Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sens. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 maja 2010

2010

Takiego roku chyba nikt się nie spodziewał. Tragedie narodowe, ogólnoludzkie, przeplotły się z prywatnymi niepowodzeniami, których w żaden sposób ze sobą zestawiać nie zamierzam, bo byłoby w tym coś bluźnierczego i śmiesznego zarazem. Najpierw 10 kwietnia niewiarygodna wręcz katastrofa pod Smoleńskiem, później - po dwóch tygodniach - śmierć osoby bliskiej, może nawet bliższej niż rodzina; dalej poważne problemy w jednej z prac, jakich jeszcze nigdy doatąd nie doświadczyłem, a teraz jeszcze niewyobrażalna powódź, o rozmiarach i skali zniszczeń dużo większej niż ta przyniesiona przez powódź z 1997 r. nazywaną powodzią tysiąclecia.

Gdybym żył w średniowieczu, a może jeszcze nawet w dwudziestoleciu międzywojennym, to pewnie wieściłbym już nadchodzący koniec świata, a tak będąc nieodrodnym dzieckiem przełomu wieków, mogę tylko czynić starania, by doszukać się w tym jakiegoś sensu.

Ale na razie jest jeszcze za wcześnie, jeszcze nie potrafię tego wszystkiego w sobie poukładać. Z czasem pewnie uda mi się ta sztuka, może za miesiąc, może dwa, do tej pory zawsze się udawało. A może to całe racjonalizowanie jest funta kłaków warte? Może to tylko umiejętność oszukiwania samego siebie, bo tak naprawdę sensu i żadnego celu w tym nie ma i być nie może?

sobota, 22 listopada 2008

Warto być

Kiedy miłość jest pusta jak wydmuszka. Kiedy wagi nie ma niemal nic. Kiedy chciałoby się mieć Coś tylko dla siebie, na pełną wyłączność.

Ile smutku, zdrad i rozczarowań może znieść człowiek?

Symboliczne piątkowe zdjęcie krawata, po tygodniu prawie bez chwili wytchnienia. Zagłuszanie smutku, które rodzi jeszcze większy smutek.

Mijany prawie każdego dnia staruszek zupełnie nie przystający do otaczającego świata. Zawsze sam, z małym pieskiem na spacerze, z którym rozmawia, jak z człowiekiem, zawsze czule, tylko czasem go skarci, ale też z troską w głosie. Mieszka w kamienicy z czasów dwudziestolecia międzywojennego, cudem ocalałej, wciśniętej między nowe bloki klasy średniej. Pożółkła, sczerniała cegła, drewniane okiennice pamiętające jeszcze II wojnę, trzy kondygnacje, przy czym trzecia dobudowana, jakby na doczepkę, bez ładu i składu, piękna w tym niewiele, a mimo to ma swój urok. Jedna z nielicznych, jakie się tu na Bojarach uchowały. Gdy ją wyburzą deweloperzy, to razem z nią zniknie także świat starszego pana - prostego człowieka, o dobrych manierach, grzecznego, kulturalnego, spacerującego zawsze z pieskiem, czasem z siatką w dłoni.

I ten dziadek, i ubogo ubrana starsza kobieta napotkana przypadkowo na zakupach z równie skromną córką, przypominają, że warto po coś jednak żyć.

Las Bielański - wspomnienia rodzinne

Słońce nie będzie prażyć, ale łagodna jasność jego promieni otuli las cały, zieleń będzie bujna i soczysta, między drzewami będą przemykać j...