu wyczekiwałem na wiadomości o stanie zdrowia Papieża i chyba tak jak wszyscy -- nieco egoistycznie - wierzyłem, że stanie się cud i Papież ozdrowieje. Niestety cud nie nastąpił, bo nastąpić nie powinien. Jan Paweł II "odszedł do Domu Ojca". Spontanicznie jak wielu innych Polaków tego dnia wyszedłem z domu, poszedłem do białostockiej katedry, pod którą zebrało się już wiele osób, nie dostałem wcześniej żadnego smsa, nikt do mnie nie dzwonił.
Tego dnia i przez kilka najbliższych dni, może tygodni, obserwowaliśmy w całej Polsce coś, co można byłoby nazwać swego rodzaju świętem. Ludzie poczuli się zjednoczeni, połączyła ich trudna do uchwycenia i nazwania więź. Jak zwykle w trudnych chwilach Polacy stali się wobec siebie uprzejmiejsi, życzliwsi, słowem starali się być lepsi. Szczerze mówiąc nie miałem złudzeń, co do tego, że taki stan nie potrwa długo - chyba jednak istnieje charakter narodowy, którego znajomość podpowiadała mi, że w Polsce wszystko wraca na stare tory i prędzej czy później wszystko będzie takim, jakim było wcześniej. Mimo to odsuwałem od siebie te myśli, zagłuszałem je, nie one wówczas były najważniejsze, chciałem chłonąć tę niezwykłą atmosferę zjednoczenia, przemiany.
Socjologowie i filozofowie szumnie ogłosili powstanie pokolenia JP II skupiającego młodych ludzi, znających nauczanie Papieża i kierujących się nim w życiu codziennym. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te entuzjastyczne proklamacje. Mimo tego, że wielu młodych ludzi chętnie zakładało tiszerty z napisem "jesteśmy pokoleniem JP II", wielu podejmowało wolontariat w organizacjach charytatywnych, wielu chętnie wszem i wobec deklarowało swoją przynależność do owego pokolenia, miało to jednak minimalny wpływ na życie codzienne. Młodym ludziom jakby trudno było zrozumieć, że być członkiem pokolenia JP II to nie tylko chodzić do kościoła, uczestniczyć w mszach, spotkaniach wspólnot, pięknie śpiewać i grać na gitarach, podejmować wolontariat, ale to przede wszystkim codzienna, mozolna praca nad sobą, nad relacjami z innymi ludźmi, to bycie uczciwym, bezinteresownym, życzliwym wobec innych, to ciągłe doskonalenie siebie, by być lepszym dla innych, to mało spektakularne czyny często niedostrzegane i niedoceniane przez innych.
Polacy stanowią społeczeństwo o wciąż najniższym poziomie wzajemnego zaufania w całej Europie. Nie ufamy sobie, jesteśmy wobec siebie nieżyczliwi, cynizm wciąż ma się dobrze, agresja, opryskliwość i obojętność nie chcą ustąpić z życia codziennego i nadają ton naszym relacjom.
W ostatnim numerze "Więzi" poświęconym więziom społecznym Dariusz Karłowicz stwierdza, że to święto, które nam się wydarzyło 3 lata temu, było świętem i jako takie nie może trwać wiecznie, a na jego rezultaty trzeba jeszcze poczekać.
Oby miał rację...
Tego dnia i przez kilka najbliższych dni, może tygodni, obserwowaliśmy w całej Polsce coś, co można byłoby nazwać swego rodzaju świętem. Ludzie poczuli się zjednoczeni, połączyła ich trudna do uchwycenia i nazwania więź. Jak zwykle w trudnych chwilach Polacy stali się wobec siebie uprzejmiejsi, życzliwsi, słowem starali się być lepsi. Szczerze mówiąc nie miałem złudzeń, co do tego, że taki stan nie potrwa długo - chyba jednak istnieje charakter narodowy, którego znajomość podpowiadała mi, że w Polsce wszystko wraca na stare tory i prędzej czy później wszystko będzie takim, jakim było wcześniej. Mimo to odsuwałem od siebie te myśli, zagłuszałem je, nie one wówczas były najważniejsze, chciałem chłonąć tę niezwykłą atmosferę zjednoczenia, przemiany.
Socjologowie i filozofowie szumnie ogłosili powstanie pokolenia JP II skupiającego młodych ludzi, znających nauczanie Papieża i kierujących się nim w życiu codziennym. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te entuzjastyczne proklamacje. Mimo tego, że wielu młodych ludzi chętnie zakładało tiszerty z napisem "jesteśmy pokoleniem JP II", wielu podejmowało wolontariat w organizacjach charytatywnych, wielu chętnie wszem i wobec deklarowało swoją przynależność do owego pokolenia, miało to jednak minimalny wpływ na życie codzienne. Młodym ludziom jakby trudno było zrozumieć, że być członkiem pokolenia JP II to nie tylko chodzić do kościoła, uczestniczyć w mszach, spotkaniach wspólnot, pięknie śpiewać i grać na gitarach, podejmować wolontariat, ale to przede wszystkim codzienna, mozolna praca nad sobą, nad relacjami z innymi ludźmi, to bycie uczciwym, bezinteresownym, życzliwym wobec innych, to ciągłe doskonalenie siebie, by być lepszym dla innych, to mało spektakularne czyny często niedostrzegane i niedoceniane przez innych.
Polacy stanowią społeczeństwo o wciąż najniższym poziomie wzajemnego zaufania w całej Europie. Nie ufamy sobie, jesteśmy wobec siebie nieżyczliwi, cynizm wciąż ma się dobrze, agresja, opryskliwość i obojętność nie chcą ustąpić z życia codziennego i nadają ton naszym relacjom.
W ostatnim numerze "Więzi" poświęconym więziom społecznym Dariusz Karłowicz stwierdza, że to święto, które nam się wydarzyło 3 lata temu, było świętem i jako takie nie może trwać wiecznie, a na jego rezultaty trzeba jeszcze poczekać.
Oby miał rację...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...
-
Kapliczki, święte figury, wiekowe sosny, cudem oclałe wśród zachłannie wdzierającej się deweloperskiej architektury. Wydeptana ścieżka wzd...