Oświadczyny okazały się być nie takimi przerażającymi jak się obojgu wydawało. Dziadek Ksawery, Mojżesz i Józefa przypadli sobie od razu do gustu. Istniało między nimi jakieś podobieństwo, zauważalne już na pierwszy rzut oka. Florian przezwyciężył swoje stremowanie i z początku, może nieco nieporadnie, wypowiedział te najważniejsze - jak dotąd - w swoim życiu słowa, w których prosił opiekunów o rękę swojej wybranki. Głos mu drżał, nogi się trzęsły niemiłosiernie, nie wiedział co zrobić z dłońmi. Widział przed sobą ledwie kilka osób, co do których nie miał pewności, czy aby na pewno są mu życzliwe. To trudne do ukrycia zdenerwowanie miało jednak swoją dobrą stronę. W sposób niezamierzony przydało mu tylko wiarygodności i wzbudziło nawet sympatię braci, którzy nabrali już pewności, że nie mają do czynienia z jakimś niewydarzonym fircykiem. Słowem, pierwsze lody zostały przełamane. Gdy oświadczyny zostały przyjęte, rozmowa momentalnie potoczyła się swobodnym, żwawym strumieniem. I z taką łatwością płynęła, że dopiero, gdy słońce zaczęło się już chylić ku zachodowi, przypomniano sobie, że może warto przejść już do konkretów co do ślubu i wesela. Ustalono, że weselisko odbędzie się w domu Szpaków w Adamowcach. Sporych rozmiarów izby i podwórze pomieszczą i bliższą i dalszą rodzinę, sąsiadów, i przyjaciół. A o właściwą pogodę zadba już święty Justyn.
Ślub się odbył w kościele świętej Anny w Mosarzu. Święty Justyn rzeczywiście się spisał i zapewnił idealną na taki dzień aurę. Od chwili przysięgi złożonej przed ołtarzem rozpoczął się nowy etap w życiu Genowefy i Floriana, pełen nadziei i szczęścia z założonej właśnie rodziny. Mojżesz i Józefa, nie zwlekając, wydzielili w Adamowcach miejsce pod budowę nowego domu. Chętnych do pomocy przy jego wznoszeniu nie brakowało. Mojżesz, Jan, dziadek Ksawery wciąż jeszcze pełen zapału i energii, a także Justyn, Adolf i Władysław, zobowiązali się tak organizować sobie czas, by Florian mógł na nich liczyć. A zanim powstanie nowe domostwo, miejsca u Mojżesza i Józefy nowożeńcom nie zabraknie.
Sąsiedzi, znajomi i przyjaciele obu rodzin, zgodnie zauważali, że przedstawiciele tych już niejako połączonych rodów nie mogli się lepiej do siebie dopasować pod każdym niemal względem. A to miało być najlepszą rękojmią dobrego przyszłego życia.
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz