sobota, 14 maja 2011

Klebark Wielki – brama do Warmii

Niewątpliwym atutem zamieszkiwania w tak zwanej Polsce B jest dostępność najprawdziwszego bogactwa kulturowego, niemal dosłownie na wyciągnięcie ręki. Bo czymże jest 4-godzinna podróż do Wilna, 3-godzinna do Lublina, albo 3-godzinna na południowe obrzeża Warmii.

Jadąc do Olsztyna od strony Szczytna, przez Pasym, w słynnych skądinąd Klewkach, nie można nie skręcić na wschód do Klebarka Wielkiego - urokliwej sporej wsi, położonej malowniczo na pagórkach nad Jeziorem Klebarskim. Mimo tego, że znajduje się ona w pobliżu dużego przecież miasta, życie toczy się tu powolnym, spokojnymm, leniwym rytmem. Nad wsią góruje wieża neogotyckiego kościoła z 1892 r. Pierwsza świątynia została tu wzniesiona około 1400 r., w miejscu dawnej osady Prusów. Zresztą Prusowie mieszkali tu jeszcze w XVI w. - w 1550 roku miejscowy proboszcz miał bowiem głosić kazania w języku staropruskim. To rzecz niemal niesłychana, bowiem z historii z reguły dowiadujemy się, że Prusowie zostali wymordowani przez Krzyżaków pod koniec XIII, a ci których nie wymordowano, ulegali szybkiej germianizacji. Niewykluczone zatem, że wzgórze, na którym wznosi się kościół było niegdyś pruskim grodziskiem.

Sama wieś natomiast otrzymała akt lokacji od Kapituły Warmińskiej 27 maja 1357 r. Obecne Jezioro Klebarskie nazywało się wówczas z bałtyjska - Ameluną. W latach 1519 - 1521 sprowadził tu osadników sam Mikołaj Kopernik, urzędujący wówczas na zamku kapitulnym w pobliskim Olsztynie. Na omiast na początku wieku XVIII przy kościele ufundowano szpital, służący również, jako przytułek dla ubogich. Była to zatem prężnie rozwijająca się osada. A co jeszcze ciekawe, w 1863 r. mieszkańcy Klebarka udzielili schronienia uciekjącym z Królestwa Kongresowego powstańcom styczniowym.

Klebark Wielki to także miejsce urodzenia kilku ważnych i wybitnych osobistości. Tu przyszedł na świat Jan Liszewski (1856 - 1894) - nauczyciel, poeta, etnograf i założyciel "Gazety Olsztyńskiej" oraz Erich Thiel (1898 - 1973) - nauczyciel, geograf, podróżnik i profesor Uniwersytetu w Monachium. Na pobliskim cmentarzu można natomiast bez trudu oszukać nagrobek Maryli Nowowiejskiej - Jackowskiej, zm. w 1949 r., siostry Feliksa Nowowiejskiego, kompozytora m. in. muzyki do słów "Roty" Marii Konopnickiej.

I jak to zwykle bywa w małych i dużych miejscowościach, jednym z najciekawszych miejsc jest stary cmentarz, położony po dwóch stronach drogi do Silic. Wielce prawdopodobnym jest to, że przed wojną istniały tu dwa cmentarze - jeden ewangelicki, a drugi katolicki. Na starych nagrobkach widnieją wygrawerowane nazwiska typowo niemieckie, jak też i zgermanizowane, ale mimo wszystko polsko brzmiące. Kwestia narodowości na pograniczu to rzecz niemal zawsze skomplikowana i szalenie delikatna. I wydaje się, że jeśli rodowici mieszkańcy danego pogranicza sami nieszczególnie chcą o sprawach z tym związanych rozmawiać, to wątku nie powinno się kontynuować. Złożona, powikłana, a często tragiczna historia odpowiada za ten stan rzeczy, trudno więc dziwić się autochtonom, że o pewnych sprawach mówić nie chcą, motywowani lękiem, nieufnością czy zwykłą ostrożnością.

Warmia, na południowych krańcach której leży Klebark Wielki, swoją nazwę wywodzi od księstwa Prusów, a dokładniej od plemienia Warmów, które około 1243 r. zostało podbite i znalazło się w granicach państwa krzyżackiego. Prusowie jeszcze długo w drugiej połowie XIII w., nie mogąc pogodzić się z utratą niezależności, występowali zbrojnie przeciw rycerzom Zakonu., nie byli jednak w stanie oprzeć się naporowi dużo lepiej uzbrojonych i wyszkolonych rycerzy z Europy Zachodniej. Po dokonaniu ostatecznego podobju księstwa Warmów, na ich ziemiach utworzono diecezję warmińską, która stała się domeną biskupią. Biskupi, przybywający tu z Niemiec, częstokroć jednakże popadali w konflikty z wielkimi mistrzami zakonu. Zdarzało się nawet tak, że niektórzy z nich zupełnie dobrowolnie składali hołd królom polskim. Mieszkańcy miast pruskich również nie wykazywali zadowolenia z polityki prowadzonej przez Krzyżaków. Wieści o złotej wolności z nieodległej Korony docierały także do Prus, mieszczanom i miejscowej szlachcie marzyły się swobody i przywileje posiadane przez szlachtę polską, co z czasem w niemałym stopniu przyczyniło się do wybuchu wojny trzynastoletniej w 1454 r. Na mocy kończącego ją Pokoju Toruńskiego z 1466 r. Warmia weszła w skład Korony Polskiej i trwała w niej aż do pierwszego rozbioru w 1772 r.


Mimo tego, że historia tak okrutnie obeszła się z rdzennymi mieszkańcami tej ziemi, Warmia w niemałym stopniu zachowała swoją różnordodność, bogactwa której nie sposób nie dostrzec. Fale osadnictwa niemieckiego, mazowieckiego, walka o przetrwanie nielicznych potomków walecznych niegdyś Prusów, północny ceglany gotyk kolegiat, kościołów, zamków krzyżackich, biskupich, kapitulnych, ratuszy, pozostałości grodzisk pruskich, odcisnęły trwały ślad na tym niedużym skrawku północnej Polski, który na pewno warto eksplorować, wędrówkę rozypoczynając choćby od Klebarka Wielkiego.






















































W drodze do Tallina. Pärnu (Parnawa)

Około 700 km na północny wschód od Puszczy Knyszyńskiej, poprzez wzgórza Wysoczyzny Białostockiej, dolinę Biebrzy, sosnową Puszczę Augustowską z urokliwymi jeziorami, pagórki ciągnące się od Gib, przez okolice Sejn, niemal do samego Kowna, nizinne okolice Poniewieża, obwodnicę widocznej z okien Rygi ze strzelistymi wieżami kościołów, wzdłuż Zatoki Ryskiej, z krótkim postojem przy jednej z licznych, tłumnych plaż, i wreszcie estońskie Parnu osiągnięte tuż przed zachodem słońca. Stąd już pozostaje tylko 100 km do Tallina. Nocleg w Nurmeveski, w starym domu młynarza, wzniesionym w 1863. Po młynie zachowały się jedynie wysokie fundamenty nad rzeczką.

Krajobrazy na przestrzeni 800 km, choć zmienne, mają jednak w sobie coś wspólnego, pagórki porozrzucane między obszarami nizinnymi, borealne lasy północy, wsie o drewnianej w większości zabudowie, różnorodność, która nie czyni drogi monotonną. Litwa wydaje się być nieco radośniejsza i bardziej zadbana niż Łotwa, nie znać w niej tak wyraźnie zniszczeń i oszpeceń wszelakich z czasów Związku Radzieckiego, a Estonia to już inny świat, ale bardziej duchem, bo choćby w lasach dostrzegam tak dobrze znany mi rys lasów północnego Podlasia. Jedyne co nas różni to być może nieustanny powiew i zapach morskiego powietrza, towarzyszący nam mniej więcej od rogatek Rygi aż do samego Parnu.

Samo Parnu, najpopularniejszy kurort Estonii, łączy w sobie ducha Skandynawii, dawnej zaborczej, eskpansywnej, imperialnej Rosji, niknące już ślady czasów sowieckich, drewnianą i murowaną architekturę miast hanzeatyckich, i dzielnicę domów drewnianych, która jako żywo przypomina mi dawne białostockie Bojary albo okolice ulicy Młynowej. Miasto zostało założone w 1251 r. przez biskupa diecezji Osel - Wiek - Henryka. Należało od bodaj XIV w. do Ligi Hanzeatyckiej. Od roku 1560 do 1617 panowanie nad nim objęła Rzeczypospolita Obojga Narodów (ten człon "obojga" to oczywiście kwestia czysto umowna, nazewnicza, bo tych narodów już wówczas z łatwością można było naliczyć dużo więcej). W 1617 r., po wojnie o Infalnty Parnu (zwane także Parnawą) przypadło Szwedom, aż do czasu przejęcia go przez Rosjan w czasie wojny północnej. Miastem niepodległej Estonii staje się dopiero w 1918 r.

Jak na kurort przystało całe życie miasta koncentruje się nad samym morzem, stąd też małą, choć urokliwą starówkę można kontemplować o każdej porze dnia i nocy bez konieczności przedzierania się przez tłumy turystów. Jedynie wieczorami wypełniają się małe kafejki przy uliczkach odchodzących od deptaka, i czasem rzeczywiście trudno w nich o wolne miejsca. Ale tym akurat nie warto się zrażać, bo w pobliżu znajduje się okrągła baszta będąca pozostałością murów obronnych z XIV - XVI w., XVIII-wieczny barokowy kościół luterański, w którym dzień po naszym wjyeździe koncert miał dać Krzysztof Penderecki, XVI-wieczny żuraw, kilka kamienic z odpadającym tynkiem, ale także urokliwie odmalowane drewniane domy. Nieopodal starówki wyrasta nowoczesny szklany gmach biblioteki z internetową kafejką udostępnianą wszystkim zainteresowanym całkowicie bezpłatnie, Wi-Fi jest dostępne w niemal każdym miejscu, a do tego wszystkiego powolny, leniwy rytm miasta, które nigdzie nie pędzi i rozbrzmiewa przede wszystkim językiem estońskim, choć mieszkają tu także, tak jak i w całej Estonii liczni Rosjanie. Port dla jachtów, stara kuźnia, dwie cerkwie, z których każda była w tym czasie obstawiona rusztowaniami, apartamentowiec z widokiem na morze, i wspomniana już dzielnica drewnianych domków z początku XX w., przypominająca nieco fragment wileńskiego Zarzecza (Uzupis) i dawne - w znacznej części już nieistniejące - białostockie Bojary, nad którą nawet podobnie zachodzi słońce.

Parnu może nie być miastem, które zachwyca, to jednak typowy kurort, w którym życie koncentruje się na nadmorskich promenadach, na plażach, przy hotelach, a nie na starówce, jednak odkrywając piękną Estonię nie sposób go pominąć, zwłaszcza że znajduje się na szlaku do wspaniałego przecież Tallina.







































































Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...