Do dziś po Adamowcach pozostało jedynie kilka wiekowych, opuszczonych drewnianych domów, które pochłonęła lawina gęstych wybujałych krzaków i całkiem już wysokich drzew. Droga od strony Murz zarosła wysoką trawą, zaniknęły koleiny wyjeżdżone wozami i furmankami na przestrzeni setek lat, nie widać nawet drewnianego mostka na rzeczce Marchwie, jedynie pola i łąki - jak dawniej - łagodnie wznoszą się i opadają.
Dom Floriana i Genowefy już po wojnie ktoś rozebrał i wywiózł do innej wsi, nie wiadomo kto, nie wiadomo dokąd. Nowy dom z misternie wykonanymi przez Floriana zdobieniami nad oknami. We wsi nie ma już mieszkańców. Z trudem można ją wypatrzeć na google maps, i tylko wówczas, jeśli się wie o jej dawnym istnieniu. W pewnym ocalałym domu pozostała stara szafa z niedomykającymi się drzwiczkami, a na niej leży egzemplarz "Gościa Niedzielnego" z 2012 roku, być może przywieziony z Polski, być może prenumerowany, w 2024 roku wyglądający nadal jak nowy, tak jakby go ktoś przed chwilą skończył czytać i odłożył. Tylko słońce świeci tak samo, jak w roku 1932, gdy w Adamowcach zamieszkali Florian z Genowefą. W miejscu pełnym życia, doskonale znających się ludzi, odwiedzających się wzajemnie, pracujących na co dzień w polu, przy warsztatach, krzątających się w izbach, kuchniach, po których dziś już nie ma śladu, przestrzeń po nich we władanie objęła zachłanna natura. Życie dzikie, nieujarzmione pochłonęło wszystko to, co było z takim mozołem tworzone od czasu, kiedy pojawił się tu pierwszy osadnik, wszystko to, co tę naturę porządkowało, nadawało jej cel i kierunek. Oglądanie zdjęć i filmików wykonanych latem 2024 r., przesłanych z Białorusi, z miejsca, które w zsadzie było niegdyś Adamowcami, zbiegło się w czasie z kontemplowaniem fotografii z czasów międzywojnia. Na jednej z warszawskich ulic widać piętrowe murowane domy, wzniesione w stylu modernistycznym, biegnące środkiem tory tramwajowe, dokładnie w tym samym miejscu, co w latach trzydziestych ubiegłego wieku, przecinające ulicę na dwie części, tak jak i dziś. Od strony północnej kroczy kobieta, i cienie kładące się na nawierzchni wskazują, że ulica musiała być zalana słońcem. Odnosi się wrażenie, jakby owa kobieta wyszła z domu przed chwilą, jakby przechodziła tędy jeszcze za naszej pamięci, i niemożliwe jest to, by na tej ulicy, czy na ulicy sąsiedniej, jej już nie było na zawsze. Przecież tu się prawie nic nie zmieniło. Minęło dziewięćdziesiąt lat? To niemożliwe. Ta kobieta przechodziła tym istniejącym chodnikiem naprawdę nie tak dawno. Czy to samo można powiedzieć o miejscu, które zmieniło się nie do poznania? O miejscu, w którym stał dom, a dziś nie ma po nim śladu, niewidoczne fundamenty porosły chaszcze, wysokie trawy, zielsko po pas skutecznie zniechęcają do wchodzenia i poszukiwania jakichś ocalałych być może resztek. Nie zachowały się ogrodzenia, nie ma studni żurawi, kiedyś piaszczysta droga możliwa jest do przebycia tylko autem terenowym na wysokim zawieszeniu. Gdzie miejsce na bryczkę, którą Florian jeździł z rodziną do kościoła? Gdzie warsztat do gręplowania wełny? Gdzie ławeczka przed domem, na której wieczorami przesiadywali Mojżesz z Józefą? Gdzie podziały się przydomowe ogródki, kwietne rabatki, wysokie malwy, obsypane kwieciem albo owocami sady?
Prawdziwie dobre wspomnienia mają to do siebie, że te wszystkie wydarzenia, które są ich treścią, musiały się rozgrywać w dni pełne słońca, w anturażu wszystkich żywych barw wiosny czy wczesnego lata, płonącej jesieni lub baśniowej zimy. W każdym razie, Adamowce w opowieściach Florci zawsze były pełne słońca, ludzi pomocnych i życzliwych, natury przyjaznej mieszkańcom, z pewnymi wyjątkami, które burzyły ten obraz i pewnie dlatego zatarły się w pamięci dziecka.
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...
-
Gdy się kroczy piaszczystą ścieżką wydeptaną wzdłuż torów tramwajowych linii nr 20, powstałej jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku, któr...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz