Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boernerowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boernerowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 października 2025

Wieczorem - kapliczka przy Dywizjonu 303, św. Józef i metalowy krucyfiks

Kapliczki, święte figury, wiekowe sosny, cudem oclałe wśród zachłannie wdzierającej się deweloperskiej architektury.

Wydeptana ścieżka wzdłuż torowiska, z błyszczącymi za dnia w jesiennym słońcu żółtymi liścmi. Z łoskotem przemyka żołty, rozświetlony tramwaj, przedzierający się przez ciemny październikowy wieczór. Smukłe, dorodne drzewa na przemian kryją i odsłaniają ścieżkę. Wije się ona tajemniczo i daje poczucie naturalności. Po drugiej stronie S8, za ekranami, królestwo betonu, asfaltu, absurdalnie gęstej zabudowy. A tu jeszcze oaza względnej ciszy i spokoju. Staruszkowie wydęptują tę dróżkę o każdej porze roku, zmierzając do bramki ogródków działkowych, mieszkańcy pobliskich bloków na spacerach z psiakami, o poranku i po południu pracownicy i studenci zdążający w stronię WAT-u. Teraz ciepły wieczór o zapachu sosny. Gdzieś w pobliżu we wrześniu 1939 r. toczyły się boje o Warszawę. Na terenach obecnego WAT-u w okopach ginęli żołnierze, którzy miejsce spoczynku znaleźli na cmentarzu wojennym w Starych Babicach i przy kościółku na Boernerowie.

Z kładki nad S8 widoczne linie setek świateł aut stojących na trasie w stronę Poznania. Jak co roku, bliżej listopada, ruch się wzmaga.

Kapliczka przy Dywizjonu 303, postawiona przez Jana i Marcyannę Pyć we wrześniu 1916 roku, z prośbą o modlitwę: "O Maryjo ulituj się nad niedostatkami i nędzami naszymi, i racz im zaradzić". Figurka Maryi za okienkami. W maju w jedną niedzielę odbywa się przy niej majowe. Ktoś czasem postawi świeczkę, sztuczny kwiatek, z rzadka ktoś się przeżegna, zatrzyma, pomodli, przeważnie przemykają tylko samochody na parking przy siłowni.

Chwila wieczornego wytchnienia. Jesień spokojna i cicha, z pojawiającymi się już wieczorem i o poranku mgłami, wilgotna, momentami deszczowa, i dość często - na szczeście - słonecznymi popołudniami. Jesień żołtych, pomarańczowych, czerwieniejących liści, z dniami na tyle długimi, że po pracy można jeszcze pójść do świętego Józefa koło Michalitów, na krótką rozmowę. I spotkania z przypadkowymi ludźmi, którym jeszcze chce się rozmawiać z nieznajomymi, przyjaźnie i życzliwie. I dostrzegalny z ulicy, w oknie bloku, metalowy krucyfiks. Prawie taki sam, jaki w 1946 r. przywiozła Babcia z Adamowców na Wileńszczyźnie, w woreczku z mąką, żeby sowieci nie zrabowali, bo był posrebrzany. Dziś stoi w mieszkaniu na Bemowie, jak rodzinna relikwia.

Powoli wszystko się wycisza, zapada jakby w sen. Panie Jezu przyjdź po raz drugi.

piątek, 20 czerwca 2025

Cmentarz w Starych Babicach - śladami Kampanii Wrześniowej 1939 r.

Gdy się kroczy piaszczystą ścieżką wydeptaną wzdłuż torów tramwajowych linii nr 20, powstałej jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku, która miała połączyć podmiejskie wówczas osiedle wybudowane dla pracowników pocztowych (nazywane początkowo Osiedlem Łączności, a następnie - od roku 1936 - Boernerowem - od nazwiska ministra poczt i telegrafów w kilku rządach okresu międzywojennego - Ignacego Boernera), łagodnie wijącą się między pozostałościami dawnych górczańskich ogrodów, dorodnymi drzewami wiśniowymi, śliwami, jabłoniami, i obok pięknej, okazałej sosny, myśli mimowolnie płyną w przeszłość.

W książce Lowisy Lermer "Kronika Boernerowa" czytamy, że w czasie Kampanii Wrześniowej 1939 r., największe straty w tej okolicy poniosła 9 Kompania, walcząca na terenach zajmowanych dziś przez Wojskową Akademię Techniczną. Jej stanowiska znajdowały się na obszarze odsłoniętych pól, rozciągających się od Boernerowa aż po Blizne i Babice. 27 września poległ jej dowódca - Feliks Henryk Szawłowski, w rejonie Babic. Ledwie zdążył ukończyć 33 lata - urodziny obchodził 11 sierpnia. Miejsce spoczynku znalazł na powązkowskim cmentarzu wojskowym.

Na północ od ścieżki rozciągają się WAT-owskie ogródki działkowe. Tak więc to między innymi tu musiały się toczyć zacięte boje, być może tędy przesuwało się natarcie polskich oddziałów od strony Górc w kierunku fortu Blizne, zajętego przez Niemców. Dziś cudnie świeci tu słońce, zieleń wybujała po deszczach, a nie minęło jeszcze sto lat, gdy w tej okolicy rozpętało się prawdziwe piekło. Wielu żołnierzy, walczących we wrześniu 1939 r. na przedpolach Warszawy, w okolicach Boernerowa, Grot, Babic, Chrzanowa, Jelonek, Górc, miejsce swojego spoczynku znalazło na cmentarzu w Starych Babicach.

Czwartek Bożego Ciała, w łagodnych promieniach słońca połyskuje pobielona ceglana brama, z wkomponowanymi w nią hełmami żołnierzy, początkowo złożonymi na ich mogiłach. Od czasu do czasu zrywa się ni stąd ni zowąd silny wiatr, smgający gałęziami wysokich drzew liściastych, otaczających z dwóch stron cmentarz. Z lewej strony do cmentarza przylegają domy mieszkalne z ogrodami. Naprzeciw bramy wąska, choć ruchliwa ulica. Przy niej kolejne domy mieszkalne. Na tablicy informacyjnej przed bramą czytamy, że cmentarz został założony w roku 1940 przez Jana Okwiecińskiego, sekretarza ówczesnej gminy Blizne, przedstawiciela Rady Głównej Opiekuńczej, i wójta Eugeniusza Przedworskiego, którzy uzyskali od Niemców zgodę na jego utworzenie. Początkowono złożono tu ciała eksumonowanych co najmniej 282 żołnierzy Wojska Polskiego, 5 policjantów, oraz 79 osób cywilnych. Ekshumacji dokonywano m.in. na terenie Radostacji Babice, Osiedla Łączności Babice-Boernerowo, Grot, Górc, Jelonek, Chrzanowa i Bliznego. 174 żołnierzy jest znanych z imienia i nazwiska, 108 żołnierzy imiona i nazwiska nie są znane. W kolejnych latach pochowano tu grupę powstańców warszawskich, żołnierzy Armii Krajowej, m.in. ze zgrupowania "Kampinos", a także cywilne ofiary wojny. Niektóre źródła historyczne podają liczbę 400 pochowanych na cmentarzu osób, według danych gminnych jest ich tu 388. Przypuszczalnie wiele grobów stanowią mogiły zbiorowe. Według zapisów dokonanych w kronice babcikiego koła Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, powstałego w roku 1969, na cmentarzu może spoczywać łącznie około tysiąca żołnierzy i osób cywilnych.

Warto pamiętać, że w urządzaniu cmentarza pomagali mieszkańcy okolicznych miejscowości. Ogrodzenie i bramę wykonał w 1942 r., ze składek społecznych, mieszkaniec Babic - Idzi Mainka. W pracach pomagali harcerze z Babic oraz z Hufca Centralna Praga.

15 sierpnia 1943 r., w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a zarazem święto Wojska Polskiego, na cmentarnym wysokim drewnianym krzyżu pojawiły się biało-czerwone flagi. Tego bohaterskiego wyczynu dokonał harcerz o nazwisku Dobrowolski, który był prawdopodobnie jednym z założycieli babickiego harcerstwa. Za popełnienie tak wielkiej - w oczach okupanta - zbrodni, groziła oczywiście kara śmierci.

Spacerując alejkami, między rzędami białych krzyży, uwagę zwracają liczne tabliczki z inskrypcją "NN" - żołnierz nieznany, oraz informujące o cywilnych ofiarach wojny zamordowanych w roku 1939, ale też i później. Trzy kamienne, białe krzyże obok siebie, a pod nimi pochowana rodzina - ojciec, matka i córka - Antoni Kędzierski, ofiara terroru niemieckiego, ur. 1888 r., ojciec, obok - Wiktoria Kędzierska, ofiara terroru niemieckiego, ur. 1927 r., córka, i Lucyna Kędzierska, ur. 1887 r., matka. Nieopodal krzyż z tabliczką - Ryszard Rżysko, ofiara terroru niemieckiego, zginął w Powstaniu Warszawskim 5 sierpnia 1944 r., a w rzędzie za nim - Władysława Rżysko, ofiara terroru niemieckiego, zginęła w Powstaniu Warszawskim 21 sierpnia 1944 r. Przy krzyżu Mariana Galbarczyka, strzelca poległego 25 września 1939 r., ktoś zapewne z rodziny, ustawił fotografię zmarłego w mundurze i w czapce rogatywce. Przy krzyżu Michała Szewczuka, strzelca poległego 27 września 1939 r., zatknięta metalowa tabliczka z inskrypcją w języku ukraińskim - "Szewczuk Michajło, ur. 19 sierpnia 1911 r., wicznaja pamiać". Nie sposób nie zauważyć dużej liczby nie krzyży, lecz pionowych kamiennych słupków z gwiazdą Dawida, imionami i nazwiskami żołnierzy pochodzenia żydowskiego, wyznania mojżeszowego, obywateli polskich, poległych w obronie również i ich ojczyzny.

Wędrujemy powoli alejkami, przechodzimy przed każdym krzyżem, czytamy wszystkie tabliczki, z modlitwą na ustach, przy krzyżu nieznanej cywilnej ofiary terroru niemieckiego zapalamy znicz, w intencji wszystkich tu pochowanych. To jedyne, co możemy teraz dla nich zrobić, zapalić znicz, wspomnieć każdego z nich z osobna, nawet tego nieznanego. W konarach wysokich drzew, okalających cmentarz, wyjątkowo głośno szumi wiatr, zrywający się co jakiś czas, a jednocześnie nie przestaje świecić popołudniowe słońce, którego promienie rozświetlają białe krzyże.

czwartek, 12 czerwca 2025

Szwedzkie Góry - miejsca pamięci na Bemowie

Nieistniejące, splantowane pod budowę lotniska Babice, pierwsze o nich wzmianki - jak można przeczytać na stronie internetowej Towarzystwa Boernerowo - pochodzą z czasu Potopu Szwedzkiego (1655-1660). Na przestrzeni stuleci wykorzystywane były jako umocnienia w czasie walk. Na kartach historii pojawiają się ponownie w czasie Wojny Północnej. 31 lipca 1705 r. jazda litewska przemieszczała się tędy z Górc do Puszczy Kampinoskiej. W czasie Insurekcji Kościuszkowskiej w 1794 r. połączone siły rosyjsko-pruskie zajęły na nich pozycje do oblężenia Warszawy, i doszło na ich terenie do walk z wojskami polskimi dowodzonymi przez Tadeusza Kościuszkę. Najpierw opanował je książę Józef Poniatowski, po czym zostały odzyskane przez wojska wroga, a następnie odbił je Henryk Dąbrowski. Szwedzkie Góry były też świadkiem walk toczonych w czasie Powstania Listopadowego w 1831 r. - wówczas wojska polskie musiały ulec silniejszej armii rosyjskiej dowodzonej przez gen. Iwana Paskiewicza.

Z mapki zamieszczonej na wspomnianej wyżej stronie wynika, że Szwedzkie Góry ciągnęły się na północny wschód od Boernerowa. Ślad po nich nie pozostał, w ich miejscu rozciąga się obecnie lotnisko, ale zanim zrównano je z ziemią, to jeszcze w czasie drugiej wojny światowej rozegrały się na nich dramatyczne wydarzenia. W książce "Kronika Boernerowa" Lowisa Lermer pisze, że 6 stycznia 1940 r., w święto Trzech Króli, Niemcy rozstrzelali tu 96 obywateli polskich - 95 mężczyzn i jedną kobietę. Według niepotwierdzonej informacji zbrodni mieli dokonać funkcjonariusze SD, czyli niemieckiej Służby Bezpieczeństwa Reichsfuhrera SS, przeznaczonej do likwidacji wrogów III Rzeszy, której komendantem w Warszawie był standartenfuhrer SS Josef Meisinger, szef SD i Policji Bezpieczeństwa (Sipo), zwany "rzeźnikiem Warszawy". Po wojnie, w wyniku ekshumacji, udało się zidentyfikować zaledwie trzy ciała. Wszystkie ofiary tej zbrodni pochowane zostały na cmentarzu w Palmirach. Spacerując alejkami palmirskiego cmentarza, w jego północno-zachodniej części, uwagę zwracają dwa rzędy kamiennych krzyży w zdecydowanej większości z tabliczkami z napisem "NN".

Dziewięćdziesiąt trzy osoby, które miały rodziny, bliskich. O ich losie najbliżsi nigdy się nie dowiedzieli. A być może oni sami wojny też nie przeżyli? Trudno jest żyć, nie wiedząc o tym, gdzie i w jakich okolicznościach odeszły osoby nam bliskie, i gdzie znalazły miejsce spoczynku. Moja mama, dopiero na pół roku przed pożegnaniem z tym światem, poznała okoliczności śmierci i miejsce pochówku swojego taty, po 78 latach od dnia jego śmierci, i po 79 latach od dnia rozstania z nim. Widziała go po raz ostatni, gdy miała 4 lata. Doskonale zapamiętała chwile pożegnania na stacji kolejowej gdzieś w okolicach Głębokiego na Wileńszczyźnie, łzy ojca, swojej mamy, brata, i koszulę taty mokrą od jej łez, gdy wtulała się w jego pierś. Florian zanim wsiadł do pociągu i odjechał na wschód, odwrócił się jeszcze na chwilę, by - jak się później okazało - po raz ostatni spojrzeć na swoją żonę i dwójkę dzieci, po czym szybko zniknął w wagonie. Już się więcej nie zobaczyli. Podejmowane poszukiwania po zakończonej wojnie, za pośrednictwem Czerwonego Krzyża, nie przyniosły skutku. Sąd Rejonowy w Białymstoku wydał postanowienie - napisane z błędem zresztą - uznające Floriana za zmarłego w czasie forsowania Nissy (pisownia oryginalna z dokumentu) Łużyckiej. Kilkuletnia dziewczynka wielokrotnie wychodziła na ulicę Sienkiewicza w Białymstoku, którą maszerowali żołnierze na ćwiczenia w lesie Pietrasze. Wierzyła, że wypatrzy wśród nich tatę. Niestety nadaremnie. I dopiero 6 marca 2023 r., jak się okazało na 6 dni przed 78 rocznicą śmierci (zmarł 12 marca 1945 r.), za sprawą strony internetowej straty.pl, dowiedzieliśmy się, że Florian zmarł w szpitalu w Siedlcach, i na wniosek szpitala, został pochowany na cmentarzu Janowskim w tym urokliwym mieście.

Pomnik upamiętniający ofiary egzekucji na Szwedzkich Górach stoi przy ruchliwej i głośnej ulicy Powstańców Śląskich, między chodnikiem a ogródkami działkowymi, w miejscu oddalonym od rzeczywistego miejsca egzekucji, na którym teraz rozpościera się płyta lotniska. Trudno się przy obelisku oddać rozmyślaniom czy modlitwie w ciszy i skupieniu, ale też nie jest to niemożliwe. Warto tu czasem zajrzeć i pamiętać o tych wszystkich, którzy niedaleko stąd stracili życie.

poniedziałek, 9 czerwca 2025

Figura Matki Boskiej na Boernerowie

Mroczny, mieszany las, z wiekowymi, dorodnymi sosnami, dębami. Przy odrobinie szczęścia można spotkać przecinającego leśne ścieżki łosia, który ze spokojem zmierza w stronę uliczek Boernerowa. Las inny niż Puszcza Kampinoska, i tak odmienny od podlaskich, litewskich kniej, z ich smukłymi, sięgającymi nieba masztowymi sosnami czy czerniawymi świerkami, przejrzystych i nasłonecznionych. Przy skrzyżowaniu Grotowskiej i Westerplatte na łagodnym wzniesieniu stoi na kamiennym postumencie figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem, powiewają przy niej dwie biało-czerwone flagi. Majowym późnym popołudniem, już prawie przed wieczorem, przy figurze utrzymuje się fantastyczny zapach konwalii, drzew, ziół, traw i innych leśnych kwiatów. Matka Boska stanęła w tym miejscu w 1936 r. Rzeźbę wykonał Jan Goliński. Pierwotnie miała stanąć w Gdyni i być zwieńczeniem pomnika "Zjednoczenia Ziem Polskich". Została nawet zgłoszona do konkursu, lecz nie zyskała najwyższych ocen komisji. Zainteresowało się nią natomiast Ministerstwo Poczt i Telegrafów i za jego sprawą figurę ustawiono na nowo wybudowanym Osiedlu Łączności Babice.

Przy figurze, do której prowadzą łagodnie wznoszące się schodki, znajduje się kamień upamiętniający Powstańców poległych w walce z Niemcami w pobliżu Boernerowa i Szwedzkich Gór, którzy zamierzali się przedrzeć do Kampinosu 2 sierpnia 1944 r.

W książce autorstwa Lowisy Lermer "Kronika Boernerowa" (Warszawa 2017) czytamy, że po nieudanych akcjach zbrojnych na Żoliborzu, gdzie pierwsze walki zaczęły się około godziny 14, a więc jeszcze trzy godziny przed godziną "W", na skutek dużych strat w ludziach, dowództwo powstania podjęło decyzję o przemieszczeniu części oddziałów do Puszczy Kampinoskiej. Około 150 powstańców ruszyło drogą prowadzącą przez Szwedzkie Góry, a następnie przez płaski teren między Boernerowem a Wawrzyszewem (obecnie w miejscu tym znajduje się lotnisko), kierując się na ostatni prawy maszt radiostacji "Babice". Gdy ostatni żołnierze z kolumny przekroczyli brukowaną Szosę Warszawską, łączącą Boernerowo z Wawrzyszewem, i znaleźli się na otwartej przestrzeni, Niemcy wystrzelili rakietę rozświetlającą teren, po czym otworzyli ogień z lasu na Boernerowie i z położonych na wzniesieniu pozycji fortu wawrzyszewskiego. Z przedzierających się oddziałów powstańczych przeżyło zaledwie dziesięć osób. Część straży przedniej, którą Niemcy celowo przepuścili, by przedwcześnie nie zaalarmować całej kolumny, została aresztowana. Część straży tylnej zdołała natomiast cofnąć się na Bielany. Kilku żołnierzy ukryło się za kopcami zżętego zboża i tam przeczekali dobijanie rannych kolegów, a gdy Niemcy już odjechali, przedostali się do Wawrzyszewa. Straty niemieckie wyniosły zaledwie kilku zabitych i rannych. Była to zatem prawdziwa masakra. Naoczni jej świadkowie - Maciej Bernhardt i Zdzisław Grunwald - wspominają natomiast tajemniczą postać - niezidentyfikowanego cywila, który o laseczce, pod ostrzałem przeszedł przez pole niedraśnięty kulami, i później w Laskach, zaatakował por. "Starżę" (Jerzego Terczyńskiego), zarzucając mu wytracenie prowadzonego oddziału.

Po tej dramtycznej potyczce, na polu bitwy pojawił się niemiecki czołg. W otwartej wieżyczce stał dowódca z pistoletem maszynowym i dobijał rannych powstańców. Po nim pojawił się jeszcze od strony Boernerowa samochód terenowy, z któego oddano kilka serii z karabinu maszynowego. Przepuszczonym powstańcom ze straży przedniej Niemcy kazali wykopać dwa duże doły. Do jednego z nich złożyli ciała poległych kolegów, a nad drugim zostali zamordowani przez Niemców strzałem w głowę lub zakłuci bagnetami. Pozostałe rozrzucone na polu ciała powstańców pochowali mieszkańcy Boernerowa i Wawrzyszewa w pojedynczych grobach. Było ich dziesięć lub dwanaście.

W bitwie pod Boernerowem poległo i zostało rozstrzelanych około stu powstańców. Udało się ustalić dane 73 osób.

Na Cmentarzu Wawrzyszewskim, tuż obok kwatery żołnierzy połegłych w czasie Kampanii Wrześniowej 1939 r., znajduje się kwatera powstańców poległych pod Boernerowem.

Cała Polska jest naznaczona miejscami, które przechowując pamięć czasów minionych, zdarzeń tragicznych, odznaczają się jednocześnie niebywała urodą krajobrazu i nieokiełznanej natury. Ten paradoks, jak go określił pewien znajomy Żyd, mający polskie korzenie, z którym odwiedzałem Las Łopuchowski koło Tykocina, w którym Niemcy rozstrzelali znaczną część żydowskiej społeczności Tykocina, jest w naszym kraju dość powszechny. Do Lasu Łopuchowskiego trafiliśmy w letni, pochmurny i deszczowy dzień, a mimo to ów potomek polskich Żydów był zachwycony urodą sosnowego lasu, nie mógł pojąć, jak w tak urokliwym miejscu mogła się rozegrać tak straszliwa zbrodnia. Podobne uczucia towarzyszyły mi zawsze w białostockim Lesie Pietrasze, w którym Niemcy w czasie drugiej wojny rozstrzelali ponad pięć tysięcy mieszkańców Białegostoku narodowości żydowskiej oraz kilkaset osób narodowości polskiej i białoruskiej. Przecudnej urody sosnowy las na wzgórzach, poprzecinany urokliwymi dróżkami, ścieżkami, z rozegłymi widokami na dolinę rzeki Supraśli, mistyczny Wasilków ze Świętą Wodą, a zarazem miejsce, w którym życie straciły tysiące osób, których prochy rozwiał wiatr po całym lesie, gdy niemieccy zbrodniarze tuż przed wycofaniem się przed napierającą ze wschodu Armią Czerwoną, wydobyli ciała zamorodowanych i palili je na stosach, a wiatr roznosił ich drobiny po okolicy. Podobne odczucia powstają w lesie w pobliżu Boernerowa. Miejsca naznaczone tragicznymi wydarzeniami, odznaczające się równocześnie niezwykłym pięknem. Uderza w nich to kontrastowe zestawienie piękna natury, krajobrazu i okrucieństwa, jakie się w nich rozegrało kilkadziesiąt lat temu. Tak jakby chciały powiedzieć, że możesz zachwycać się naszą urodą, ale nie wolno ci zapomnieć o tych, którzy tu przedwcześnie zakończyli swoje życie, pamiętaj o nich w modlitwie.

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...