Snujące się nad ogródkami działkowymi dymy z ognisk, tak charakterystyczne dla schyłku lata, czerwonawe wiśnie opadające już z drzew, wysoka trawa wygnieciona przez nocujące wzdłuż zielonego torowiska stado dzików. Promienie zachodzącego słońca, przedzierające się przez gęste listowie wysokich drzew. Kłębiące się na niebie chmury, trochę deszczowe, burzowe. Przedwieczorny orzeźwiający lekki powiew wiatru. Piaszczysta ścieżka wydeptana między działkowym betonowym ogrodzeniem i torowiskiem, wijąca się między drzewami owocowymi, pozostałymi po dawnych górczańskich sadach i ogrodach, z pachnącymi węgierkami, smakującymi o niebo lepiej niż wszystkie śliwki, jakie można kupić w marketach, jakaś stara, zapomniana ich odmiana. Rozświetlona zieleń WAT-owskich ogródków, otulająca tę piaszczystą ścieżkę i zapach dymu z ognisk, przypominający sierpniową Sandomierszczyznę, z jej sadami i ogrodami, smakami i zapachami pełni dojrzałego lata.
I zaledwie dwa kilometry stąd zupełnie inny świat. Świat blokowiska początku lat 80-tych. Wysokie bloki i zielone rozległe przestrzenie między nimi, na zdecydowanie bardziej ludzką miarę, niż nowe grodzone obozy mieszkaniowe. Skwerek przy ulicy gen. Szareckiego, z odnowionymi ławeczkami, alejkami, zielonymi drzewami liściastymi, iglastymi. Z pobliskiego kościoła michalitów dobiegają dźwięki pobożnej pieśni. Spacerujący mieszkańcy - przedstawiciele wszystkich grup wiekowych. Czworonożny towarzysz wędrówki staje się w wielu wypadkach zachętą do nawiązania nieraz nawet dłuższej rozmowy. Ufne, radosne i przyjazne oczy psa otwierają człowieka. Staruszkowie małżonkowie pochylają się i gładzą husky po głowie. Nastoletnia dziewczyna z shiba inu zaczyna snuć opowieść o swoich i brata osiągnięciach sportowych. Żółtawe i czerwonawe cegły kościoła Matki Bożej Królowej Aniołów żarzą się w promieniach zachodzącego słońca. Aniołowie zstępują z nieba. Ze świątyni wylegają tłumy, choć to piątkowy wczesny wieczór. Starsze panie wkradają się w łaski radosnej i przyjaznej husky, która chętnie by z nimi na dłuższy czas tu pozostała, siedziała przed kościołem i kontemplowała spokój wczesnego wieczoru i przedwieczorną jasność dnia. Pamięta to miejsce, pamięta swoją panią, z którą jeszcze nie tak dawno tu przychodziła. Wypatruje jej wśród starszych siwowłosych kobiet wychodzących ze świątyni, promieniejących widoczną tylko dla niej aurą łagodności ich serc.
W sierpniowy letni sobotni poranek 2017 roku, przy drzwiach kaplicy adoracji, podszedł do nas starszy mężczyzna w białej koszuli z krótkim rękawem, materiałowych lekkich spodniach i w słomkowym kapeluszu. Chętnie nawiązał rozmowę i opowiadał o zaangażowaniu parafii w pomoc potrzebującym jej członkom w tych dawniejszych czasach i współcześnie. Trafnie zauważył, że dzisiejsza bieda jest zupełnie innego rodzaju biedą niż ta z czasów PRL-u czy lat 90-tych, choć wymagającą nie mniejszej, a może nawet większej uwagi i konieczności zajęcia się nią z uważnością i wyczuciem. Biła od tego eleganckiego pana jakaś mądrość wieku, zebranych na przestrzeni lat doświadczeń, a jednocześnie pogoda ducha, życzliwość i pokora. Sporo już lat minęło od tego spotkania, choć mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Nie wiem jak potoczyły się jego losy. Czy angażuje się nadal w życie parafii, czy uczestniczy jeszcze razem z nami w wędrówce po tym świecie?
Lubię te wędrówki między blokami i zielonymi podwórkami "starego" Bemowa, dużo bardziej ludzkiego i przyjaznego niż nowe deweloperskie osiedla. Ludzie są tu bardziej otwarci i życzliwi, chętni do miłej pogawędki. Aza ciągnie mnie zawsze chętnie do michalitów. Pamięta swoją panią i może ją tu widzi w towarzystwie aniołów zstępujących z Nieba.
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...
-
Gdy się kroczy piaszczystą ścieżką wydeptaną wzdłuż torów tramwajowych linii nr 20, powstałej jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku, któr...





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz