Północne obrzeża Białegostoku, pofałdowany krajobraz, na horyzoncie postrzępione wierzchołki sosen i świerków, odcinające się wyraziście na tle błękitnego nieba, tak doskonale widoczne ze wzgórza tuż przy Zajeździe "Wiking". Nie ma dnia, by nie parkowały tu samochody na estońskich numerach, dla Estończyków to najbliższy szlak na południe Europy. W ubiegłym roku podróż autem z Tartu do Białegostoku, przez Rygę i Kowno, zajęła mi nie więcej niż 11 godzin, choć to ponad 800 km, a jeszcze do września na trasie Białystok - Lublin mijałem dziesiątki aut z oznaczeniem "est".
Z centrum miasta, wyprawa rowerowa do Puszczy Knyszyńskiej zajmuje nie więcej niż 30 minut, dokładnie do jej skraju tuż za Jurowcami, a do nieodległej Katrynki - około 40 minut. W śródpuszczańskiej Katrynce trzeba niestety zjechać na dziurawy jak sito i wyżłobiony koleinami asfalt, ale to niecałe 400 może 500 metrów mordęgi z szaleńczo pędzącymi TIR-ami i samochodami osobowymi, lepiej więc jechać poboczem. Dalej, w kierunku wschodnim, odbija wąska, nowa asfaltowa droga w stronę Wólki Przedmieście.
Tu już zaczyna się względna cisza i spokój, las pachnie poziomkami i ziołami, po kilkuset metrach otwiera się śródleśna łaka z przepływajacą przez nią, ledwie dostrzegalną zza wysokich zarośli rzeczką. Popołudniowe niedzielne słońce praży niemiłosiernie, zapowiadając burzę. Za łąką widnieją pierwsze zabudowania Wólki Przedmieście. Mijamy jeszcze przed wioską mamę z córką, wracające ze szklankami pełnymi soczyście czerwonych poziomek, i skręcamy w lewo, w stronę Mostka.
Kilkunastominutowy w postój przed sklepem, wyjętym jakb z głębokiego PRL-u -parterowy, drewninany barak, z tą tylko różnicą, że wewnątrz czekają na nas pełne półki i lodówki. Sprzedawczyni, niewysoka, krótko ostrzyżona kobieta w średnim wieku, uśmiecha się naturalne i chętnie nawiązuje rozmowę. Po wymianie kilku zdań, ze schłodzonymi napojami stoimy przed sklepem, chłonąc atmosferę wsi. Zza pobliskiego płotu nieufnie przygląda się nam właściciel posesji. Może niepotrzebnie wyciągnałem z futerału aparat, to musi wzbudzać podejrzenia. Nie mogłem jednak nie sfotografować starej, drewnianej zabudowy, którą coraz agresywniej wypierają nowe domostwa, mniej lub bardziej udanie nawiązujące do lokalnej tradycji budownictwa drewnianego.
W międzyczasie zza wysokich, na grubo ponad półtora metra zarośli, tuż za sklepem wychynie mężczyzna w średnim wieku, który przyjaźnie odpowie na nasze pozdrowienie. Z drugiego końca wsi na spacer wyruszy przygarbiona staruszka. Przed nami mignie prawdopodobnie córka z ojcem na motorze; przez drogę przebiegnie jeszcze zabłąkany kundel, któremu nie zechce się nawet szczeknąć na rowerzystów. I jeszcze tylko dwie staruszki siedzące na drewnianej ławeczce przy ganku życzliwie odpowiedzą na nasze pozdrowienie, i więcej nie wydarzy się nic.
Miniemy kilka starych domostw tonących w zieleni ogrodów, kilka nowych dość estetycznych, i wjedziemy na drogę do Mostka. Jeszcze w ubiegłym roku była to leśna, żwirowa, miejscami piaszczysta droga, a teraz wylana została asfaltem i poszerzona. Teren faluje, wokół sosnowy, dość młody las, tłumy mieszczuchów, którzy korzystają z tej dogodności i przyjeżdżają na poziomki, jagody oraz grzyby. Z dolinki, wijącą się wstążką wspinamy się w górę, w stronę Mostka.
CDN...
Lubię odkrywać, poznawać wszystkie miejsca, w których się znajdę, sięgać pod to, co na zewnątrz. Opisuję to, co widzę na co dzień, szukam niezwykłości w tym, co zwyczajne. Podróżą jest każde wyjście z domu, każde spotkanie z drugim człowiekiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki rowerowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki rowerowe. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 lipca 2011
niedziela, 15 czerwca 2008
Podróż do Pasynek
Krajobraz w pobliżu Pasynek, przy drodze do Zagruszan.
Droga do Pasynek, od strony Zabłudowa.
Widok z drogi Pasynki - Zabłudów.
Widok z drogi Pasynki - Zabłudów.
Droga z Pasynek do Zabłudowa.
Gdy się dobrze wpatrzeć w zdjęcie, widać pośrodku drewniany wiatrak, niestety już bez skrzydeł.
Krzyż katolicki przy drodze z Pasynek do Zabłudowa.
Krzyż prawosławny przy drodze z Pasynek do Zabłudowa postawiony w 1933 roku. Inskrypcja na kamieniu wygrawerowana cyrylicą.
Dwa krzyże, od lewej - prawosławny, z prawej - katolicki. Ekumenizm w praktyce. Tak to przynajmniej chcę postrzegać, bo prawda może być zupełnie inna, stawianie krzyży katolickich i prawosławnych obok siebie nie musiało i niestety nadal nie musi świadczyć o zgodnym współżyciu mieszkańców tej samej wsi, ale różnych wyznań lub różnych narodowości, mimo nieraz zachowanych pozorów przyjaznej i spokojnej koegzystencji. Podskórne konflikty tliły się i wybuchały z całą siłą przy nadarzających się okazjach, jak na przykład II wojna, kiedy to zdarzało się, że sąsiedzi obu wyznań występowali przeciw sobie. Stawianie symboli obu wiar, tak naprawdę bliskich sobie, miało i ma na celu przede wszystkim zamanifestowanie swojej obecności na tych ziemiach, i kto wie czy nie były i nie są tak naprawdę stawiane przeciw sobie.
Podobnie bywa ze świątyniami, przy cerkwi musi powstać kościół, przy kościele cerkiew, jako podkreślenie swojej obecności, a nie jako wyraz ekumenizmu czy rzeczywistej potrzeby.
Wracając zaś do owych krzyży - moja interpretacja jest dynamiczna, dostosowana do obecnej rzeczywistości i wielce możliwe, że odstaje od założeń tych, którzy je stawiali, i nawet, jeśli zostały one postawione przeciw sobie (choć tak być wcale nie musiało, i chcę wierzyć, że nie było), to wolę je odczytywać, jako wyraz szczerej i głębokiej chęci życia w zgodzie.
Widok na skraju Pasynek, w głębi widoczny wiatrak.
Klekoczący bocian na lampie w Pasynkach.
Brukowana droga przez Pasynki.
Brukowana droga przez Pasynki - w stronę Zagruszan.
Widok na Zagórki z szosy Białystok - Zabłudów na granicy Białegostoku, tuż przed Kurianami.
Miejsca tak bliskie od Białegostoku, ale jeszcze do niedawna zupełnie mi nieznane. Na horyzoncie ciemnozielone lasy, świeża zieleń jasnych pól, najprawdziwsze wsie z drewnianymi domami o dwuspadowych dachach, brukowane drogi przez wieś, bocianie gniazda na słupach trakcji elektrycznej, a to wszystko nie dalej niż 10 km od Białegostoku.
Starszy pan, który prowadzi konia z pastwiska i ochoczo z uśmiechem odpowiada nam dzień dobry. Starsza pani przyglądająca się z zainteresowaniem, która przystanęła w drodze do wybujałego ogrodu tuż za domem.
Starszy pan jadący na rowerze pozdrawia mnie pierwszy, co mnie zawstydza. W swojej miejskiej arogancji i rezerwie wobec nieznajomych ludzi okazałem się bufonem dając sie uprzedzić w pozdrowieniu człowiekowi, od którego jestem młodszy o kilkadziesiąt lat.
Dwójka dzieci jadących na rowerach ze starszą siostrą, urodziwą może osiemnastolatką, nieśmiało się uśmiechającą i uciekającą spojrzeniem to w bok, to w ziemię. Maluchy również nam mówią dzień dobry.
A to wszystko w scenerii intensywnego, choć wieczornego już słońca, bujnej zieleni i cudownego zapachu prawdziwej wsi.
Są różne sposoby zagłuszania nachodzącego nie stąd ni zowąd smutku, można go stłamsić przy głośnej muzyce w klubie, zupełnie standardowo, ale skutecznie; można dobrym alkoholem, byle nie za często, ale nic nie daje takiej energii i nadziei, jak ta dzisiejsza wycieczka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Las Bielański - wspomnienia rodzinne
Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...
-
Wedle opowieści Babci powtarzanych mi przez moją Mamę Litwini mieli mieć piękne głosy i pięknie śpiewać. Mieli też w zwyczaju często się ze ...
-
Od dłuższego już czasu, jadąc za dnia ulicą Kasprzaka od strony Płockiej, na jednym ze szklanych domów przy Rondzie Daszyńskiego, dostrzec m...
-
Kapliczki, święte figury, wiekowe sosny, cudem oclałe wśród zachłannie wdzierającej się deweloperskiej architektury. Wydeptana ścieżka wzd...